BILL'S POV
Mierzyliśmy się wrogim spojrzeniem, oboje przybraliśmy ofensywne postawy, gotowi w każdym momencie rzucić się na siebie z pięściami. Kątem oka zerkałem na Jo, która przerażona patrzyła to na mnie, to na Harrego.
-Czy ciebie do reszty pojebało?- Warknąłem groźnie do dziewczyny. Ona przełknęła ślinę i starała się wyjaśnić sytuację, jednak nie dałem jej dojść do głosu.
-Nie odzywaj się lepiej. Zapieprzaj do domu, ja sobie pogadam z...kolegą.- Na twarzy chłopaka drgnął mięsień. Musiałem go wkurwić, ale to lepiej. Gniew popędza nierozważność, co mi bardzo pomoże. Gnojek zasłużył na ból. Zacząłem zbliżać się do chłopaka, mrucząc pod nosem przekleństwa. Nagle poczułem ostry ból w kostce. Padłem na ziemię i chwyciłem za obolałe miejsce. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że Jo podbiegła już do Harrego, uprzednio obserwując czy skutecznie mnie unieszkodliwiła. Musiałem przyznać, że jej kopniak był celny i czułem jakby ktoś połamał mi kość na pół. Chwyciła za bluzę Harrego, który próbował jej się wyrwać.
-Harry, proszę...-Załkała- Zostaw go, chodźmy do domu.
-Sam się zaczął.- Zaprotestował patrząc na mnie. Jego oczy przepełniała furia, co nadało jego słowom efektowny oddźwięk. Mimo wszystko wciąż nie odwracałem wzroku.
-Jednak ty nie musisz tego kończyć. Wiem, że jesteś mądrzejszy od niego. Proszę, wracajmy.- Dziewczyna rzuciła się w jego ramiona i położyła mu głowę na piersi, spazmatycznie płacząc. Ku mojemu zdziwieniu chłopak jakby ocknął się z transu. Zaniepokojony objął dziewczynę i pogładził jej rozczochrane włosy. Nie wierzę. Kurwa, nie wierzę.
-Dobrze Jo.- Powiedział Harry głosem wypranym z emocji.- Już jest dobrze.- Odsunął ją od siebie, wciąż jednak obejmując ją ramieniem. Opiekuńczo prowadził ją w kierunku furtki i szeptał uspokajające słowa. Próbowałem się podnieść, lecz ból skutecznie mi to uniemożliwił. Skrzywiłem się i syknąłem z bólu.
-Tępa, głupia dziwka.- Wyjąkałem zaciskając zęby z wysiłku. Nie zdążyłem nawet do końca unieść głowy, gdy zauważyłem pędzącą pięść, która wylądowała na mojej twarzy. Oszołomiony padłem na ziemię, starając się ogarnąć sytuację. Usłyszałem krzyk Jo, która podbiegła do Harrego popychając go jak najdalej ode mnie. Zaśmiałem się głośno i splunąłem, czując napływającą do ust krew.
-Zamknij się!- Wykrzyknęła do mnie dziewczyna.- Zrób coś dla mnie i nareszcie się zamknij. Powiedziałeś, że jesteś inny, ale wiesz co? Gówno prawda.- Odwróciła się ode mnie i pogłaskała po ramieniu wzburzonego Harrego.- Wiem, że jesteś zdenerwowany- Powiedziała do niego- Ale wiem również, że nie chcesz dla mnie źle, prawda?- Odgarnęła z jego czoła ciemne loki i patrzyła mu w oczy.- Dlatego uspokój się i chodźmy stąd.- Chłopak odetchnął głęboko i odsunął się od niej, przenosząc na mnie przenikliwe spojrzenie.
-Pójdziemy stąd.- Odparł- Ale ciebie jeszcze dopadnę.
JO'S POV
Obudziła mnie upierdliwa suchość w ustach. Ignorując upierdliwy ból głowy, sięgnęłam po sok pomarańczowy, który zalegał na szafce od kilku dni. Odkręciłam korek i potrząsnęłam kolorowym kartonem.
-Ups, to on może się zbrylić?- Wymamrotałam. Porzuciłam zepsuty napój, poszłam do łazienki i umyłam zęby. Zerknęłam na lustro wiszące nad umywalką. Moje oczy były podpuchnięte, na policzkach wciąż widniały ślady łez, które rozmazały czarny tusz, zdobiący jeszcze wczoraj rzęsy.
Szybko zmyłam czarne ślady, a potem przebrałam się w miękkie, szare, dresowe spodnie i czarną koszulkę. Włosy przerzuciłam na plecy i biorąc głęboki wdech zbiegłam na dół. W kuchni przywitała mnie mama, która sprzątała właśnie po śniadaniu.
-Jak tam wczorajszy wypad?- Zapytała. Ściągnęłam brwi, zastanawiając się jakim cudem dowiedziała się o naszym wyjściu. Postanowiłam jednak o nic nie pytać. Wzruszyłam ramionami i leniwie mieszałam łyżką w miseczce z płatkami. Mama westchnęła i wytarła chude ręce w ściereczkę w kratkę.
-Jadę dzisiaj do Liverpoolu. Możesz zadbać o to, by dom nie uległ destrukcji?- Zapytała. Gwałtownie uniosłam głowę, próbując nie okazać jak wiele mnie to kosztowało.
-Znowu wyjeżdżasz? Ostatnio w ogóle się nie widujemy.- Powiedziałam.
-Musisz mnie zrozumieć Jo. Praca pracą. Będziesz miała czas, żeby przygotować się na jutrzejsze wesele. Harry i ja już mamy wszystko ogarnięte, więc o niego się nie martw. Poza tym możliwe, że nie zobaczysz go cały dzień.- Odparła spokojnie. Odsunęłam od siebie nietknięte płatki i podniosłam się z krzesła, wlepiając wzrok w Claire.
-Czekaj, czekaj. Jedziesz z Harrym?- Zapytałam. Kobieta wymijająco odburknęła kilka słów i ucałowała mnie w policzek.
-Zobaczymy się wieczorem.
CLAIRE'S POV
Podjechałam pod garaż, należący do jednego z przyjaciół Jo. Z radia sączyły się słodkie dźwięki "Never gonna leave this bed" Marron 5, pogoda również dopisywała.
Nagle drzwi uchyliły się, a spod nich wybiegł uśmiechnięty Harry.
Zatrąbiłam, a on wesoło pomachał w moim kierunku. Podszedł do samochodu i zastukał w szybę, na co ja otworzyłam okno.
-Dzień dobry Claire.- Przywitał się. Omiótł wzrokiem siedzenia samochodu i zmarszczył brwi.-Jo nie jedzie?- Pokręciłam głową wskazując głową na miejsce obok.
-Chciałabym z tobą porozmawiać. Na osobności.- Odparłam. Chłopak bez słowa obszedł samochód i wślizgnął się na siedzenie pasażera. Stał się zamyślony i poważny. Ucieszyłam się, ponieważ jeszcze pół roku temu, ciężko było zwrócić na siebie jego uwagę, był cyniczny i wulgarny, Miła odmiana.
Pojechaliśmy do Liverpoolu, dokładnie do jednej z restauracji z wyjściem na zewnątrz. Zjedliśmy drobny lunch, rozmawiając o zbliżającym się weselu, planach, pogodzie czy najnowszych newsach.
Już najedzeni zostawiliśmy auto na parkingu, kierując się w stronę parku. Usiedliśmy na ławce w parku i wlepiliśmy wzrok w malutkie jeziorko, na którym pływały rozbrykane kaczki.
Chrząknęłam.
-Muszę ci dzisiaj powiedzieć o czymś bardzo ważnym Harry...-Zaczęłam- Jednak nie bardzo wiem w jaki sposób.- Chłopak przysunął się bliżej i teraz patrzył prosto w moje oczy. Doceniłam fakt, że mnie słuchał, takie zachowanie automatycznie dodało mi otuchy.
-Widzisz...Myślę, że wiesz jak to jest, kiedy nagle cały świat, jakby...- Zająkałam się. Ponownie odchrząknęłam, próbując odzyskać władzę nad głosem.- Mam wrażenie, że cały świat zaczął się walić. Jakby szczęście zaczęło ulatywać. Wiesz o co chodzi, prawda?- Harry niepewnie pokiwał głową. Zauważyłam, że starał się zrozumieć mnie i fakt: dlaczego mu to mówię. Również chciałam, żeby mnie zrozumiał, chciałam, żeby ta okrutna prawda nareszcie wypłynęła z moich ust. Mimo ogromnych chęci, było ciężko.
-Może brzmię jak niezrozumiana nastolatka- Bąknęłam- Ale tajemnica, którą ci zdradzę, ma znacznie szerszy oddźwięk. Obiecaj, że nieważne co się stanie, będziesz wspierał Jo, strzegł jej tak, jak ona strzegła ciebie przez ostatnie tygodnie.- Chłopak potrząsnął burzą loków, próbował się skoncentrować i całkowicie skupić na moich słowach,
-Obiecuję...- Wyszeptał.- Claire, proszę, nie trzymaj mnie w tej cholernej niepewności. O co chodzi?- Westchnęłam i zacisnęłam oczy, w których wezbrały się piekące łzy.
-Josephine wyjeżdża do Manchesteru do ojca.- Wydusiłam. Harry gwałtownie wstał i nachylił się nade mną, próbując uspokoić drżenie.
-Co?! Dlaczego, kiedy?!- Pociągnęłam nosem, a z moich ust wydobył się cichy szloch. Postanowiłam szybko opowiedzieć resztę złych wieści.
-Nie możesz już z nami mieszkać. Wczoraj wypisałam cię z nadzoru szpitala, można powiedzieć, że uwolniłam cię od tego cholerstwa.- Wyjąkałam.- Wynajęłam ci małe mieszkanie w Manchesterze, kilka przystanków od domu mojego byłego męża. Zostawię ci pieniądze, poprosiłam też pana Castle, by polecił cię kilku piekarzom. Załatwiłam ci już pracę, dwie przecznice od ciebie. Na początek to wystarczy, jednak nie będziesz mógł szaleć.- Moje słowa przerwał krzyk Harrego. Było w nim wszystko: frustracja, ból, żal, smutek, złość. Gołą pięścią uderzył w drzewo i odwrócił się do mnie, dysząc z gniewu.
-Dlaczego? Dlaczego to nam kurwa robisz?- Zapytał. Uśmiechnęłam się przez łzy, wiedząc co mu przyszło pierwsze na myśl. To samo co Katerinie, Castle, mojemu byłemu mężowi Sethowi... Pomyśleli, że znalazłam nowego faceta, że chcę zacząć nowe życie. Prawda była gorsza.
Podniosłam się z ławki przybliżając twarz do twarzy Harrego. Uspokajająco pogłaskałam go po policzku, mimo że sama tego potrzebowałam. Moja pierś unosiła się w spazmatycznych oddechach, a ręce drżały. Zdusiłam szloch i otarłam mokrą twarz wierzchem dłoni. Zignorowałam tępy ból brzucha i po prostu rzuciłam się w ramiona chłopaka. On niepewnie mnie objął, delikatnie gładząc moje plecy. Z moich oczu trysnęła nowa fala łez, którą wytarłam w koszulę bruneta.
-Harry...- Wyszeptałam- Choruję na mięsaki serca.- Przełknęłam ślinę i wydusiłam z siebie najgorszą wieść.- Mam raka serca. Pozostało mi kilka tygodni, o ile nie dni.
poniedziałek, 20 października 2014
poniedziałek, 13 października 2014
Rozdzial VII
CLAIRE'S POV
Opierałam się o lśniącą, drewnianą komodę po raz kolejny wypuszczając drżący oddech.
Jak długo jeszcze wytrzymam?
Wilgotną dłonią odgarnęłam lepiące się od potu kosmyki włosów, których znacznie ubyło w ostatnim czasie.
Czując narastającą duszność, chwiejnym krokiem zbliżyłam się do okna. Otworzyłam je na oścież i kurczowo trzymałam się krawędzi śnieżnobiałego parapetu.
Mimo że świat pokryła wirująca ciemność, to zdołałam dostrzec poruszający się punkt. Wzięłam głęboki wdech, próbując zatrzymać upierdliwe kołotanie serca, które zdawał się odgrywać jakąś mroczną melodię, przerywającą chłodną ciszę. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam się oddalającym postaciom.
Jo i Harry.
Poczułam jak moje wargi rozciągają się w uśmiechu.
Wiedziałam, ze przyjęcie tego chłopaka pod swój dach było dobrym posunięciem. W sumie to nie miałam wyboru. Od prawie roku był mim pacjentem, zależało mi na jego zdrowiu. Spędziliśmy razem dużo czasu i w końcu los się do niego uśmiechnął, a jego sytuacja zaczęła się poprawiać. Niestety, okazało się, że musi opuścić szpital z powodu braków środków na opłacanie leczenia i małej ilości miejsc. Nie mogłam tak tego zostawić. Poza tym dobrze wiedziałam jak to jest, gdy w chwili szczęścia spadnie na ciebie ciężar koszmaru.
Oprócz tego Josephine również odczuwała korzyści, płynące z ich znajomości.
Stała się bardzo skryta wraz z chwilą, gdy postanowiłam wziąć rozwód z moim obecnie byłym mężem.
Pozostaliśmy w "przyjacielskich stosunkach", lecz Jo, która pamiętała wszystkie wyrządzone przez niego krzywdy, urwała kontakt. Jej ojciec bardzo cierpiał z powodu i próbował uratować pozostałości tej znajomości, lecz wszelkie starania na nic się nie zdały. Uznałam, że Jo jest na tyle dorosła, że powinnam uszanować jej decyzję i dlatego pozostałam neutralna nie wspierając żadnej ze stron.
Wiedziałam, że mimo tej powierzchownej siły, Josephine skrywa w sobie arsenał bólu, który z czasem mógł przerodzić się w coś większego. Znajdywałam w historii przeglądania strony z makabrycznym i zdjęciami ran ciętych, opisów śmierci, depresyjnymi cytatami.
Czułam, że to był pierwsze etap i postanowiłam, że nie pozwolę, by wspięła się na wyższe szczeble doła.
Jako psychiatra mam odpowiednią wiedzę na temat bólu, cierpienia, umysły i nawet po tych wszystkich niekiedy przerażających rozmowach i widokach potrafię znaleźć rzeczy, dla których warto żyć.
Zgadzam się. Świat jest do dupy.
Jednak nawet w największym mroku można odnaleźć promyczek nadziei.
HARRY'S POV
Świadomi uporczywej ciszy szliśmy spokojnie w kierunku garażu, w którym znajomi Jo powinni być w czasie próby. Niekiedy po ulicy przejeżdżał jakiś samotny samochód, lecz oprócz tych pojedyńczych przypadków i naszej dwójki było pusto.
Włożyłem ręce do kieszeni skórzanej kurtki, która chroniła moje ciało przed zimnem. Przeniosłem uwagę na Jo, próbując niepostrzeżenie jej się przyglądać. Miała na sobie jasną koszulę włożoną w dżinsowe spodnie. Jej nadgarstek obleczony został cienką, srebrną branzoletką, która połyskiwała na tle nocy. Przekręciłem bardziej głowę, chcąc przyjrzeć się jej twarzy. Długie rzęsy, dodatkowo muśnięte czarnym tuszem, obramowywały błyszczące oczy, na policzkach i nosie zabłądziło kilka malutkich piegów, zaś usta pokrywała cienka warstwa czerwonawej pomadki. Ciekawe czy smakowała jak truskawki czy raczej jak maliny...
-Coś się stało?- Usłyszałem roześmianą Jo. Zdałem sobie sprawę, że patrzyłem na nią od jakiegoś czasu niespecjalnie się z tym kryjąc.
-Wybacz.- Wydukałem. Chciałem dodać coś w stylu: "Wyglądasz jak anioł, nie mogłem się oprzeć", ale średnio liczyłem na swój romantyzm, poza tym było to średnio adekwatne do moich brudnych myśli.
W miarę jak zbliżaliśmy się do celu podróży, tym bardziej dało się słyszeć huczenie muzyki.
Jo jęknęła cicho i przycisnęła kartki z listą utworów do swojej piersi, zabawnie nadymając usta. Nawet naburmuszona wyglądała idealnie.
-Uwielbiam piątkowe wieczory.- Powiedziała z sarkazmem. Podniosłem pytająco brwi, lecz ona pokręciła głową zbywając dalsze dociekania.
-Sam zobaczysz.
Po około pięciu minutach znaleźliśmy się pod domem Zayna.
W środku musiał panować istny chaos, ponieważ hałas dało się słyszeć już z daleka.
-Czy oni...
-Imprezują?- Dokończyła za mnie Jo.- Tak, zresztą jak co piątek. Leją alkohol strumieniami, palą jakieś gówna, różnie bywa.- Westchnęła- Zastanawiam się czy w ogóle będą w stanie prowadzić rozmowę.- Roześmiałem się napotykając jej zirytowane spojrzenie.
-Co cię tak bawi? Wesele za dwa dni, a nie mogli sobie odpuścić jednego, głupiego piątku!- Uśmiechnąłem się uspokajająco i chwyciłem ją za ramiona. Poczułem jak się wzdrygnęła, jednak ani myślałem puszczać.
-Daj spokój.- Poprosiłem patrząc prosto w jej oczy.- Są wakacje, zabaw się. I tak non stop mnie niańczysz, trochę wyluzuj.- Jo zawahała się wyraźnie zmieszana.
-Nie mogę cię tak zostawić ani wziąć ze sobą.- Wyrzuciła z siebie szybko. Zdziwiony odsunąłem się marszcząc czoło.
-Boisz się, że coś odwalę?- Zapytałem. Dziewczyna pokręciła głową, odgarniając za ucho długą, brązową grzywkę.
-O to się już nie martwię.- Odparła niespokojnie.- Ufam ci. Tylko na takiej dużej imprezie nie pije się soczek, a ty...- Wybuchnąłem gromkim śmiechem, czując się dziwnie skołowany.
-Ty serio myślisz, że ja nigdy nie byłem na imprezie? Myślisz, że nigdy nie miałem w ustach alkoholu albo że nie jarałem?- Jo po prostu patrzyła na mnie, starając się wymyślić jakąś zgrabną odpowiedź. I tak ją znałem.- Błagam cię, przecież całe życie nie gniłem w szpitalu. Niecały rok temu grubo imprezowałem, noc w noc chodziłem napruty. W końcu mnie zgarnęli za zakłócanie porządku publicznego i wylądowałem na oddziale twojej mamy w Liverpoolu.- Westchnąłem ciężko.- Nie martw się...- Wiedziałem, że jeszcze chwila i ją w końcu złamię.- Tabletek też już nie biorę, bo jest dobrze, musisz to przyznać.- Męczyłem ją, aż wybuchnęła nerwowym śmiechem. Zbliżyła swoją twarz do mojej.
-Dobra, wchodzimy- Wyszeptała- Ale jeśli odwalisz coś głupiego, to bez słowa wychodzimy.
JO'S POV
Okej, chyba troszeczkę przegięłam z tym alkoholem. Czułam dziwne mrowienie rozchodzące się przez moje ciało, a podłoga wesoło się chybotała. Czy byłam pijana? Cholera.
Wzrokiem próbowałam odszukać Harrego, który, nawet nie wiem kiedy, wyparował. Wszystko przez Louisa, który założył się ze mną, że nie wypiję ćwierć litra wódki duszkiem, bez popitki.
Wygrałam.
Przyjrzałam się innym uczestnikom zabawy, którzy mimo małej przestrzeni urządzili sobie garażową potańcówkę.
Przeciskając się przez tłum nie zauważyłam, że przedostaję się w kierunku stołu bilardowego, gdzie- o matko!- dziewczyny urządziły bardzo skromny pokaz taneczny. I nie, nie rozchodziło się o skromność samego show. Chodziło raczej o kostiumy, których prawie...nie było.
Co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem.
Dziewczyny szybko wciągnęły mnie do siebie, wyginając ciała w emocjonalnych konwulsjach.
Przez chwilę stałam jak słup soli obserwując skaczący tłum.
Próbowałam wypatrzeć kogoś z ekipy, ale horyzont był pusty.
Ktoś szturchnął mnie w nogę i podał puszkę piwa. Schyliłam się i sięgnęłam po prezent. Pociągnęłam duży łyk i o bogowie! Od razu lepiej.
Powoli zaczęłam poruszać ciałem, czując że ogarnia mnie euforia. Oddałam puszkę Perrie, która jakimś cudem znalazła się na stole i już tańczyła obok. Śmiejąc się rozpoczęłyśmy nieco śmielsze ruchy i przejechałam ręką odgarniając długie włosy. Posłałam prowokujący uśmiech w stronę tłumu, który radośnie pogwizdywał. Szaleli do głośnej muzyki, a ja czułam się tak...nierzeczywiście.
-Jak się bawisz?- Zapytała przyjaciółka, próbując przekrzyczeć ryk z olbrzymich głośników, przy czym seksownie kołysała biodrami.
-Jest zajebiście!- Odkrzyknęłam. Perrie wyszczerzyła do mnie zęby i powachlowała się dłonią, gestownie przekazując mi, że jest jej gorąco. Nagle uniosła trzymaną przez nią puszkę i wylała na siebie resztę piwa, wzdychając z ulgą. Odsunęłam się i klasnęłam w dłonie wraz z resztą imprezowiczów. Dziewczyna roześmiała się i niezgrabnie dygnęła, próbując odzyskać równowagę, którą zaburzyły liczne trunki.
Nagle szturchnęła mnie w bok, wskazując na odległy punkt przed nami. Zmrużyłam oczy i dostrzegłam Nialla, Zayna, Louisa, Liama i...Harrego.
Moje serce zabiło żwawiej, gdy zauważyłam, że rozbawiony mnie obserwuje.
Napotykając moje spojrzenie uniósł kciuk w górę i zakręcił biodrami. Zażenowana odwróciłam wzrok i próbowałam zejść ze stołu.
Niebezpiecznie się zachwiałam, gdy nagle wsparła mnie czyjaś ciepła dłoń i pomogła osunąć się bezpiecznie na ziemię Spojrzałam na mojego wybawcę i zamarłam.
Bill.
-Miło cię widzieć, Jo.- Wymruczał. Uniosłam brwi ze zdziwienia, a on zauważając to zabrał ręce z moich bioder i chrząknął.
-Rozumiem, że masz mnie za kompletnego palanta i nie chcesz ze mną rozmawiać przez wczorajszą sytuację...-Chciałam mu przerwać i wyjaśnić, że już wcześniej był kretynem, ale nie pozwolił mi się wtrącić.
-Chciałem ci wyjaśnić, że zauważyłem swój błąd i przyznaję, że nie wniosłem wiele do zespołu. Pogadałem z chłopakami i doszliśmy do porozumienia. Wróciłem i obiecuję, że wezmę się za te papiery, będę się przykładał. - Gwałtownie pokręciłam głową.
-A Harry? Przecież on miał dołączyć.- Odparłam z mocą. Bill roześmiał się i wzruszył ramionami.
-Miał robić za moje zastępstwo? Dziwne, ale skoro wróciłem to nie ma potrzeby. Rozumiem, że chciałaś się oderwać od tego psychola.- Zbliżył twarz do mojej i teraz czułam jego oddech na swoim policzku.- Mogę ci pomóc. Co powiesz na wspólny wieczór?- Odepchnęłam go, tłumiąc w sobie gniew.
-Nie interesuje mnie to.- Wysapałam.- A Harrego nie znasz, więc nie masz pojęcia jaki jest naprawdę.- Bill uniósł wysoko brwi, nie kryjąc irytacji.
-Daj spokój. Ten gość zawsze będzie wariatem. To nie znika ot tak! Poza tym, martwię się o ciebie, co jeśli będzie taki sam jak...-Gwałtownie mu przerwałam.
-Spieprzaj.
-Nie mów, że cię nie ostrzegałem.- Dokończył zraniony.- Nie chcę, żebyś myślała o mnie źle. Po prostu...- Zawahał się, przejeżdżając kciukiem po wewnętrznej stronie mojego nadgarstka.- Wiele rzeczy zjebałem i chcę to naprawić, odkupić swoje winy. Rozumiesz?- Powoli pokiwałam głową i oddaliłam się od niego. Po chwili odwróciłam się, dostrzegając, że wciąż na mnie patrzy. Mimo tego nie zatrzymałam się.
Nagle wpadłam na Nialla, który tańczył z jakąś dziewczyną. Gestem dłoni przekazał jej, że musi ze mną pogadać, a ona przytaknęła, uśmiechając się uprzejmie.
-Gdzie jest Harry?- Zapytałam powstrzymując czknięcie. Ups. Niall założył ręce na moje ramiona, a jego twarz nabrała sennego wyrazu.
-Z Liamem i Zaynem. Poszli chyba zajarać. W ogóle nieźle densiłaś na tym stole.- Dłuższą chwile zajęło mi przetrawienie słów chłopaka. Nagle poczułam jakbym dostała pięścią w brzuch.
-Czy oni palą papierosy czy coś zupełnie innego?- Zapytałam zaniepokojona. Niall wyszczerzył się i wybuchnął głupkowatym śmiechem. Zauważył jednak mój niepokój. Poprawiając bluzę chrząknął i pokierował mnie w kierunku Harrego.
-Czy tyś zgłupiał?!- Wykrzyknęłam wparowując do pokoju, w którym panował półmrok. Jedynie światła z ulicy i palące się od czasu do czasu zapalniczki sprawiały, że mogłam coś zauważyć.
Na szczęście ciemne loki Harrego mi nie umknęły. Uśmiechnął się lekko, mrużąc oczy. Również odpowiedziałam uśmiechem, mimo że wiedziałam, że po powrocie do domu będę miała ochotę rozwalić kilka mebli. Teraz musiałam zaciągnąć go do domu. Zauważył moje zmieszanie i wstał z kanapy. Ruszył chwiejnym krokiem wyciągając do mnie rękę ze skrętem. Patrzyliśmy sobie w oczy rozgrywając niemą walkę. W końcu westchnęłam i krzywiąc się zaciągnęłam się używką. Nienawidziłam tego obrzydliwego zapachu, ale dla efektu warto było. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy. Może był to skutek spożytego wcześniej alkoholu albo po prostu zależało mi na aprobacie chłopaka. Wzięłam jeszcze kilka buchów i oddałam skręta. Harry uśmiechnął się do mnie czule, przez co zachwiałam się na miękkich nogach. Cholera.
-Dobrze się czujesz?- Zapytała z niepokojem, chwytając mnie pod ramię. Żołądek podszedł mi do gardła i mało brakowało, a dołączyłabym do ludzi obejmujących toaletę, jednak w porę się opanowałam.
-Wszystko w porządku, tylko ciężko mi się oddycha...- Powiedziałam półprawdę, ale jednak. Niestety, nie zabrzmiało to przekonująco i odwróciłam wzrok. Harry odgarnął mi włosy z twarzy i przyjrzał mi się błyszczącymi oczyma.
-Chodźmy, przewietrzymy się w ogrodzie.- Wyszeptał do mojego ucha. Oddał końcówkę skręta i wyprowadził mnie na zewnątrz.
HARRY'S POV
Jo opierała się o ściankę malutkiej, drewnianej altanki, w której paliło się kilka dogasających już świeczek. Przemknęło mi przez myśl, że to lekkomyślność zostawiać je w pustym ogrodzie, jednak wolałem zająć się poważniejszym problemem. Podszedłem do odwróconej Jo i położyłem jej rękę na plecach.
-Czujesz się lepiej?- Dziewczyna pokiwała głową odwracając się powoli do mnie.
-Tak, przepraszam. Chyba wypiłam za dużo i to był zły pomysł, żeby jeszcze jarać.- Westchnęła.- Dobrze, że mnie całkowicie nie zmiotło.- Odpowiedziałem jej uśmiechem i pokierowałem w kierunku ławeczek. Usiedliśmy. Rozejrzałem się wokół, oglądając przestronny, zadbany ogród. Mimo, że było ciemno, to barwy nabrały dziwnej ostrości. Chyba zaczynał się odlot. Zacząłem chichotać, klepiąc Jo po ramieniu.
-Też widzisz, że twoje dłonie falują?- Zapytałem. Dziewczyna roześmiała się i odepchnęłam mnie żartobliwie.
-Teraz to cały świat faluje.- Zamilkła pogrążając się w swoich myślach. Po chwili zerwała się i pociągnęła mnie za rękę.
-Harry, spójrz. Świetliki!- Posłusznie poszedłem za nią w głąb ogrodu. Faktycznie. Malutkie owady latały wokół równo przyciętych krzewów, migotając miarowo.
-Pięknie...- Wyszeptałem patrząc jej w oczy. Jo uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
Nagle zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Ujęła moją twarz w dłonie, złączając nasze usta w miękkim pocałunku.
JO'S POV
Kiedy jego wargi dotknęły mojej skóry, poczułam gorący dreszcz, poczułam, że żyję.
Niecierpliwie przyciągnęłam go jeszcze bliżej i przylgnęłam do jego ciała. Oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia, ale nie odsunął się. Był ode mnie dużo wyższy, więc pochylił głowę i przycisnął mocniej swoje usta, gniotąc moje w namiętnym pocałunku.
Oparłam się o chłodne drzewo tak, że byłam uwięziona między nim a Harrym. Nie żeby mi to przeszkadzało. Chciałam tylko zmniejszyć ten bolesny dystans, który nas dzielił. Przejechał swoją ręką po wewnętrznej stronie mojego uda przez co z moich ust wyrwał się cichy jęk.
Harry, wciąż mnie całując, poszerzył wargi w uśmiechu i zaśmiał się cicho. Czułam go całym ciałem, jednak wciąż nie byliśmy dość blisko.
Nagle staliśmy się jeszcze bardziej dalecy, gdyż chłopak gwałtownie się odsunął, pozwalając, by objął mnie przejmujący chłód. Teraz staliśmy na wyciągnięcie ręki, dysząc ciężko i obserwując się nawzajem. Trwaliśmy w ciszy mierząc się wzrokiem, niczym gepardy oceniające swoje szanse w pojedynku.
-Dlaczego do cholery to zrobiłaś?- Zapytał poważnie Harry. Oparłam się z powrotem o drzewo i próbowałam zebrać poplątane myśli.
-Nie będę ci tłumaczyć, że to wina alkoholu.- Odparłam- Chociaż nawet tego nie jestem pewna. Chciałam to zrobić, więc to zrobiłam.- Harry uniósł brwi, bezwiednie przejeżdżając językiem po wargach.
-Chcesz mi powiedzieć, że to był impulsywny odruch i nie była to wina blanta ani pół litra wódki, którą wypiłaś z Louisem?- Spuściłam wzrok, nie chcąc przyznawać mu racji.
-Może.- Wyszeptałam. Znów ogarnęła nas cisza. Przerywał ją tylko wiejący wiatr, który przygnał odgłosy ciężkich melodii, wydobywających się z wnętrza domu.
Harry w jednym kroku znów znalazł się blisko mnie tak, że stykaliśmy się nosami . Zdmuchnął z czoła zawadzającego loczka i zaraz potem jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, który oswobodził te głupie dołeczki.
-W takim razie- Wymruczał Harry, obejmując mnie w talii- Ja też chcę zrobić coś impulsywnego.- Zmrużyłam oczy, nie rozumiejąc tych słów. Chłopak pokręcił głową i wolno, jakby pytając o pozwolenie zbliżył się do moich ust. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, próbując zignorować tępy skurcz brzucha, którego przyczyną była bliskość Harrego.
Zamknęłam oczy, a on uznawszy to za zgodę delikatnie mnie pocałował.
W niczym nie przypominało to wcześniejszych wspólnych doznań.
Czułam się jakby przyciągnęło mnie niebo i jakbym stąpała po miękkiej, perlistej ścieżce, zbudowanej z obłoków, mimo że twardo trzymałam się ziemi.
Język chłopaka zaczął drażnić wrażliwe okolice szyi, przez co boleśnie zadrżałam.
Jego dłonie wplątały się w moje włosy, delikatnie odchylając głowę.
W powietrzu unosił się zapach słodyczy, a ogarniający nas chłód zdawał się nie gasić wybuchu ognia, który zapanował między nami.
-Chyba jednak nie jesteśmy ognioodporni.- Wyszeptałam między pocałunkami.
-Jo?! Co ty do kurwy nędzy robisz?- Odskoczyliśmy od siebie, odwracając szybko głowy. Cholera. Chyba nadeszła gaśnica.
____________________________________________________________________________
Opierałam się o lśniącą, drewnianą komodę po raz kolejny wypuszczając drżący oddech.
Jak długo jeszcze wytrzymam?
Wilgotną dłonią odgarnęłam lepiące się od potu kosmyki włosów, których znacznie ubyło w ostatnim czasie.
Czując narastającą duszność, chwiejnym krokiem zbliżyłam się do okna. Otworzyłam je na oścież i kurczowo trzymałam się krawędzi śnieżnobiałego parapetu.
Mimo że świat pokryła wirująca ciemność, to zdołałam dostrzec poruszający się punkt. Wzięłam głęboki wdech, próbując zatrzymać upierdliwe kołotanie serca, które zdawał się odgrywać jakąś mroczną melodię, przerywającą chłodną ciszę. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam się oddalającym postaciom.
Jo i Harry.
Poczułam jak moje wargi rozciągają się w uśmiechu.
Wiedziałam, ze przyjęcie tego chłopaka pod swój dach było dobrym posunięciem. W sumie to nie miałam wyboru. Od prawie roku był mim pacjentem, zależało mi na jego zdrowiu. Spędziliśmy razem dużo czasu i w końcu los się do niego uśmiechnął, a jego sytuacja zaczęła się poprawiać. Niestety, okazało się, że musi opuścić szpital z powodu braków środków na opłacanie leczenia i małej ilości miejsc. Nie mogłam tak tego zostawić. Poza tym dobrze wiedziałam jak to jest, gdy w chwili szczęścia spadnie na ciebie ciężar koszmaru.
Oprócz tego Josephine również odczuwała korzyści, płynące z ich znajomości.
Stała się bardzo skryta wraz z chwilą, gdy postanowiłam wziąć rozwód z moim obecnie byłym mężem.
Pozostaliśmy w "przyjacielskich stosunkach", lecz Jo, która pamiętała wszystkie wyrządzone przez niego krzywdy, urwała kontakt. Jej ojciec bardzo cierpiał z powodu i próbował uratować pozostałości tej znajomości, lecz wszelkie starania na nic się nie zdały. Uznałam, że Jo jest na tyle dorosła, że powinnam uszanować jej decyzję i dlatego pozostałam neutralna nie wspierając żadnej ze stron.
Wiedziałam, że mimo tej powierzchownej siły, Josephine skrywa w sobie arsenał bólu, który z czasem mógł przerodzić się w coś większego. Znajdywałam w historii przeglądania strony z makabrycznym i zdjęciami ran ciętych, opisów śmierci, depresyjnymi cytatami.
Czułam, że to był pierwsze etap i postanowiłam, że nie pozwolę, by wspięła się na wyższe szczeble doła.
Jako psychiatra mam odpowiednią wiedzę na temat bólu, cierpienia, umysły i nawet po tych wszystkich niekiedy przerażających rozmowach i widokach potrafię znaleźć rzeczy, dla których warto żyć.
Zgadzam się. Świat jest do dupy.
Jednak nawet w największym mroku można odnaleźć promyczek nadziei.
HARRY'S POV
Świadomi uporczywej ciszy szliśmy spokojnie w kierunku garażu, w którym znajomi Jo powinni być w czasie próby. Niekiedy po ulicy przejeżdżał jakiś samotny samochód, lecz oprócz tych pojedyńczych przypadków i naszej dwójki było pusto.
Włożyłem ręce do kieszeni skórzanej kurtki, która chroniła moje ciało przed zimnem. Przeniosłem uwagę na Jo, próbując niepostrzeżenie jej się przyglądać. Miała na sobie jasną koszulę włożoną w dżinsowe spodnie. Jej nadgarstek obleczony został cienką, srebrną branzoletką, która połyskiwała na tle nocy. Przekręciłem bardziej głowę, chcąc przyjrzeć się jej twarzy. Długie rzęsy, dodatkowo muśnięte czarnym tuszem, obramowywały błyszczące oczy, na policzkach i nosie zabłądziło kilka malutkich piegów, zaś usta pokrywała cienka warstwa czerwonawej pomadki. Ciekawe czy smakowała jak truskawki czy raczej jak maliny...
-Coś się stało?- Usłyszałem roześmianą Jo. Zdałem sobie sprawę, że patrzyłem na nią od jakiegoś czasu niespecjalnie się z tym kryjąc.
-Wybacz.- Wydukałem. Chciałem dodać coś w stylu: "Wyglądasz jak anioł, nie mogłem się oprzeć", ale średnio liczyłem na swój romantyzm, poza tym było to średnio adekwatne do moich brudnych myśli.
W miarę jak zbliżaliśmy się do celu podróży, tym bardziej dało się słyszeć huczenie muzyki.
Jo jęknęła cicho i przycisnęła kartki z listą utworów do swojej piersi, zabawnie nadymając usta. Nawet naburmuszona wyglądała idealnie.
-Uwielbiam piątkowe wieczory.- Powiedziała z sarkazmem. Podniosłem pytająco brwi, lecz ona pokręciła głową zbywając dalsze dociekania.
-Sam zobaczysz.
Po około pięciu minutach znaleźliśmy się pod domem Zayna.
W środku musiał panować istny chaos, ponieważ hałas dało się słyszeć już z daleka.
-Czy oni...
-Imprezują?- Dokończyła za mnie Jo.- Tak, zresztą jak co piątek. Leją alkohol strumieniami, palą jakieś gówna, różnie bywa.- Westchnęła- Zastanawiam się czy w ogóle będą w stanie prowadzić rozmowę.- Roześmiałem się napotykając jej zirytowane spojrzenie.
-Co cię tak bawi? Wesele za dwa dni, a nie mogli sobie odpuścić jednego, głupiego piątku!- Uśmiechnąłem się uspokajająco i chwyciłem ją za ramiona. Poczułem jak się wzdrygnęła, jednak ani myślałem puszczać.
-Daj spokój.- Poprosiłem patrząc prosto w jej oczy.- Są wakacje, zabaw się. I tak non stop mnie niańczysz, trochę wyluzuj.- Jo zawahała się wyraźnie zmieszana.
-Nie mogę cię tak zostawić ani wziąć ze sobą.- Wyrzuciła z siebie szybko. Zdziwiony odsunąłem się marszcząc czoło.
-Boisz się, że coś odwalę?- Zapytałem. Dziewczyna pokręciła głową, odgarniając za ucho długą, brązową grzywkę.
-O to się już nie martwię.- Odparła niespokojnie.- Ufam ci. Tylko na takiej dużej imprezie nie pije się soczek, a ty...- Wybuchnąłem gromkim śmiechem, czując się dziwnie skołowany.
-Ty serio myślisz, że ja nigdy nie byłem na imprezie? Myślisz, że nigdy nie miałem w ustach alkoholu albo że nie jarałem?- Jo po prostu patrzyła na mnie, starając się wymyślić jakąś zgrabną odpowiedź. I tak ją znałem.- Błagam cię, przecież całe życie nie gniłem w szpitalu. Niecały rok temu grubo imprezowałem, noc w noc chodziłem napruty. W końcu mnie zgarnęli za zakłócanie porządku publicznego i wylądowałem na oddziale twojej mamy w Liverpoolu.- Westchnąłem ciężko.- Nie martw się...- Wiedziałem, że jeszcze chwila i ją w końcu złamię.- Tabletek też już nie biorę, bo jest dobrze, musisz to przyznać.- Męczyłem ją, aż wybuchnęła nerwowym śmiechem. Zbliżyła swoją twarz do mojej.
-Dobra, wchodzimy- Wyszeptała- Ale jeśli odwalisz coś głupiego, to bez słowa wychodzimy.
JO'S POV
Okej, chyba troszeczkę przegięłam z tym alkoholem. Czułam dziwne mrowienie rozchodzące się przez moje ciało, a podłoga wesoło się chybotała. Czy byłam pijana? Cholera.
Wzrokiem próbowałam odszukać Harrego, który, nawet nie wiem kiedy, wyparował. Wszystko przez Louisa, który założył się ze mną, że nie wypiję ćwierć litra wódki duszkiem, bez popitki.
Wygrałam.
Przyjrzałam się innym uczestnikom zabawy, którzy mimo małej przestrzeni urządzili sobie garażową potańcówkę.
Przeciskając się przez tłum nie zauważyłam, że przedostaję się w kierunku stołu bilardowego, gdzie- o matko!- dziewczyny urządziły bardzo skromny pokaz taneczny. I nie, nie rozchodziło się o skromność samego show. Chodziło raczej o kostiumy, których prawie...nie było.
Co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem.
Dziewczyny szybko wciągnęły mnie do siebie, wyginając ciała w emocjonalnych konwulsjach.
Przez chwilę stałam jak słup soli obserwując skaczący tłum.
Próbowałam wypatrzeć kogoś z ekipy, ale horyzont był pusty.
Ktoś szturchnął mnie w nogę i podał puszkę piwa. Schyliłam się i sięgnęłam po prezent. Pociągnęłam duży łyk i o bogowie! Od razu lepiej.
Powoli zaczęłam poruszać ciałem, czując że ogarnia mnie euforia. Oddałam puszkę Perrie, która jakimś cudem znalazła się na stole i już tańczyła obok. Śmiejąc się rozpoczęłyśmy nieco śmielsze ruchy i przejechałam ręką odgarniając długie włosy. Posłałam prowokujący uśmiech w stronę tłumu, który radośnie pogwizdywał. Szaleli do głośnej muzyki, a ja czułam się tak...nierzeczywiście.
-Jak się bawisz?- Zapytała przyjaciółka, próbując przekrzyczeć ryk z olbrzymich głośników, przy czym seksownie kołysała biodrami.
-Jest zajebiście!- Odkrzyknęłam. Perrie wyszczerzyła do mnie zęby i powachlowała się dłonią, gestownie przekazując mi, że jest jej gorąco. Nagle uniosła trzymaną przez nią puszkę i wylała na siebie resztę piwa, wzdychając z ulgą. Odsunęłam się i klasnęłam w dłonie wraz z resztą imprezowiczów. Dziewczyna roześmiała się i niezgrabnie dygnęła, próbując odzyskać równowagę, którą zaburzyły liczne trunki.
Nagle szturchnęła mnie w bok, wskazując na odległy punkt przed nami. Zmrużyłam oczy i dostrzegłam Nialla, Zayna, Louisa, Liama i...Harrego.
Moje serce zabiło żwawiej, gdy zauważyłam, że rozbawiony mnie obserwuje.
Napotykając moje spojrzenie uniósł kciuk w górę i zakręcił biodrami. Zażenowana odwróciłam wzrok i próbowałam zejść ze stołu.
Niebezpiecznie się zachwiałam, gdy nagle wsparła mnie czyjaś ciepła dłoń i pomogła osunąć się bezpiecznie na ziemię Spojrzałam na mojego wybawcę i zamarłam.
Bill.
-Miło cię widzieć, Jo.- Wymruczał. Uniosłam brwi ze zdziwienia, a on zauważając to zabrał ręce z moich bioder i chrząknął.
-Rozumiem, że masz mnie za kompletnego palanta i nie chcesz ze mną rozmawiać przez wczorajszą sytuację...-Chciałam mu przerwać i wyjaśnić, że już wcześniej był kretynem, ale nie pozwolił mi się wtrącić.
-Chciałem ci wyjaśnić, że zauważyłem swój błąd i przyznaję, że nie wniosłem wiele do zespołu. Pogadałem z chłopakami i doszliśmy do porozumienia. Wróciłem i obiecuję, że wezmę się za te papiery, będę się przykładał. - Gwałtownie pokręciłam głową.
-A Harry? Przecież on miał dołączyć.- Odparłam z mocą. Bill roześmiał się i wzruszył ramionami.
-Miał robić za moje zastępstwo? Dziwne, ale skoro wróciłem to nie ma potrzeby. Rozumiem, że chciałaś się oderwać od tego psychola.- Zbliżył twarz do mojej i teraz czułam jego oddech na swoim policzku.- Mogę ci pomóc. Co powiesz na wspólny wieczór?- Odepchnęłam go, tłumiąc w sobie gniew.
-Nie interesuje mnie to.- Wysapałam.- A Harrego nie znasz, więc nie masz pojęcia jaki jest naprawdę.- Bill uniósł wysoko brwi, nie kryjąc irytacji.
-Daj spokój. Ten gość zawsze będzie wariatem. To nie znika ot tak! Poza tym, martwię się o ciebie, co jeśli będzie taki sam jak...-Gwałtownie mu przerwałam.
-Spieprzaj.
-Nie mów, że cię nie ostrzegałem.- Dokończył zraniony.- Nie chcę, żebyś myślała o mnie źle. Po prostu...- Zawahał się, przejeżdżając kciukiem po wewnętrznej stronie mojego nadgarstka.- Wiele rzeczy zjebałem i chcę to naprawić, odkupić swoje winy. Rozumiesz?- Powoli pokiwałam głową i oddaliłam się od niego. Po chwili odwróciłam się, dostrzegając, że wciąż na mnie patrzy. Mimo tego nie zatrzymałam się.
Nagle wpadłam na Nialla, który tańczył z jakąś dziewczyną. Gestem dłoni przekazał jej, że musi ze mną pogadać, a ona przytaknęła, uśmiechając się uprzejmie.
-Gdzie jest Harry?- Zapytałam powstrzymując czknięcie. Ups. Niall założył ręce na moje ramiona, a jego twarz nabrała sennego wyrazu.
-Z Liamem i Zaynem. Poszli chyba zajarać. W ogóle nieźle densiłaś na tym stole.- Dłuższą chwile zajęło mi przetrawienie słów chłopaka. Nagle poczułam jakbym dostała pięścią w brzuch.
-Czy oni palą papierosy czy coś zupełnie innego?- Zapytałam zaniepokojona. Niall wyszczerzył się i wybuchnął głupkowatym śmiechem. Zauważył jednak mój niepokój. Poprawiając bluzę chrząknął i pokierował mnie w kierunku Harrego.
-Czy tyś zgłupiał?!- Wykrzyknęłam wparowując do pokoju, w którym panował półmrok. Jedynie światła z ulicy i palące się od czasu do czasu zapalniczki sprawiały, że mogłam coś zauważyć.
Na szczęście ciemne loki Harrego mi nie umknęły. Uśmiechnął się lekko, mrużąc oczy. Również odpowiedziałam uśmiechem, mimo że wiedziałam, że po powrocie do domu będę miała ochotę rozwalić kilka mebli. Teraz musiałam zaciągnąć go do domu. Zauważył moje zmieszanie i wstał z kanapy. Ruszył chwiejnym krokiem wyciągając do mnie rękę ze skrętem. Patrzyliśmy sobie w oczy rozgrywając niemą walkę. W końcu westchnęłam i krzywiąc się zaciągnęłam się używką. Nienawidziłam tego obrzydliwego zapachu, ale dla efektu warto było. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy. Może był to skutek spożytego wcześniej alkoholu albo po prostu zależało mi na aprobacie chłopaka. Wzięłam jeszcze kilka buchów i oddałam skręta. Harry uśmiechnął się do mnie czule, przez co zachwiałam się na miękkich nogach. Cholera.
-Dobrze się czujesz?- Zapytała z niepokojem, chwytając mnie pod ramię. Żołądek podszedł mi do gardła i mało brakowało, a dołączyłabym do ludzi obejmujących toaletę, jednak w porę się opanowałam.
-Wszystko w porządku, tylko ciężko mi się oddycha...- Powiedziałam półprawdę, ale jednak. Niestety, nie zabrzmiało to przekonująco i odwróciłam wzrok. Harry odgarnął mi włosy z twarzy i przyjrzał mi się błyszczącymi oczyma.
-Chodźmy, przewietrzymy się w ogrodzie.- Wyszeptał do mojego ucha. Oddał końcówkę skręta i wyprowadził mnie na zewnątrz.
HARRY'S POV
Jo opierała się o ściankę malutkiej, drewnianej altanki, w której paliło się kilka dogasających już świeczek. Przemknęło mi przez myśl, że to lekkomyślność zostawiać je w pustym ogrodzie, jednak wolałem zająć się poważniejszym problemem. Podszedłem do odwróconej Jo i położyłem jej rękę na plecach.
-Czujesz się lepiej?- Dziewczyna pokiwała głową odwracając się powoli do mnie.
-Tak, przepraszam. Chyba wypiłam za dużo i to był zły pomysł, żeby jeszcze jarać.- Westchnęła.- Dobrze, że mnie całkowicie nie zmiotło.- Odpowiedziałem jej uśmiechem i pokierowałem w kierunku ławeczek. Usiedliśmy. Rozejrzałem się wokół, oglądając przestronny, zadbany ogród. Mimo, że było ciemno, to barwy nabrały dziwnej ostrości. Chyba zaczynał się odlot. Zacząłem chichotać, klepiąc Jo po ramieniu.
-Też widzisz, że twoje dłonie falują?- Zapytałem. Dziewczyna roześmiała się i odepchnęłam mnie żartobliwie.
-Teraz to cały świat faluje.- Zamilkła pogrążając się w swoich myślach. Po chwili zerwała się i pociągnęła mnie za rękę.
-Harry, spójrz. Świetliki!- Posłusznie poszedłem za nią w głąb ogrodu. Faktycznie. Malutkie owady latały wokół równo przyciętych krzewów, migotając miarowo.
-Pięknie...- Wyszeptałem patrząc jej w oczy. Jo uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
Nagle zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Ujęła moją twarz w dłonie, złączając nasze usta w miękkim pocałunku.
JO'S POV
Kiedy jego wargi dotknęły mojej skóry, poczułam gorący dreszcz, poczułam, że żyję.
Niecierpliwie przyciągnęłam go jeszcze bliżej i przylgnęłam do jego ciała. Oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia, ale nie odsunął się. Był ode mnie dużo wyższy, więc pochylił głowę i przycisnął mocniej swoje usta, gniotąc moje w namiętnym pocałunku.
Oparłam się o chłodne drzewo tak, że byłam uwięziona między nim a Harrym. Nie żeby mi to przeszkadzało. Chciałam tylko zmniejszyć ten bolesny dystans, który nas dzielił. Przejechał swoją ręką po wewnętrznej stronie mojego uda przez co z moich ust wyrwał się cichy jęk.
Harry, wciąż mnie całując, poszerzył wargi w uśmiechu i zaśmiał się cicho. Czułam go całym ciałem, jednak wciąż nie byliśmy dość blisko.
Nagle staliśmy się jeszcze bardziej dalecy, gdyż chłopak gwałtownie się odsunął, pozwalając, by objął mnie przejmujący chłód. Teraz staliśmy na wyciągnięcie ręki, dysząc ciężko i obserwując się nawzajem. Trwaliśmy w ciszy mierząc się wzrokiem, niczym gepardy oceniające swoje szanse w pojedynku.
-Dlaczego do cholery to zrobiłaś?- Zapytał poważnie Harry. Oparłam się z powrotem o drzewo i próbowałam zebrać poplątane myśli.
-Nie będę ci tłumaczyć, że to wina alkoholu.- Odparłam- Chociaż nawet tego nie jestem pewna. Chciałam to zrobić, więc to zrobiłam.- Harry uniósł brwi, bezwiednie przejeżdżając językiem po wargach.
-Chcesz mi powiedzieć, że to był impulsywny odruch i nie była to wina blanta ani pół litra wódki, którą wypiłaś z Louisem?- Spuściłam wzrok, nie chcąc przyznawać mu racji.
-Może.- Wyszeptałam. Znów ogarnęła nas cisza. Przerywał ją tylko wiejący wiatr, który przygnał odgłosy ciężkich melodii, wydobywających się z wnętrza domu.
Harry w jednym kroku znów znalazł się blisko mnie tak, że stykaliśmy się nosami . Zdmuchnął z czoła zawadzającego loczka i zaraz potem jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, który oswobodził te głupie dołeczki.
-W takim razie- Wymruczał Harry, obejmując mnie w talii- Ja też chcę zrobić coś impulsywnego.- Zmrużyłam oczy, nie rozumiejąc tych słów. Chłopak pokręcił głową i wolno, jakby pytając o pozwolenie zbliżył się do moich ust. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, próbując zignorować tępy skurcz brzucha, którego przyczyną była bliskość Harrego.
Zamknęłam oczy, a on uznawszy to za zgodę delikatnie mnie pocałował.
W niczym nie przypominało to wcześniejszych wspólnych doznań.
Czułam się jakby przyciągnęło mnie niebo i jakbym stąpała po miękkiej, perlistej ścieżce, zbudowanej z obłoków, mimo że twardo trzymałam się ziemi.
Język chłopaka zaczął drażnić wrażliwe okolice szyi, przez co boleśnie zadrżałam.
Jego dłonie wplątały się w moje włosy, delikatnie odchylając głowę.
W powietrzu unosił się zapach słodyczy, a ogarniający nas chłód zdawał się nie gasić wybuchu ognia, który zapanował między nami.
-Chyba jednak nie jesteśmy ognioodporni.- Wyszeptałam między pocałunkami.
-Jo?! Co ty do kurwy nędzy robisz?- Odskoczyliśmy od siebie, odwracając szybko głowy. Cholera. Chyba nadeszła gaśnica.
____________________________________________________________________________
Taak, trochę długi wyszedł ten rozdział, ale nie wiem kiedy dodam kolejny, więc tadaaam!
Witaj szczęśliwa siódemko <3
By the way...
Mam nadzieję, że sobotnio-niedzielny film Wam się podobał.
Ja jaram się do teraz.
Buziole i do następnego xx
@landhlove
Subskrybuj:
Posty (Atom)