poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział VIII

BILL'S POV


          Mierzyliśmy się wrogim spojrzeniem, oboje przybraliśmy ofensywne postawy, gotowi w każdym momencie rzucić się na siebie z pięściami. Kątem oka zerkałem na Jo, która przerażona patrzyła to na mnie, to na Harrego.
-Czy ciebie do reszty pojebało?- Warknąłem groźnie do dziewczyny. Ona przełknęła ślinę i starała się wyjaśnić sytuację, jednak nie dałem jej dojść do głosu.
-Nie odzywaj się lepiej. Zapieprzaj do domu, ja sobie pogadam z...kolegą.- Na twarzy chłopaka drgnął mięsień. Musiałem go wkurwić, ale to lepiej. Gniew popędza nierozważność, co mi bardzo pomoże. Gnojek zasłużył na ból. Zacząłem zbliżać się do chłopaka, mrucząc pod nosem przekleństwa. Nagle poczułem ostry ból w kostce. Padłem na ziemię i chwyciłem za obolałe miejsce. Podniosłem głowę i zobaczyłem, że Jo podbiegła już do Harrego, uprzednio obserwując czy skutecznie mnie unieszkodliwiła. Musiałem przyznać, że jej kopniak był celny i czułem jakby ktoś połamał mi kość na pół. Chwyciła za bluzę Harrego, który próbował jej się wyrwać.
-Harry, proszę...-Załkała- Zostaw go, chodźmy do domu.
-Sam się zaczął.- Zaprotestował patrząc na mnie. Jego oczy przepełniała furia, co nadało jego słowom efektowny oddźwięk. Mimo wszystko wciąż nie odwracałem wzroku.
-Jednak ty nie musisz tego kończyć. Wiem, że jesteś mądrzejszy od niego. Proszę, wracajmy.- Dziewczyna rzuciła się w jego ramiona i położyła mu głowę na piersi, spazmatycznie płacząc. Ku mojemu zdziwieniu chłopak jakby ocknął się z transu. Zaniepokojony objął dziewczynę i pogładził jej rozczochrane włosy. Nie wierzę. Kurwa, nie wierzę.
-Dobrze Jo.- Powiedział Harry głosem wypranym z emocji.- Już jest dobrze.- Odsunął ją od siebie, wciąż jednak obejmując ją ramieniem. Opiekuńczo prowadził ją w kierunku furtki i szeptał uspokajające słowa. Próbowałem się podnieść, lecz ból skutecznie mi to uniemożliwił. Skrzywiłem się i syknąłem z bólu.
-Tępa, głupia dziwka.- Wyjąkałem zaciskając zęby z wysiłku. Nie zdążyłem nawet do końca unieść głowy, gdy zauważyłem pędzącą pięść, która wylądowała na mojej twarzy. Oszołomiony padłem na ziemię, starając się ogarnąć sytuację. Usłyszałem krzyk Jo, która podbiegła do Harrego popychając go jak najdalej ode mnie. Zaśmiałem się głośno i splunąłem, czując napływającą do ust krew.
-Zamknij się!- Wykrzyknęła do mnie dziewczyna.- Zrób coś dla mnie i nareszcie się zamknij. Powiedziałeś, że jesteś inny, ale wiesz co? Gówno prawda.- Odwróciła się ode mnie i pogłaskała po ramieniu wzburzonego Harrego.- Wiem, że jesteś zdenerwowany- Powiedziała do niego- Ale wiem również, że nie chcesz dla mnie źle, prawda?- Odgarnęła z jego czoła ciemne loki i patrzyła mu w oczy.- Dlatego uspokój się i chodźmy stąd.- Chłopak odetchnął głęboko i odsunął się od niej, przenosząc na mnie przenikliwe spojrzenie.
-Pójdziemy stąd.- Odparł- Ale ciebie jeszcze dopadnę.


JO'S POV

             Obudziła mnie upierdliwa suchość w ustach. Ignorując upierdliwy ból głowy, sięgnęłam po sok pomarańczowy, który zalegał na szafce od kilku dni. Odkręciłam korek i potrząsnęłam kolorowym kartonem.
-Ups, to on może się zbrylić?- Wymamrotałam. Porzuciłam zepsuty napój, poszłam do łazienki i umyłam zęby. Zerknęłam na lustro wiszące nad umywalką. Moje oczy były podpuchnięte, na policzkach wciąż widniały ślady łez, które rozmazały czarny tusz, zdobiący jeszcze wczoraj rzęsy.
Szybko zmyłam czarne ślady, a potem przebrałam się w miękkie, szare, dresowe spodnie i czarną koszulkę. Włosy przerzuciłam na plecy i biorąc głęboki wdech zbiegłam na dół. W kuchni przywitała mnie mama, która sprzątała właśnie po śniadaniu.
-Jak tam wczorajszy wypad?- Zapytała. Ściągnęłam brwi, zastanawiając się jakim cudem dowiedziała się o naszym wyjściu. Postanowiłam jednak o nic nie pytać. Wzruszyłam ramionami i leniwie mieszałam łyżką w miseczce z płatkami. Mama westchnęła i wytarła chude ręce w ściereczkę w kratkę.
-Jadę dzisiaj do Liverpoolu. Możesz zadbać o to, by dom nie uległ destrukcji?- Zapytała. Gwałtownie uniosłam głowę, próbując nie okazać jak wiele mnie to kosztowało.
-Znowu wyjeżdżasz? Ostatnio w ogóle się nie widujemy.- Powiedziałam.
-Musisz mnie zrozumieć Jo. Praca pracą. Będziesz miała czas, żeby przygotować się na jutrzejsze wesele. Harry i ja już mamy wszystko ogarnięte, więc o niego się nie martw. Poza tym możliwe, że nie zobaczysz go cały dzień.- Odparła spokojnie. Odsunęłam od siebie nietknięte płatki i podniosłam się z krzesła, wlepiając wzrok w Claire.
-Czekaj, czekaj. Jedziesz z Harrym?- Zapytałam. Kobieta wymijająco odburknęła kilka słów i ucałowała mnie w policzek.
-Zobaczymy się wieczorem.


CLAIRE'S POV


                   Podjechałam pod garaż, należący do jednego z przyjaciół Jo. Z radia sączyły się słodkie dźwięki "Never gonna leave this bed" Marron 5, pogoda również dopisywała.
Nagle drzwi uchyliły się, a spod nich wybiegł uśmiechnięty Harry.
Zatrąbiłam, a on wesoło pomachał w moim kierunku. Podszedł do samochodu i zastukał w szybę, na co ja otworzyłam okno.
-Dzień dobry Claire.- Przywitał się. Omiótł wzrokiem siedzenia samochodu i zmarszczył brwi.-Jo nie jedzie?- Pokręciłam głową wskazując głową na miejsce obok.
-Chciałabym z tobą porozmawiać. Na osobności.- Odparłam. Chłopak bez słowa obszedł samochód i wślizgnął się na siedzenie pasażera. Stał się zamyślony i poważny. Ucieszyłam się, ponieważ jeszcze pół roku temu, ciężko było zwrócić na siebie jego uwagę, był cyniczny i wulgarny, Miła odmiana.
Pojechaliśmy do Liverpoolu, dokładnie do jednej z restauracji z wyjściem na zewnątrz. Zjedliśmy drobny lunch, rozmawiając o zbliżającym się weselu, planach, pogodzie czy najnowszych newsach.
Już najedzeni zostawiliśmy auto na parkingu, kierując się w stronę parku. Usiedliśmy na ławce w parku i wlepiliśmy wzrok w malutkie jeziorko, na którym pływały rozbrykane kaczki.
Chrząknęłam.
-Muszę ci dzisiaj powiedzieć o czymś bardzo ważnym Harry...-Zaczęłam- Jednak nie bardzo wiem w jaki sposób.- Chłopak przysunął się bliżej i teraz patrzył prosto w moje oczy. Doceniłam fakt, że mnie słuchał, takie zachowanie automatycznie dodało mi otuchy.
-Widzisz...Myślę, że wiesz jak to jest, kiedy nagle cały świat, jakby...- Zająkałam się. Ponownie odchrząknęłam, próbując odzyskać władzę nad głosem.- Mam wrażenie, że cały świat zaczął się walić. Jakby szczęście zaczęło ulatywać. Wiesz o co chodzi, prawda?- Harry niepewnie pokiwał głową. Zauważyłam, że starał się zrozumieć mnie i fakt: dlaczego mu to mówię. Również chciałam, żeby mnie zrozumiał, chciałam, żeby ta okrutna prawda nareszcie wypłynęła z moich ust. Mimo ogromnych chęci, było ciężko.
-Może brzmię jak niezrozumiana nastolatka- Bąknęłam- Ale tajemnica, którą ci zdradzę, ma znacznie szerszy oddźwięk. Obiecaj, że nieważne co się stanie, będziesz wspierał Jo, strzegł jej tak, jak ona strzegła ciebie przez ostatnie tygodnie.- Chłopak potrząsnął burzą loków, próbował się skoncentrować i całkowicie skupić na moich słowach,
-Obiecuję...- Wyszeptał.- Claire, proszę, nie trzymaj mnie w tej cholernej niepewności. O co chodzi?- Westchnęłam i zacisnęłam oczy, w których wezbrały się piekące łzy.
-Josephine wyjeżdża do Manchesteru do ojca.- Wydusiłam. Harry gwałtownie wstał i nachylił się nade mną, próbując uspokoić drżenie.
-Co?! Dlaczego, kiedy?!- Pociągnęłam nosem, a z moich ust wydobył się cichy szloch. Postanowiłam szybko opowiedzieć resztę złych wieści.
-Nie możesz już z nami mieszkać. Wczoraj wypisałam cię z nadzoru szpitala, można powiedzieć, że uwolniłam cię od tego cholerstwa.- Wyjąkałam.- Wynajęłam ci małe mieszkanie w Manchesterze, kilka przystanków od domu mojego byłego męża. Zostawię ci pieniądze, poprosiłam też pana Castle, by polecił cię kilku piekarzom. Załatwiłam ci już pracę, dwie przecznice od ciebie. Na początek to wystarczy, jednak nie będziesz mógł szaleć.- Moje słowa przerwał krzyk Harrego. Było w nim wszystko: frustracja, ból, żal, smutek, złość. Gołą pięścią uderzył w drzewo i odwrócił się do mnie, dysząc z gniewu.
-Dlaczego? Dlaczego to nam kurwa robisz?- Zapytał. Uśmiechnęłam się przez łzy, wiedząc co mu przyszło pierwsze na myśl. To samo co Katerinie, Castle, mojemu byłemu mężowi Sethowi... Pomyśleli, że znalazłam nowego faceta, że chcę zacząć nowe życie. Prawda była gorsza.
Podniosłam się z ławki przybliżając twarz do twarzy Harrego. Uspokajająco pogłaskałam go po policzku, mimo że sama tego potrzebowałam. Moja pierś unosiła się w spazmatycznych oddechach, a ręce drżały. Zdusiłam szloch i otarłam mokrą twarz wierzchem dłoni. Zignorowałam tępy ból brzucha i po prostu rzuciłam się w ramiona chłopaka. On niepewnie mnie objął, delikatnie gładząc moje plecy. Z moich oczu trysnęła nowa fala łez, którą wytarłam w koszulę bruneta.
-Harry...- Wyszeptałam- Choruję na mięsaki serca.- Przełknęłam ślinę i wydusiłam z siebie najgorszą wieść.- Mam raka serca. Pozostało mi kilka tygodni, o ile nie dni.

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdzial VII

CLAIRE'S POV

          Opierałam się o lśniącą, drewnianą komodę po raz kolejny wypuszczając drżący oddech.
Jak długo jeszcze wytrzymam?
Wilgotną dłonią odgarnęłam lepiące się od potu kosmyki włosów, których znacznie ubyło w ostatnim czasie.
Czując narastającą duszność, chwiejnym krokiem zbliżyłam się do okna. Otworzyłam je na oścież i kurczowo trzymałam się krawędzi śnieżnobiałego parapetu.
Mimo że świat pokryła wirująca ciemność, to zdołałam dostrzec poruszający się punkt. Wzięłam głęboki wdech, próbując zatrzymać upierdliwe kołotanie serca, które zdawał się odgrywać jakąś mroczną melodię, przerywającą chłodną ciszę. Zmrużyłam oczy i przyjrzałam się oddalającym postaciom.
Jo i Harry.
Poczułam jak moje wargi rozciągają się w uśmiechu.
Wiedziałam, ze przyjęcie tego chłopaka pod swój dach było dobrym posunięciem. W sumie to nie miałam wyboru. Od prawie roku był mim pacjentem, zależało mi na jego zdrowiu. Spędziliśmy razem dużo czasu i w końcu los się do niego uśmiechnął, a jego sytuacja zaczęła się poprawiać. Niestety, okazało się, że musi opuścić szpital z powodu braków środków na opłacanie leczenia i małej ilości miejsc. Nie mogłam tak tego zostawić. Poza tym dobrze wiedziałam jak to jest, gdy w chwili szczęścia spadnie na ciebie ciężar koszmaru.
Oprócz tego Josephine również odczuwała korzyści, płynące z ich znajomości.
Stała się bardzo skryta wraz z chwilą, gdy postanowiłam wziąć rozwód z moim obecnie byłym mężem.
Pozostaliśmy w "przyjacielskich stosunkach", lecz Jo, która pamiętała wszystkie wyrządzone przez niego krzywdy, urwała kontakt. Jej ojciec bardzo cierpiał z powodu i próbował uratować pozostałości tej znajomości, lecz wszelkie starania na nic się nie zdały. Uznałam, że Jo jest na tyle dorosła, że powinnam uszanować jej decyzję i dlatego pozostałam neutralna nie wspierając żadnej ze stron.
Wiedziałam, że mimo tej powierzchownej siły, Josephine skrywa w sobie arsenał bólu, który z czasem mógł przerodzić się w coś większego. Znajdywałam w historii przeglądania strony z makabrycznym i zdjęciami ran ciętych, opisów śmierci, depresyjnymi cytatami.
Czułam, że to był pierwsze etap i postanowiłam, że nie pozwolę, by wspięła się na wyższe szczeble doła.
Jako psychiatra mam odpowiednią wiedzę na temat bólu, cierpienia, umysły i nawet po tych wszystkich niekiedy przerażających rozmowach i widokach potrafię znaleźć rzeczy, dla których warto żyć.
Zgadzam się. Świat jest do dupy.
Jednak nawet w największym mroku można odnaleźć promyczek nadziei.


HARRY'S POV

        Świadomi uporczywej ciszy szliśmy spokojnie w kierunku garażu, w którym znajomi Jo powinni być w czasie próby. Niekiedy po ulicy przejeżdżał jakiś samotny samochód, lecz oprócz tych pojedyńczych przypadków i naszej dwójki było pusto.
Włożyłem ręce do kieszeni skórzanej kurtki, która chroniła moje ciało przed zimnem. Przeniosłem uwagę na Jo, próbując niepostrzeżenie jej się przyglądać. Miała na sobie jasną koszulę włożoną w dżinsowe spodnie. Jej nadgarstek obleczony został cienką, srebrną branzoletką, która połyskiwała na tle nocy. Przekręciłem bardziej głowę, chcąc przyjrzeć się jej twarzy. Długie rzęsy, dodatkowo muśnięte czarnym tuszem, obramowywały błyszczące oczy, na policzkach i nosie zabłądziło kilka malutkich piegów, zaś usta pokrywała cienka warstwa czerwonawej pomadki. Ciekawe czy smakowała jak truskawki czy raczej jak maliny...
-Coś się stało?- Usłyszałem roześmianą Jo. Zdałem sobie sprawę, że patrzyłem na nią od jakiegoś czasu niespecjalnie się z tym kryjąc.
-Wybacz.- Wydukałem. Chciałem dodać coś w stylu: "Wyglądasz jak anioł, nie mogłem się oprzeć", ale średnio liczyłem na swój romantyzm, poza tym było to średnio adekwatne do moich brudnych myśli.
W miarę jak zbliżaliśmy się do celu podróży, tym bardziej dało się słyszeć huczenie muzyki.
Jo jęknęła cicho i przycisnęła kartki z listą utworów do swojej piersi, zabawnie nadymając usta. Nawet naburmuszona wyglądała idealnie.
-Uwielbiam piątkowe wieczory.- Powiedziała z sarkazmem. Podniosłem pytająco brwi, lecz ona pokręciła głową zbywając dalsze dociekania.
-Sam zobaczysz.
Po około pięciu minutach znaleźliśmy się pod domem Zayna.
W środku musiał panować istny chaos, ponieważ hałas dało się słyszeć już z daleka.
-Czy oni...
-Imprezują?- Dokończyła za mnie Jo.- Tak, zresztą jak co piątek. Leją alkohol strumieniami, palą jakieś gówna, różnie bywa.- Westchnęła- Zastanawiam się czy w ogóle będą w stanie prowadzić rozmowę.- Roześmiałem się napotykając jej zirytowane spojrzenie.
-Co cię tak bawi? Wesele za dwa dni, a nie mogli sobie odpuścić jednego, głupiego piątku!- Uśmiechnąłem się uspokajająco i chwyciłem ją za ramiona. Poczułem jak się wzdrygnęła, jednak ani myślałem puszczać.
-Daj spokój.- Poprosiłem patrząc prosto w jej oczy.- Są wakacje, zabaw się. I tak non stop mnie niańczysz, trochę wyluzuj.- Jo zawahała się wyraźnie zmieszana.
-Nie mogę cię tak zostawić ani wziąć ze sobą.- Wyrzuciła z siebie szybko. Zdziwiony odsunąłem się marszcząc czoło.
-Boisz się, że coś odwalę?- Zapytałem. Dziewczyna pokręciła głową, odgarniając za ucho długą, brązową grzywkę.
-O to się już nie martwię.- Odparła niespokojnie.- Ufam ci. Tylko na takiej dużej imprezie nie pije się soczek, a ty...- Wybuchnąłem gromkim śmiechem, czując się dziwnie skołowany.
-Ty serio myślisz, że ja nigdy nie byłem na imprezie? Myślisz, że nigdy nie miałem w ustach alkoholu albo że nie jarałem?- Jo po prostu patrzyła na mnie, starając się wymyślić jakąś zgrabną odpowiedź. I tak ją znałem.- Błagam cię, przecież całe życie nie gniłem w szpitalu. Niecały rok temu grubo imprezowałem, noc w noc chodziłem napruty. W końcu mnie zgarnęli za zakłócanie porządku publicznego i wylądowałem na oddziale twojej mamy w Liverpoolu.- Westchnąłem ciężko.- Nie martw się...- Wiedziałem, że jeszcze chwila i ją w końcu złamię.- Tabletek też już nie biorę, bo jest dobrze, musisz to przyznać.- Męczyłem ją, aż wybuchnęła nerwowym śmiechem. Zbliżyła swoją twarz do mojej.
-Dobra, wchodzimy- Wyszeptała- Ale jeśli odwalisz coś głupiego, to bez słowa wychodzimy.

JO'S POV

       Okej, chyba troszeczkę przegięłam z tym alkoholem. Czułam dziwne mrowienie rozchodzące się przez moje ciało, a podłoga wesoło się chybotała. Czy byłam pijana? Cholera.
Wzrokiem próbowałam odszukać Harrego, który, nawet nie wiem kiedy, wyparował. Wszystko przez Louisa, który założył się ze mną, że nie wypiję ćwierć litra wódki duszkiem, bez popitki.
Wygrałam.
Przyjrzałam się innym uczestnikom zabawy, którzy mimo małej przestrzeni urządzili sobie garażową potańcówkę.
Przeciskając się przez tłum nie zauważyłam, że przedostaję się w kierunku stołu bilardowego, gdzie- o matko!- dziewczyny urządziły bardzo skromny pokaz taneczny. I nie, nie rozchodziło się o skromność samego show. Chodziło raczej o kostiumy, których prawie...nie było.
Co alkohol potrafi zrobić z człowiekiem.
Dziewczyny szybko wciągnęły mnie do siebie, wyginając ciała w emocjonalnych konwulsjach.
Przez chwilę stałam jak słup soli obserwując skaczący tłum.
Próbowałam wypatrzeć kogoś z ekipy, ale horyzont był pusty.
Ktoś szturchnął mnie w nogę i podał puszkę piwa. Schyliłam się i sięgnęłam po prezent. Pociągnęłam duży łyk i o bogowie! Od razu lepiej.
Powoli zaczęłam poruszać ciałem, czując że ogarnia mnie euforia. Oddałam puszkę Perrie, która jakimś cudem znalazła się na stole i już tańczyła obok. Śmiejąc się rozpoczęłyśmy nieco śmielsze ruchy i przejechałam ręką odgarniając długie włosy. Posłałam prowokujący uśmiech w stronę tłumu, który radośnie pogwizdywał. Szaleli do głośnej muzyki, a ja czułam się tak...nierzeczywiście.
-Jak się bawisz?- Zapytała przyjaciółka, próbując przekrzyczeć ryk z olbrzymich głośników, przy czym seksownie kołysała biodrami.
-Jest zajebiście!- Odkrzyknęłam. Perrie wyszczerzyła do mnie zęby i powachlowała się dłonią, gestownie przekazując mi, że jest jej gorąco. Nagle uniosła trzymaną przez nią puszkę i wylała na siebie resztę piwa, wzdychając z ulgą. Odsunęłam się i klasnęłam w dłonie wraz z resztą imprezowiczów. Dziewczyna roześmiała się i niezgrabnie dygnęła, próbując odzyskać równowagę, którą zaburzyły liczne trunki.
Nagle szturchnęła mnie w bok, wskazując na odległy punkt przed nami. Zmrużyłam oczy i dostrzegłam Nialla, Zayna, Louisa, Liama i...Harrego.
Moje serce zabiło żwawiej, gdy zauważyłam, że rozbawiony mnie obserwuje.
 Napotykając moje spojrzenie uniósł kciuk w górę i zakręcił biodrami. Zażenowana odwróciłam wzrok i próbowałam zejść ze stołu.
Niebezpiecznie się zachwiałam, gdy nagle wsparła mnie czyjaś ciepła dłoń i pomogła osunąć się bezpiecznie na ziemię Spojrzałam na mojego wybawcę i zamarłam.
Bill.
-Miło cię widzieć, Jo.- Wymruczał. Uniosłam brwi ze zdziwienia, a on zauważając to zabrał ręce z moich bioder i chrząknął.
-Rozumiem, że masz mnie za kompletnego palanta i nie chcesz ze mną rozmawiać przez wczorajszą sytuację...-Chciałam mu przerwać i wyjaśnić, że już wcześniej był kretynem, ale nie pozwolił mi się wtrącić.
-Chciałem ci wyjaśnić, że zauważyłem swój błąd i przyznaję, że nie wniosłem wiele do zespołu. Pogadałem z chłopakami i doszliśmy do porozumienia. Wróciłem i obiecuję, że wezmę się za te papiery, będę się przykładał. - Gwałtownie pokręciłam głową.
-A Harry? Przecież on miał dołączyć.- Odparłam z mocą. Bill roześmiał się i wzruszył ramionami.
-Miał robić za moje zastępstwo? Dziwne, ale skoro wróciłem to nie ma potrzeby. Rozumiem, że chciałaś się oderwać od tego psychola.- Zbliżył twarz do mojej i teraz czułam jego oddech na swoim policzku.- Mogę ci pomóc. Co powiesz na wspólny wieczór?- Odepchnęłam go, tłumiąc w sobie gniew.
-Nie interesuje mnie to.- Wysapałam.- A Harrego nie znasz, więc nie masz pojęcia jaki jest naprawdę.- Bill uniósł wysoko brwi, nie kryjąc irytacji.
-Daj spokój. Ten gość zawsze będzie wariatem. To nie znika ot tak! Poza tym, martwię się o ciebie, co jeśli będzie taki sam jak...-Gwałtownie mu przerwałam.
-Spieprzaj.
-Nie mów, że cię nie ostrzegałem.- Dokończył zraniony.- Nie chcę, żebyś myślała o mnie źle. Po prostu...- Zawahał się, przejeżdżając kciukiem po wewnętrznej stronie mojego nadgarstka.- Wiele rzeczy zjebałem i chcę to naprawić, odkupić swoje winy. Rozumiesz?- Powoli pokiwałam głową i oddaliłam się od niego. Po chwili odwróciłam się, dostrzegając, że wciąż na mnie patrzy. Mimo tego nie zatrzymałam się.
Nagle wpadłam na Nialla, który tańczył z jakąś dziewczyną. Gestem dłoni przekazał jej, że musi ze mną pogadać, a ona przytaknęła, uśmiechając się uprzejmie.
-Gdzie jest Harry?- Zapytałam powstrzymując czknięcie. Ups. Niall założył ręce na moje ramiona, a jego twarz nabrała sennego wyrazu.
-Z Liamem i Zaynem. Poszli chyba zajarać. W ogóle nieźle densiłaś na tym stole.- Dłuższą chwile zajęło mi przetrawienie słów chłopaka. Nagle poczułam jakbym dostała pięścią w brzuch.
-Czy oni palą papierosy czy coś zupełnie innego?- Zapytałam zaniepokojona. Niall wyszczerzył się i wybuchnął głupkowatym śmiechem. Zauważył jednak mój niepokój. Poprawiając bluzę chrząknął i pokierował mnie w kierunku Harrego.



-Czy tyś zgłupiał?!- Wykrzyknęłam wparowując do pokoju, w którym panował półmrok. Jedynie światła z ulicy i palące się od czasu do czasu zapalniczki sprawiały, że mogłam coś zauważyć.
Na szczęście ciemne loki Harrego mi nie umknęły. Uśmiechnął się lekko, mrużąc oczy. Również odpowiedziałam uśmiechem, mimo że wiedziałam, że po powrocie do domu będę miała ochotę rozwalić kilka mebli. Teraz musiałam zaciągnąć go do domu. Zauważył moje zmieszanie i wstał z kanapy. Ruszył chwiejnym krokiem wyciągając do mnie rękę ze skrętem. Patrzyliśmy sobie w oczy rozgrywając niemą walkę. W końcu westchnęłam i krzywiąc się zaciągnęłam się używką. Nienawidziłam tego obrzydliwego zapachu, ale dla efektu warto było. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy. Może był to skutek spożytego wcześniej alkoholu albo po prostu zależało mi na aprobacie chłopaka. Wzięłam jeszcze kilka buchów i oddałam skręta. Harry uśmiechnął się do mnie czule, przez co zachwiałam się na miękkich nogach. Cholera.
-Dobrze się czujesz?- Zapytała z niepokojem, chwytając mnie pod ramię. Żołądek podszedł mi do gardła i mało brakowało, a dołączyłabym do ludzi obejmujących toaletę, jednak w porę się opanowałam.
-Wszystko w porządku, tylko ciężko mi się oddycha...- Powiedziałam półprawdę, ale jednak. Niestety, nie zabrzmiało to przekonująco i odwróciłam wzrok. Harry odgarnął mi włosy z twarzy i przyjrzał mi się błyszczącymi oczyma.
-Chodźmy, przewietrzymy się w ogrodzie.- Wyszeptał do mojego ucha. Oddał końcówkę skręta i wyprowadził mnie na zewnątrz.

HARRY'S POV

     Jo opierała się o ściankę malutkiej, drewnianej altanki, w której paliło się kilka dogasających już świeczek. Przemknęło mi przez myśl, że to lekkomyślność zostawiać je w pustym ogrodzie, jednak wolałem zająć się poważniejszym problemem. Podszedłem do odwróconej Jo i położyłem jej rękę na plecach.
-Czujesz się lepiej?- Dziewczyna pokiwała głową odwracając się powoli do mnie.
-Tak, przepraszam. Chyba wypiłam za dużo i to był zły pomysł, żeby jeszcze jarać.- Westchnęła.- Dobrze, że mnie całkowicie nie zmiotło.- Odpowiedziałem jej uśmiechem i pokierowałem w kierunku ławeczek. Usiedliśmy. Rozejrzałem się wokół, oglądając przestronny, zadbany ogród. Mimo, że było ciemno, to barwy nabrały dziwnej ostrości. Chyba zaczynał się odlot. Zacząłem chichotać, klepiąc Jo po ramieniu.
-Też widzisz, że twoje dłonie falują?- Zapytałem. Dziewczyna roześmiała się i odepchnęłam mnie żartobliwie.
-Teraz to cały świat faluje.- Zamilkła pogrążając się w swoich myślach. Po chwili zerwała się i pociągnęła mnie za rękę.
-Harry, spójrz. Świetliki!- Posłusznie poszedłem za nią w głąb ogrodu. Faktycznie. Malutkie owady latały wokół równo przyciętych krzewów, migotając miarowo.
-Pięknie...- Wyszeptałem patrząc jej w oczy. Jo uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
Nagle zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Ujęła moją twarz w dłonie, złączając nasze usta w miękkim pocałunku.


JO'S POV


     Kiedy jego wargi dotknęły mojej skóry, poczułam gorący dreszcz, poczułam, że żyję.
Niecierpliwie przyciągnęłam go jeszcze bliżej i przylgnęłam do jego ciała. Oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia, ale nie odsunął się. Był ode mnie dużo wyższy, więc pochylił głowę i przycisnął mocniej swoje usta, gniotąc moje w namiętnym pocałunku.
Oparłam się o chłodne drzewo tak, że byłam uwięziona między nim a Harrym. Nie żeby mi to przeszkadzało. Chciałam tylko zmniejszyć ten bolesny dystans, który nas dzielił. Przejechał swoją ręką po wewnętrznej stronie mojego uda przez co z moich ust wyrwał się cichy jęk.
Harry, wciąż mnie całując, poszerzył wargi w uśmiechu i zaśmiał się cicho. Czułam go całym ciałem, jednak wciąż nie byliśmy dość blisko.
Nagle staliśmy się jeszcze bardziej dalecy, gdyż chłopak gwałtownie się odsunął, pozwalając, by objął mnie przejmujący chłód. Teraz staliśmy na wyciągnięcie ręki, dysząc ciężko i obserwując się nawzajem. Trwaliśmy w ciszy mierząc się wzrokiem, niczym gepardy oceniające swoje szanse w pojedynku.
-Dlaczego do cholery to zrobiłaś?- Zapytał poważnie Harry. Oparłam się z powrotem o drzewo i próbowałam zebrać poplątane myśli.
-Nie będę ci tłumaczyć, że to wina alkoholu.- Odparłam- Chociaż nawet tego nie jestem pewna. Chciałam to zrobić, więc to zrobiłam.- Harry uniósł brwi, bezwiednie przejeżdżając językiem po wargach.
-Chcesz mi powiedzieć, że to był impulsywny odruch i nie była to wina blanta ani pół litra wódki, którą wypiłaś z Louisem?- Spuściłam wzrok, nie chcąc przyznawać mu racji.
-Może.- Wyszeptałam. Znów ogarnęła nas cisza. Przerywał ją tylko wiejący wiatr, który przygnał odgłosy ciężkich melodii, wydobywających się z wnętrza domu.
Harry w jednym kroku znów znalazł się blisko mnie tak, że stykaliśmy się nosami . Zdmuchnął z czoła zawadzającego loczka i zaraz potem jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, który oswobodził te głupie dołeczki.
-W takim razie- Wymruczał Harry, obejmując mnie w talii- Ja też chcę zrobić coś impulsywnego.- Zmrużyłam oczy, nie rozumiejąc tych słów. Chłopak pokręcił głową i wolno, jakby pytając o pozwolenie zbliżył się do moich ust. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, próbując zignorować tępy skurcz brzucha, którego przyczyną była bliskość Harrego.
Zamknęłam oczy, a on uznawszy to za zgodę delikatnie mnie pocałował.
W niczym nie przypominało to wcześniejszych wspólnych doznań.
Czułam się jakby przyciągnęło mnie niebo i jakbym stąpała po miękkiej, perlistej ścieżce, zbudowanej z obłoków, mimo że twardo trzymałam się ziemi.
Język chłopaka zaczął drażnić wrażliwe okolice szyi, przez co boleśnie zadrżałam.
Jego dłonie wplątały się w moje włosy, delikatnie odchylając głowę.
W powietrzu unosił się zapach słodyczy, a ogarniający nas chłód zdawał się nie gasić wybuchu ognia, który zapanował między nami.
-Chyba jednak nie jesteśmy ognioodporni.- Wyszeptałam między pocałunkami.
-Jo?! Co ty do kurwy nędzy robisz?- Odskoczyliśmy od siebie, odwracając szybko głowy. Cholera. Chyba nadeszła gaśnica.




____________________________________________________________________________
Taak, trochę długi wyszedł ten rozdział, ale nie wiem kiedy dodam kolejny, więc tadaaam!
Witaj szczęśliwa siódemko <3
By the way...
Mam nadzieję, że sobotnio-niedzielny film Wam się podobał. 
Ja jaram się do teraz.
Buziole i do następnego xx
@landhlove

sobota, 20 września 2014

Rozdział VI

               Odgarnęłam włosy, które przez uciążliwy wiatr, wciąż opadały mi na oczy. Odwróciłam się i zobaczyłam Harrego, który pod wpływem mojego spojrzenia spuścił głowę i posłał ziemi delikatny uśmiech.
-Możemy już usiąść?- Zapytał. Roześmiałam się, a mój perlisty śmiech zawirował pod wpływem nabierającego prędkości wiatru.
-Marudzisz jak dziecko. Nie możemy siedzieć cały czas w domu. Poza tym jak nie będę się ruszać to przytyje.- Chłopak wzruszył ramionami i usiadł na miękkiej trawie. Opadłam ciężko obok niego.
-Możesz ćwiczyć. Tak jak ja.- Odpowiedział.- Chociaż nie potrzebujesz, bo nie jesteś gruba. Jesteś w sam raz.
-Nie powiedziałam, że jestem!- Sapnęłam.- Tylko, że mogę być, a do tego dojść nie może, bo nie wcisnę się w sukienkę na wesele Kateriny.- Harry mruknął coś zdawkowo i zaczął skubać ździebła trawy.
-Właściwie kiedy jest to jest?
-Za trzy dni. Mama załatwiła ci już garnitur, została jeszcze kwestia prezentu i zespołu.- Nagle chłopak ożywił się i nachylił w moją stronę.
-Jakiego zespołu?- Zapytał. Żachnęłam się, przerzucając włosy na drugie ramię.
-Opowiadałam ci kiedyś o nim. To zespół moich przyjaciół, niestety mają problem z jednym z członków, więc muszę im pomóc skompletować utwory na wesele. Dlatego…-Zerknęłam na zegarek oplatający nadgarstek.- powinniśmy się już zbierać. Może to troszeczkę zająć.
-W razie czego służę pomocą.- Zaoferował się. Pomógł mi wstać trzymając odrobinę za długo moją dłoń. Cofnęłam się, czując przenikający prąd. A niech cię.
-Chętnie skorzystam. Ale najpierw muszę coś zjeść. Chłopcy poskąpili mi żarcia.- Harry przystanął niby zdezorientowany, lecz z wyraźnym śmiechem w oczach.
-Jo…Pewnie cię zmartwię, ale wiesz, że od jedzenia się tyje. Nie chcę, żebyś się spasła.- Warknęłam i uderzyłam go w ramię. On szedł jak gdyby nigdy nic, jednak na jego ustach zabłądził cień uśmiechu.
-Jesteś prostakiem.
-A ty jesteś gruba.
-Próbujesz mnie tym zdołować Harry?- Chłopak potargał czekoladowe loki i zmarszczył brwi.
-Obiecałem, że nie będę powodem twojego smutku.- Odparł.- I staram się tej obietnicy dotrzymać, więc nie, nie chcę cię dołować. Żartowałem.- Zastygłam nie wiedząc co odpowiedzieć. Przypomniała mi się ta feralna noc, pocałunek, ta namiętna, agresywna gorliwość. Wbrew mojej woli, zerknęłam na jego usta. Wpatrywałam się w nie przez chwilę, lecz oprzytomniałam czując na sobie jego spojrzenie. Kurwa.
Zaczerwieniłam się i postanowiłam obrócić to w żart.
-Nie jesteś do niczego zobowiązany. Chyba, że chce ci się mnie ponieść, bo nogi odmawiają mi już posłuszeństwa.- Nagle podszedł do mnie i w błyskawicznym tempie przełożył jedną rękę pod moje kolana, a drugą owinął wokół moich pleców. Pisnęłam, gdy znalazłam się w jego ramionach, na co chłopak odchylił głowę i wybuchnął śmiechem.
-Piszczysz jak baba.- Powiedział. Zmarszczyłam czoło i uniosłam kącik ust w zdawkowym uśmiechu.
-Jestem babą. I możesz postawić mnie już na ziemię.
-Przecież chciałaś, żebym cię poniósł. Poza tym prawdziwy gentelman wspiera damy w opresji.
-Harry, mamy XXI wiek. Gentelmani wyginęli.- Chłopak zastanowił się chwilę nad moimi słowami, podrzucając mnie delikatnie.
-W takim razie co teraz robi się z dziewczynami? – Słysząc to pytanie, samoczynnie rozciągnęłam usta w uśmiechu. Zauważyłam, że moje oczy są na wysokości jego warg, co niezbyt pomagało. Hm, co teraz robi się z dziewczynami? Do głowy przychodziły mi same…brzydkie rzeczy, więc wymamrotałam:
-Kładzie na ziemie i wraca do domu. Mówię poważnie.- Harry, jakby wyczuwając moją konsternację bez słowa odstawił mnie i zerknął  przepraszająco.
-Okej?- Zapytał. Wytrzepałam ubranie, próbując się opanować i wysiliłam się na uśmiech.
-Okej.


                -Myślisz, że się nie obrażą, jeśli przeredaguję trochę słowa?- Zapytał mnie Harry. Podniosłam się z krzesła i usiadłam obok niego na łóżku, gdzie przeglądał teksty piosenek. Wzruszyłam ramionami.
-Możesz dopisać coś ołówkiem, zależy jeszcze co chcesz zrobić. Moim zdaniem są niezłe, my mamy tylko ustalić kolejność i dodać przemówienia między utworami.- Chłopak ziewnął szeroko. Była już dwudziesta druga, dopiero pół godziny temu wzięliśmy się za porządki z tymi cholernymi papierami. Mogliśmy zrobić to wcześniej, jednak Perrie zaprosiła mnie do siebie i jakoś nie potrafiłam jej odmówić.
-Jest tu kilka błędów, które mógłbym poprawić.- Powiedział.- Nie zgadza się trochę sylabiczność i pewnie przy tej zwrotce muszą ciągnąć wyraz. Pewnie bardziej efektywnie będzie to brzmiało jak przerobię to w sześciozgłoskowiec, żeby ilość sylab wzrastała. Widzisz? Sześć, siedem, osiem i znów osiem.- Zabrałam mu kartkę i zanuciłam znajomą piosenkę w głowie. Faktycznie, brzmiało dużo lepiej.
-Wow, znasz się na tym?- Zapytałam zdziwiona.
-Lubię pisać. To zawsze odrywało mnie od rzeczywistości.- Nagle przyszła mi do głowy genialna myśl.
-Harry… A umiesz może śpiewać?- Chłopak oparł się o ścianę i narysował w kącie kartki kilka nut.
-Przecież mnie już słyszałaś.- Powiedział. Wzdrygnęłam się po raz kolejny tego dnia, przypominając sobie nieudaną nocną eskapadę z Perrie.
-Pamiętam, ale chciałabym, żebyś to powtórzył.- Poprosiłam. Harry delikatnie uniósł brwi i przejechał językiem po wargach. Nie wyglądało jakby zrobił to specjalnie, jednak zrobiło to na mnie wrażenie. Spuściłam wzrok, starając się ukryć swoje kosmate myśli.
-Co mam zaśpiewać?- Zapytał. Zerknęłam na niego. Wciąż był oparty o ścianę i wyglądał na rozluźnionego. Zauważyłam, że jego oczy były inne. Nie były rozbiegane, rozmarzone, niespokojne. Wydawało mi się, że twórczość działa na Harrego odprężająco. Było w nim mniej buty i pewności siebie, a więcej chłopięcego uroku. Jednak najbardziej zadziwiła mnie bijąca od niego pasja. Ten widok sprawił, że poczułam łaskotanie w dołku. Cholera.
-Zaśpiewaj cokolwiek.- Wymamrotałam.

HARRY’S POV


                -Zaśpiewaj cokolwiek.- Musiałem się zastanowić. Było mnóstwo utworów, które chciałbym jej zaśpiewać, jednak każdy z nich wydawał mi się nieodpowiedni. Jo była zbyt…wyjątkowa. Nie umiałem przekazać jej tego w formie słów. Niestety w formie gestów, uczynków też nie. Skinąłem głową, a dziewczyna rozsiadła się wygodnie, wlepiając we mnie wzrok. Wydawała się zdenerwowana, a przy tym taka nieporadna. Patrząc na nią miałem ochotę zedrzeć ubranie i rzucić się na nią, tak by sprawić, że byłaby szczęśliwa. Rozsądek jednak kazał mi się powstrzymać. Zamiast tego wziąłem głęboki oddech i uwolniłem z moich ust słowa piosenki.

JO’S POV


                -I think I’m gonna lose my mind, something deep inside me, I can’t give up.- Słowa lekko wypłynęły z ust Harrego, zabierając mnie ze sobą w swój mały, emocjonujący rejs. Zamknęłam oczy wsłuchując się w słowa piosenki. Samo jej brzmienie sprawiło, że moje serce przyspieszyło, a krew buzowała. Pochyliłam głowę, starając się wsłuchać w melodyjne słowa.
- I think I’m gonna lose my mind, I’ll roll and I’ll roll ‘till I’m out of luck…- Poczułam jak moje wargi poszerzają się w uśmiechu.  Może i czułam się jak rozochocony dzieciak, no ale kurwa, czułam się jak jedyna kobieta na ziemi. Wyjątkowo. Harry śpiewał dalej, a jego głos wibrował w przestrzeni ciasnego pokoju. Otworzyłam oczy i natychmiast napotkałam spojrzenie chłopaka. Na jego twarz wypełzł łagodny uśmieszek, ukazując ten mały, cholerny dołeczek z lewej strony ust. Pochyliłam głowę, próbując powstrzymać napływający rumieniec. Niestety, nie udało mi się go powstrzymać, gdyż usłyszałam dalszy ciąg utworu:
-‘Cause nobody knows you baby, the way I do and nobody loves you baby, the way I do.                      It’s been so long, it’s been so long, maybe we’re fireproof. ‘Cause nobody saves me baby, the way you do.- Nagle słowa się zatrzymały, a do mnie dotarło, że patrzymy sobie prosto w oczy, a nasze klatki piersiowe unoszą się I opadają niespokojnie. Szybko odwróciłam wzrok i pospiesznie zaczęłam zbierać kartki. Harry wciąż na mnie patrzył, taksując moje ruchy. W końcu przystanęłam i wymamrotałam:

-To było niesamowite. Nie mam pojęcia, co powiedzieć… Ja...- Chrząknęłam zakłopotana, próbując odzyskać głos, który powoli się łamał.- Zdaje mi się, że musisz kogoś poznać.

piątek, 12 września 2014

Rozdział V



           Po szybkim prysznicu umyłam zęby i nareszcie znalazłam się w łóżku. Było chłodno, więc przykryłam się wielką, puchatą kołdrą, którą zazwyczaj skopywałam na podłogę. 
Niestety tym razem cienka, jedwabna koszula nie ochroni mnie przed zimnem. Trzęsłam się pod kołdrą, patrząc na wyświetlacz budzika, który wskazywał na 2:00.
Nie mogłam ogarnąć swoich myśli. Krążyły wokół różnych tematów, jednak nieważne czym próbowałam zająć umysł, on zawsze wracał do Harrego.
Jakim cudem z małego, nocnego wypadu z przyjaciółką wyszedł mały, koszmar z chorym psychicznie chłopakiem, który, jak pomału to odkrywałam, diabelsko mi się podoba.
Właściwie nie powinien. Jest agresywny, chory, dziwaczny…ale jednak ma w sobie coś, co do mnie przemawia. Nie jest to litość. Jest to dużo potężniejsze uczucie.
Mechanicznie moja dłoń, powędrowała do ust. Jakieś dwie godziny temu, te usta dotykały warg Harrego. Uśmiechnęłam się. Przeszył mnie ciepły dreszczyk, który jednak nie powstrzymał fali drżenia.
-Cholera, jak pizga…-Wyjąkałam przez szczękające zęby.
-Jo?- Odwróciłam się na drugą stronę i zastałam stojącego w drzwiach Harrego. Usiadłam.
-Tak?
-Ty też nie możesz spać?- Pokręciłam głową.
-Zaraz zamarznę. Nawet gruba warstwa pierza mi nie pomaga.- Mówiąc to wskazałam na kołdrę. Harry uśmiechnął się i nawet z łóżka mogłam dostrzec te głupie dołeczki.
-Mogę spać z tobą?- Zapytał szeptem, zbliżając się. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia, czując że resztki senności mnie opuszczają. Patrzyłam na niego, spostrzegając że wygląda jak mały chłopiec. Miał na sobie sięgające kolan, pomarańczowe spodenki, zaś górne części ciała były odsłonięte. Otulił się ramionami, a jego ciemne loki wiły się wokół twarzy. Pokiwałam głową i przesunęłam się robiąc mu miejsce. Harry wśliznął się pod kołdrę po czym wydał z siebie ciężkie westchnięcie. Czułam jak moje wargi poszerzają się w uśmiechu.
-Dobranoc Harry.
-Dobranoc Aniołku.
Leżeliśmy tak w ciszy, wiedząc że mimo uciekającego czasu, oboje nie śpimy. Zdradzały nas nieregularne oddechy.
-Kiedy byłem młodszy, często śniły mi się koszmary.- Powiedział Harry. Przekręciłam głowę tak, bym mogła na niego spojrzeć. Patrzył w sufit, a jego usta wyrzucały kolejne słowa.- Za każdym razem płakałem, chcąc się do kogoś przytulić, szukając schronienia, czegokolwiek. Chodziłem wtedy do rodziców, pytając czy mogę się u nich położyć. Zawsze słyszałem, że mam wracać z powrotem do łóżka.- Przekręciłam całe ciało, skupiając się na jego opowieści.- Błagałem, żebym mógł chociaż położyć się na podłodze. Wtedy ojciec zaczynał mnie wyzywać, każąc spierdalać, więc posłusznie wracałem, nie chcąc dostać lania. Mimo tego, zawsze po każdym koszmarze przychodziłem do nich i za każdym otrzymywałem tą samą odpowiedź.- Teraz Harry również się przekręcił i patrzył mi prosto w oczy.- Pewnego razu była u nas w domu wielka impreza. Wszędzie leżały puste butelki po wódce, niedopałki papierosów, nawet wymiociny. Tej nocy również miałem koszmar. Jak zwykle poszedłem do sypialni rodziców, lecz zastałem tam tylko mojego ojca. Z jakąś obcą kobietą…-Zawahał się.- W jednoznacznej sytuacji. Nie przerwali, nawet wtedy, gdy mnie zauważyli. Mój ojciec krzyczał jej prosto w twarz same wulgarne rzeczy, wyzywał ją od szmat, dziwek, a ona podniecona jęczała, jakby podobało jej się to, że jej ubliża.
Nie myślałem o tym wtedy szczególnie źle. Gdy byłem mały, chciałem być taki silny i potężny jak tata.- Pociągnął nosem, a ja odruchowo wyciągnęłam dłoń i chwyciłam jego rękę.- Przez długi czas marzyłem tylko o tym. Chyba zostało mi to do dziś. Takie obłąkane myślenie. Lekarze powiedzieli, że przez te wszystkie wypadki w moim dzieciństwie mam te wahania nastrojów, napady agresji, chęć skrzywdzenia wszystkich kobiet.- Zaśmiał się, jednak był to raczej śmiech nasiąknięty bólem.- Nie zrozum mnie źle, ale nadal chorobliwie myślę o tym, że powinienem posiąść wszystkie kobiety. Czasem to przejmuję nade mną kontrolę i po prostu nie wiem, co robię.- Puściłam jego rękę i pogładziłam go po włosach.
-Nie czujesz wtedy, że robisz źle?- Zapytałam. Harry podniósł lekko głowę i oparł ją na swoim ramieniu.
-Czuję, że mój tata tego by chciał, że byłby ze mnie dumny.- Wstrzymałam oddech, zastanawiając się nad słowami.
-Wiesz, że twój ojciec był złym człowiekiem, prawda?- Chłopak powoli pokiwał głową, bawiąc się nitką od poduszki.
-Chciałbym wiedzieć, co robić. Zazwyczaj czuję w sobie taką…pustkę. To się zmienia, gdy przeistaczam się w ten cały huragan gniewu.- Mówiąc to pomachał dłonią i strzepał urwaną nić. Westchnęłam i wyciągnęłam do niego dłoń. Milczał wpatrzony w nią, lecz po chwili chwycił ją w łagodnym uścisku. Uśmiechnęłam się. Był teraz taki delikatny. Przypominał mi kruchą porcelanę, która przy gwałtowniejszym ruchu może się stłuc. Nie mogąc opanować swoich ruchów przesunęłam się do niego i przytuliłam przerzucając rękę na drugą stronę jego ciała. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, a my patrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Mimo wszystko, nie było to nic namiętnego. W tamtym momencie czuliśmy tylko bliskość i słodką melancholię. Chłopak pogłaskał mój policzek i zamknął powieki, pozwalając oddać się senności.
-Harry…Nie będę ci mówiła, że to co robisz jest złe.- Wyszeptałam.- Wiem, że czasem gniew przejmuję nad tobą kontrolę i nie możesz nic na to poradzić.- Zdmuchnęłam łaskoczący mnie w nos kosmyk włosów.- Myślę jednak, że musisz zacząć żyć. Jeśli gniew sprawia, że czujesz że żyjesz, nie duś go w sobie. Zapisz się na boks. Jeśli krzywdzenie innych sprawia, że czujesz, że żyjesz, wyobraź sobie, że chwasty w naszym ogródku to ludzie i je powyrywaj.- Zachichotałam.- Wiem, głupi przykład, ale to wciąż istoty żywe. Poza tym przywrócisz do porządku nasz trawnik.- Zdusiłam śmiech i pogłaskałam chłopaka po lokach.- Wybacz. Mam nadzieję, że razem poradzimy sobie z tym problemem. Musisz żyć swoim życiem. Nie przeszłością, tylko tym, co jest teraz. Rozumiesz?- Czekałam na odpowiedź, gapiąc się w nieokreślony punkt na suficie. Po chwili ciszy zerknęłam na Harrego, lecz on oddychał już miarowo, pogrążony w śnie. Ziewnęłam i wtuliłam się w niego mocniej, wdychając zapach jego włosów. Po kilku minutach, wypełnionych świszczeniem naszych oddechów , odpłynęłam.

            Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Był już dokładnie piętnasty lipca. Głównie spędzałam czas z Harrym, jednak w wolnych chwilach spotykałam się z Perrie i chłopakami z zespołu. Dzisiejsze spotkanie było szczególne, ponieważ okazało się, że wystąpią na weselu Kateriny, które odbędzie się za kilka dni.
-Ja pierdole, nadal w to nie wierzę…- Wydyszał Niall zaraz po dzikim tańcu, który odstawił na stole bilardowym, stojącym w garażu przy domu Zayna.- Nie mogę oddychać, kurwa.
-Stary, co ty się dziwisz? Lepiej zostaw te wygibasy na występ, a nie tracisz swoją energię tutaj.- Powiedział Liam, który poklepał go po plecach. Miał na sobie fioletowy snapback i czarną koszulkę, która opinała się na jego ramionach. Uśmiechnął się i podszedł do Zayna.
-Idziesz zapalić?- Zapytał. Zayn rzucił szybkie spojrzenie na Perrie, która gawędziła z Louisem Tomlinsonem. Tydzień temu wrócił do domu, przez co wstrzymaliśmy wizyty u jego babci. Nie chciałam, żeby chłopcy poznali Harrego. Miałam obawy, że w towarzystwie tylu ludzi, coś mu odwali, nawet jeśli ostatnie tygodnie były naprawdę miłe. Nie było żadnych odchyleń, ataków, agresji. Mimo wcześniejszej niechęci, teraz traktowałam Harrego jak przyjaciela. Mogliśmy się przy sobie wygadać, pośmiać, ponudzić. Idealnie. Zayn skinął głową i wraz z Liamem wyszli z garażu. Niall uśmiechnął się do mnie, odsłaniając aparat na zęby. Miał on niebieskie gumki, co idealnie pasowało do jego błękitnych oczu i blond włosów. Tak, tylko ja zauważam takie szczegóły.
-Co tam Jo?- Wzruszyłam ramionami.
-Jakoś leci. Wiecie już jakie piosenki zagracie na weselu?- Niall zamyślił się i pokręcił głową.
-Nie mam pojęcia. Bill sporządza listę utworów, ale jeszcze się nie widzieliśmy.- Bill jest piątym członkiem zespołu. Ma naprawdę nieziemski głos, jednak bywa trochę roztrzepany i arogancki. Zarywa prawie do każdej dziewczyny tekstami typu: Jesteś z Alaski? Bo słyszałem, że tam są takie laski.
Najgorsze jest to, że dziewczyny na to leciały. To znaczy nie tyle co na jego teksty, a raczej on sam tak na nie działał.
Przyznam się, że sama byłam jedną z tych idiotek, które dały mu się zwieść. Jednak ciężko nie polecieć na te głębokie, duże niebieskie oczy i promienny uśmiech. Spotykaliśmy się przez pół roku. Był to czas, kiedy byłam naprawdę szczęśliwa. Myślałam, że kocham Billa. Po czterech miesiącach naszego związku straciłam z nim dziewictwo. Później zauważyłam, że coś się zmieniło. Bill zachowywał się bardzo oschle, rzadziej przychodził, nie mówił mi wszystkiego. Nie chciałam go stracić, lecz zauważyłam, że coraz bardziej się oddalamy. Po każdych jego namowach mówiłam „nie”, a on odsuwał się ode mnie pogrążony w zadumie. Dlatego się poddałam. Chcąc ratować naszą „miłość”. Później było tak jak dawniej. Wymykaliśmy się na późne spacery, oddawaliśmy się romantycznym zajęciom, było pięknie. Czułam, że to jest mój jedyny. Dopóki Niall mi nie powiedział, że Bill mnie zdradził i to wielokrotnie z tą samą suką. Alice Millhouse. Największa dziunia, którą wielbi cała męska część szkoły. Nie licząc nielicznych gejów. Chociaż z nimi nigdy nic nie wiadomo.
Nasze rozstanie było burzliwe, lecz po pół roku od tego incydentu, przebaczyłam mu, choć stare rany wciąż bolały. Teraz zachowujemy się jak zwykli znajomi. Nie wspominamy o dawnych czasach, praktycznie nie odzywamy się do siebie, a on wciąż zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nieważne.
Podeszłam do Nialla i podniosłam lekką brązową gitarę, leżącą u jego stóp. Ściągnęłam z nadgarstka czerwoną bandanę i owiązałam ją sobie wokół głowy.
Usiadłam na taborecie i zaczęłam brzdękolić w instrument. Blondyn natychmiast poderwał się z siedzenia i wyrwał mi z rąk gitarę.
-Kurwa, Jo, rozpieprzysz mi struny!- Przewróciłam oczami.
-Odkupię ci, daj mi się zabawić w gwiazdę rocka.- Niall mrugnął do mnie, odkładając swój skarb. Zachichotałam, gdyż wyobraziłam go sobie w roli Smigola z Władcy Pierścieni syczącego: „Mój skarb, mój skarb…”.
-Ty się tak nie ciesz.- Odparł Niall, masując sobie kark.- Żeby zostać gwiazdą rocka, trzeba umieć chociaż trochę śpiewać. I nie, zawodzenie jak na Strasznym Dworze się nie liczy.- Zaśmiał się. Pokazałam mu środkowy palec i podeszłam do Perrie, która wciąż rozmawiała z Lou.
-Ej Edwards!- Zwróciłam się do niej.- Nie flirtuj z Louisem, on jest tylko mój!- Chłopak przewrócił oczami i objął mnie jednym ramieniem.
-Spokojnie Jo, mnie każdy chce posiąść. Nie mogę żyć tylko dla ciebie kochanie zrozum.- Uszczypnęłam go w żebro na co on odskoczył ode mnie krzywiąc usta.
-Ajć, ty niedobra…- Syknął. Objął Perrie i żartobliwie pacnął ją w nosek.- Skarbie wracam do ciebie. Jo jest głupia.- Zaśmialiśmy się, lecz śmiech ucichł, gdy do pomieszczenia wkroczyli Liam, Zayn i…Bill. Trzymał stertę utrzymanych w nieładzie kartek, które były poplamione jakimiś dziwnymi, niezidentyfikowanymi substancjami. Nie wnikam.
-Siema wszystkim!- Wykrzyknął, na co wymamrotałam ciche „cześć”. Reszta podeszła do niego wyrywając mu papiery z dłoni. Louis przechwycił większość z nich i pochylał się nad nimi, wystawiając język w skupieniu. Jego czoło momentalnie się zmarszczyło.
-Kurwa Bill, nic nie ruszyłeś. Coś ty robił przez cały weekend.- Chłopak wzruszył ramionami.
-Poleciałem z Cassie do Londynu. Było zajebiście, szczególnie jak wziąłem ją w łazience w muzeum…- Louis skrzywił się jeszcze bardziej, o ile było to możliwe, i rzucił mu kartki w twarz. One zaś pozlatywały w różne miejsca i rozpierzchły wokół nóg.
-Weź, nie chcę tego słuchać. Prosiliśmy. To było ważne, a ty jak zwykle masz wyjebane na wszystko i nic w cholerę się na starasz.- Bill otaksował go wrogim spojrzeniem i zaczerwienił się z gniewu.
-Ja kurwa nic nie robię? Nie wystarczy, że śpiewam i nadaję brzmienie temu zespołowi? Poza tym, gdy dołączałem, nie było mowy o tym, że będę musiał srać się z jakimiś papierami i podejmować jakieś decyzje, więc zejdź ze mnie, bo mnie wkurwiasz Louis.- Lou zacisnął pięści i szykował się do ataku, jednak Liam złapał go za ramię i odsunął do tyłu. Zwrócił się do Billa.
-Spierdalaj stąd, bo inaczej nie ręczę za niego.- Bill podniósł brwi, a jego usta rozciągnęły się w aroganckim uśmiechu.
-Wywalacie mnie z zespołu?- Liam pokręcił głową.
-Nie, chcę po prostu, żebyś na chwilę stąd wyszedł i się ogarnął.
-Ty też uważasz, że gówno robię dla zespołu?- Zapytał Bill. Chłopak zawahał się, jednak po chwili skinął głową. Bill odsunął się od niego i ruszył w stronę drzwi.
-Wiecie co?- Zawołał.- Odchodzę. Zapamiętajcie ten dzień, bo to dzień, w którym wasz jebany zespół się rozpadł. Beze mnie nie pociągniecie daleko. Wspomnicie mnie i będziecie błagać o powrót. A ja wam powiem „spierdalajcie”.- Wyszedł trzaskając bocznymi drzwiami. Nastała nerwowa cisza, którą przerwał szept Louisa.
-Przepraszam…- Niall wstał do niego i zmierzwił mu włosy.
-Luzik stary, powiedziałeś to, co wszyscy chcieli powiedzieć.- Louis schował twarz w dłoniach.
-Powinienem się zamknąć…
-I co?- Wtrąciła się Perrie.- Pozwolić mu się panoszyć? Dobrze zrobiłeś Lou.
-Jasne.- Przytaknął Zayn.- Nawet jakbyś ty tego nie powiedział, to zrobiłby to ktoś inny, no nie?- Przytaknęliśmy, a Louis obdarzył nas wdzięcznym uśmiechem. Klasnęłam w dłonie.
-No to co, trzeba wam ułożyć listę utworów tak?- Zapytałam. Chłopcy przytaknęli, a ja podeszłam do Perrie, która trzymała w dłoniach usprzątany właśnie plik kartek.- Ja się tym zajmę.- Powiedziałam.- W sumie też robię gówno dla zespołu, więc mogę się wykazać.
-Ale ty do niego nie należysz…-Przerwał mi Niall. Rzuciłam mu nieznoszące sprzeciwu spojrzenie.
-Morda w kubeł i przyjmij pomoc, skoro ci ją proponuję.- Chłopak zgodnie z moim życzeniem  zamknął się i puścił mi oczko.
            Po kilkunastu minutach uzgadniania kilku kwestii rozstaliśmy się i wróciliśmy do swoich domów. Była czwarta po południu i czułam jak mi burczy w brzuchu. Wstąpiłam do piekarni pana Castle i poprosiłam kasjerkę o bułkę drożdżową. Po zapłaceniu zaczęłam szukać miejsca, gdzie mogłabym usiąść i spostrzegłam siedzących w kącie mamę i Harrego. Dosiadłam się do nich, przy okazji, wkładając mamie do torby listę piosenek i podpijając z jej filiżanki karmelową kawę, którą uwielbiała. Ona zaś niegroźnie mnie zbeształa i ugryzła kawałek mojej bułki.
-Okej, okej!- Powstrzymałam ją, wyrywając moją bułkę z jej ust.- Wiem ,że działamy w idealnej symbiozie, ale proszę cię, nawet to ma swoje granice.- Zaśmiałyśmy się, po czym przeniosłam wzrok na Harrego. Delektował się właśnie ciastkiem francuskim, które smakowało jak niebo. Chłopak najwidoczniej też tak uważał, bo zamknął powieki i przeżuwał w skupieniu. Szturchnęłam mamę i ruchem głowy wskazałam na bruneta. Claire przeniosła tam swoje spojrzenie i zachichotała. W tym momencie Harry otworzył oczy i widząc nasze spojrzenia zaczerwienił się.
-No co?- Wyjęczał. Mama mrugnęła do niego.
-Spokojnie Harry, my tylko się wygłupiamy. Musiałbyś widzieć Jo, jak pochłania to ciastko. Wygląda dokładnie jak ty, tylko że ona się bardziej ekscytuje.
-Mamo…-Wymamrotałam. Teraz to Claire i Harry zanosili się śmiechem, lecz po chwili dołączyłam do nich.
-Rodzina Hathaway w komplecie jak widzę!- Wykrzyknął pan Castle podchodząc do naszego stolika.- A ten młodzieniec to zapewne Harry, zgadza się?- Chłopak skinął niepewnie głową, nie wiedząc jak się zachować w obecności ekscentrycznego staruszka. Pan Castle jednak zwrócił swoją uwagę na moją mamę, prosząc ją na słówko. Zostałam z Harrym dojadając swoje przysmaki. Uśmiechnęliśmy się do siebie, spuszczając oczy na połyskujący blat stolika. Nasza relacja była coraz lepsza, podobało mi się to. Zupełnie nie bałam się już jego towarzystwa, chociaż nie raz zastanawiałam się, jakim cudem sytuacja między nami tak się poprawiła.
-Chcesz się ze mną zaraz przejść?- Zapytałam go. Od czasu do czasu pokazywałam mu okolice, nie chcąc by całe dni spędzał w domu. Wyjaśnił mi, że jest do tego przyzwyczajony, gdyż ostatni rok spędził w szpitalu, jednak stwierdziłam, że odrobina powietrza mu nie zaszkodzi. Harry skinął głową, poszerzając uśmiech i obdarzając mnie widokiem dołeczków.
Pożegnaliśmy się z mamą i ruszyliśmy w stronę pól. Pogoda była idealna. Miałam na sobie krótkie, jeansowe spodenki i bokserkę z napisem Dreams come true.
Słońce muskało skórę moich nóg i ramion, otulając mnie ciepłem. Harry zerknął na moją koszulkę i uniósł brwi.
-Kolejna koszulka ze specjalnym przekazem?- Roześmiałam się i przytaknęłam. Ostatnio miałam na sobie bokserkę z napisem: Gays are cute.
Tak wiem, mam dziwne upodobania odzieżowe.
Chłopak podniósł kącik ust i spojrzał mi w oczy.
-Uważasz, że moje marzenie również się spełni?- Uśmiechnęłam się.
-Jeśli mu pomożesz, to myślę, że tak. 

______________________________________________________________________________
Halo, halo to już V ! 
Przykro mi, że tak rzadko dodaję rozdziały, ale szkoła to totalne zło.
W dodatku mam lekkie problemy zdrowotne, ale staram się, by to malutkie grono czytelników mnie jeszcze nie opuszczało.
WIADOMOŚĆ!
Razem z autorką "Dark Ride"--> @laughwithloueh myślimy nad wspólnym fanfiction.
Oczywiście nie zamierzamy zaprzestać tworzenia swoich starych prac.
Chcemy tylko spróbować.
Więcej informacji przy następnym rozdziale.
Dziękuję za to, że jesteście ze mną.
Love. xx

wtorek, 2 września 2014

Rozdział IV

Perrie nie mieszkała daleko, więc nie było problemu z odległością. Wyszłam na chodnik prowadzący do jej mieszkania, kiedy zauważyłam z daleka machającą do mnie przyjaciółkę. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Pachniała jakąś owocową mieszanką.
 -O-ho-ho! Co to za powitanie?- Spojrzała badawczo na moją twarz, odgarniając włosy z twarzy.- O nie. Niech zgadnę. Wiedziałam, kurwa, wiedziałam!- Zmarszczyłam czoło nie rozumiejąc. 
-Co wiedziałaś? 
-Całowałaś się z Harrym!- Uniosłam ręce w ramach protestu.
 -Co?! Nie!- Teraz to Perrie zmarszczyła czoło. 
-W takim razie co jest?- Opowiedziałam jej co się wydarzyło i to co powiedział mi Harry. 
-Chyba źle go oceniłam.- Dodałam na zakończenie. Przyjaciółka objęła mnie i uspokoiła.
 -Nie zdawałaś sobie z tego sprawy. Pamiętaj, że teraz jest w dobrych rękach.
 -No tak, jednak co robi u nas w domu?- Zapytałam z niepokojem. Perrie zastanowiła się przez chwilę.
 -Może ma obserwować jak wygląda normalna rodzina…Myślę, że pod tym względem jesteście razem z Claire idealne. Nie kłócicie się, współpracujecie i spędzacie razem czas. Też chciałabym mieć takie kontakty ze swoją mamą. 
-Logiczne. Jednak co do spędzania razem czasu, to trochę się zmieniło. Teraz cały czas gdzieś wyjeżdża albo zamyka się w swoim pokoju. Opiekę nad Harrym zostawiła mnie. To mnie zastanawia najbardziej.- Dziewczyna wzruszyła ramionami. 
-Może chce ci pokazać, że nie każdy jest taki jak tamten chłopak…-Zawahała się. Ponagliłam ją.
 -Mów, mów, już i tak nic bardziej mnie nie dobije.
 -Widzisz, trochę zamknęłaś się na ludzi od tamtego incydentu. To znaczy nie dziwię ci się, ale spędzasz dużo więcej czasu w domu, nie spotykając się nawet ze mną.- Jej twarz posmutniała, co sprawiło, że nie mogłam zaprzeczyć. Miała rację. Cholera.
 -Przykro mi Perrie.- Uśmiechnęła się. 
-Spokojnie, ja to rozumiem. Mam nadzieję, że zbliżycie się do siebie z Harrym.- Chciałam jej przerwać, lecz mnie powstrzymała.- Przymknij się. Wiem co sądzisz na ten pomysł, ale hej są wakacje! Zaraz po nich on wyjeżdża. Nie musicie od razu uprawiać gorącego seksu.- Zachichotała.- Chociaż życzę wam tego z całego serca.- Sprzedałam jej sójkę w bok. Kontynuowała.- Ale jeśli się zaprzyjaźnicie, to może to zadziałać na korzyść obojga. Może o to chodziło twojej mamie.
 -Może…- Perrie zerknęła na telefon i przegryzła dolną wargę. -Wybacz Jo, ale muszę uciekać.- Przekrzywiłam głowę odpalając papierosa.
 -Coś nie tak?- Przyjaciółka zabrała mi używkę i zaciągnęła się głęboko.
 -Umówiłam się z Zaynem.- Wybuchnęłam śmiechem zapalając kolejnego. 
-Jeśli mowa o gorącym seksie…- Perrie szybko zaprzeczyła, odrobinę za szybko, co spotęgowało mój śmiech. -Okej, nie przeszkadzajcie sobie. Buziaki dla Zayna i bawcie się dobrze. –Otrzymałam szybki pocałunek w policzek, po czym patrzyłam jak przyjaciółka i mój papieros oddalają się w kierunku polanki. Pokręciłam głową bawiąc się dymem i ruszyłam w kierunku domu. Było zimno, chociaż na niebie idealnie było widać gwiazdy. Mogłam ujrzeć Wielki Wóz i błyszczącą nieopodal Gwiazdę Polarną. Uwielbiam noc, mimo że odczuwam lęk przez ciemnością. Wydawało mi się, że gdziekolwiek bym nie spojrzała, tam widzę jakieś mroczne twarze. Dlatego nie dziw, że pisnęłam z przerażenia, gdy przede mną zmaterializowała się czyjaś postać.
 -Kurwa, Harry co ty tutaj robisz?- Chłopak wzruszył ramionami, patrząc na papierosa, który tlił się teraz na chodniku.
 -Ćwiczyłem i stałem akurat przy oknie, gdy zauważyłem, że wychodzisz.- Zbulwersowałam się.
 -Czy ty jesteś poważny? Jest w chuj ciemno, zupełnie nie znasz Holmes Chapel, w dodatku po raz kolejny naruszasz moją prywatność.- Harry odchylił głowę wzdychając ciężko. Jego loki podskoczyły.
 -Znalazłem cię, tak? Więc się kurwa uspokój i nie truj mi dupy. Dokąd wyszłaś?- Zmierzyłam go wrogim spojrzeniem. 
-Nie twój interes.- Chłopak przybliżył się niebezpiecznie ściskając moje ramię. Przez sweter czułam jego ciepłe palce.
 -Z kim się spotkałaś?- Zapytał rozglądając się dookoła.- Spotkałaś się z jakimś chłopakiem?- Zadziornie odgarnęłam jasne włosy i spojrzałam mu w oczy.
-Nawet jeśli, to co?- Na moje słowa Harry zwiększył siłę nacisku, wbijając mi paznokcie w skórę. 
-Gdzie on jest?- Nie wytrzymałam. -Ogarnij się i mnie nie wkurwiaj.- Zbliżył swoją twarz do mojej. -Zapytam jeszcze raz. Gdzie on jest?- Poczułam jego oddech na swoich wargach. Czułam się dziwnie mała, gdy czułam na sobie jego czujne zielone oczy. Pomijając fakt, że byłam niższa, ale chodziło raczej o jakąś przewagę psychiczną. Nie chciałam przegrać tej bitwy i przyznać się, że tak naprawdę widziałam się z Perrie. Zamiast tego wysyczałam mu prosto w twarz: 
-Właśnie poszedł. Zaraz po tym jak bzyknęliśmy się w krzakach.- Oczy Harrego zapłonęły. Popchnął mnie z ogromną siłą, przez co przewróciłam się na chodnik, uderzając głową o chodnik. Poczułam jak chłopak siada na mnie okrakiem, owijając swoje nogi wokół moich bioder. -Podobało ci się?- Milczałam, a Harry nachylił się nade mną patrząc prosto na moje usta.- Był tego wart? Pytam kurwa!- Łzy napłynęły mi do oczu, jednak powstrzymałam je zaciskając powieki. Chłopak nieubłagalnie kontynuował.- Krzyczałaś jego imię, gdy poczułaś, że jesteś bliska końca?- Wiercił się, chwytając moje nadgarstki i przygważdżając je do ziemi tuż nad moją głową.- Dam ci małą lekcję Jo. Nie ważne jak bardzo on będzie dobry. Ja zawsze będę lepszy.- Nagle zbliżył się ze tygrysią prędkością i poczułam jego wargi na swoich. Pocałunek był mocny, kryła się w nim mroczna agresja przeplatana z namiętnością. Jego usta mocno, wręcz z pasją wpijały się w moje, pozbawiając mnie tchu, a jego język zaczął drażnić mój język.  Mimo wszystko nie oddałam pocałunku, czując że niechciane łzy popłynęły. Trzęsłam się od płaczu, czując niemoc. Leżałam posłusznie na ziemi, ignorując uporczywy ból w nadgarstkach. Zdołałam chwycić drżący oddech,a następnie poczułam, że moja klatka piersiowa została odciążona. Przymknęłam oczy, gdy Harry gwałtownie się ode mnie odsunął, puszczając moje nadgarstki. Dotknął swojego policzka, który był mokry od łez. Zmarszczył czoło, jakby próbując dociec skąd się wzięły. Spojrzał na mnie, a jego twarz od razu się zmieniła. Wstał potykając się o własne nogi.
 -Jo…Ja pierdole, ja tego nie chciałem. Jo, przepraszam.- Szepcząc to cofał się coraz dalej, jednak ja wciąż słyszałam. Chlipnęłam i otarłam łzy. 
-Tak naprawdę…-Zaczęłam.- Spotkałam się z Perrie. Nie było żadnego chłopaka.- Harry zatrzymał się.
 -To dlaczego mnie okłamałaś?- Wzruszyłam ramionami.
 -Chyba chciałam cię sprowokować. Jednak nie zdałam sobie sprawy z tego, jak to może się skończyć. 
-Jo...-Próbował mi przerwac, jednak zbyłam go machnięciem ręki.
 -Nie przerywaj mi. Wiem, że miałeś swoje problemy i że nadal je przeżywasz. Chcę ci pomóc, ale nie pomogę, jeśli będziesz mnie atakować.- Spojrzałam mu wyzywająco w oczy, czując jak opuszcza mnie strach.- Nigdy więcej tego nie rób. Nieważne, jak bardzo będziesz wściekły, nie atakuj mnie. Ani nie całuj. Jeśli będziesz chciał mnie pocałować, to po prostu mi to powiedz, lecz mnie nie atakuj. Proszę…ja więcej nie zniosę…- Głos mi się załamał i ukucnęłam chowając twarz dłoniach. Poczułam jak dłoń Harrego odgarnia moje włosy, a jego głos śpiewa mi coś do ucha.
 -You tell me that you’re sad and lost your way
 You tell me that your tears are here to stay
 But I know you’re only hiding
 And I just wanna see ya... - Harry odgarnął moje włosy z twarzy I obdarzył mnie delikatnym uśmiechem. 
-Jo…Chciałbym zobaczyć twój uśmiech. Zrobisz to dla mnie?- Chcąc czy nie chcąc, uśmiechnęłam się delikatnie, starając się przełamać lody. Wiem, że Harry mnie skrzywdził, ale to była w dużej mierze moja wina. Ja rozpoczęłam tę bitwę, a on ją skończył. Mimo tego, wciąż go…lubiłam, a moje ciało reagowało na jego dotyk. Dotknęłam opuchniętych warg, unikając spojrzenia Harrego. Chłopak ścisnął moją dłoń. 
-Dziękuję. Jest jeszcze jedna sprawa. Powiedziałaś, że jeśli będę chciał cię pocałować to mam powiedzieć ci o tym, tak?- Skinęłam niepewnie głową. -W takim razie musisz wiedziec, że chcę cię teraz pocałować Jo.- Wyszeptał. Jak zahipnotyzowana patrzyłam na jego usta, wiedząc że jeśli poczuję jego wargi na swoich to oddam ten pocałunek z taką samą zapalczywością jak on wcześniej. Harry jednak wstał podnosząc mnie ze sobą. Splótł nasze palce i z łagodnym uśmiechem poprowadził mnie przez ciemną ulicę.
 -Chodźmy do domu, mój aniele.
_________________________________________________________________________

Ok wiem, że obiecałam rozdział w sobotę, ale postanowiłam rozchmurzyc nieco nastroje i dodac kolejny rozdział, który będzie już zawierał jakąś mocniejszą akcję. Wiem, że toczy się bardzo szybko, jednak chodzi mi głównie o to, by już "na wiecznośc" przyciągnąc waszą uwagę. 
Muahahahahhah! x
Ten rozdział był też dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem. 
Już dawno temu, za czasów szóstej klasy podstawówki (czyli jakieś 4 lata temu) napisałam pierwszą książkę, jednak nigdy nie zawierała takich scen, jakie większośc czytelników fanfictions hmm lubi.
Później zwolnię i nie będzie to już tak chaotyczne.
Obiecuję. :)
Dziękuję za każdy komentarz, wyświetlenia, słowa wsparcia i otuchy.
Lots of love. xx
P.S
Zapraszam Was na fanfiction należące do @laughwithloueh !
http://dark-ride-fanfiction.blogspot.com/
Dziewczyna odwala naprawdę kawał dobrej roboty, lecz brak jej wiary w siebie.
Za co dostaje ode mnie opierdziel, bo ja jaram się jej pomysłem,
bo jednak oryginalnośc to juz 1/4 sukcesu. xx
+ 2 P.S
Nawet nie wiecie ile razy oglądałam NCIS, żeby dobrze opisac ta brutalną scenerię.
Jak już pisałam, wzięłam się za kompletnie nie ten gatunek literacki, o ile ff do któregoś należą haha. x

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział III



Pożegnałam się z Perrie i wróciłam do salonu, zastając jeszcze rozwalonego na kanapie Harrego. Chłopak podniósł na mnie oczy i zachichotał.
-Chyba nie zapowiadali burzy na dzisiaj?
-Co?- Odburknęłam.
-Czuję się jakbyś miotała we mnie piorunami. Albo zaklęciami. Oczywiście typu: „Avada Kedavra” albo „Cruciatus”.- Spojrzałam na niego z wyrzutem.
-Co jej powiedziałeś?
-Komu?- Zapytał głupio Harry. Oczywiście wiedział o kogo chodzi.
-Nie zgrywaj kretyna.- Chłopak zaśmiał się zasłaniając dłonią usta.
-Ho, ho, ho. Czyżbym cię zdenerwował?- Prychnęłam.
-Nie, jestem tylko ciekawa.- Harry podniósł się z leżanki i rzucił mi mój telefon, który leżał na stoliku.
-Twoja mama przysłała smsa. Masz zajrzeć do jakiejś sąsiadki.
-Odczytałeś wiadomość skierowaną do mnie?- Warknęłam. Przegiął.
-Tak właściwie…- Zaczął patrząc na swoje paznokcie.- Przejrzałem galerię, muzykę i rozmowy.- Przyjrzał mi się badawczo.- W życiu nie powiedziałbym, że słuchasz Metalliki.- Nie. Dokładnie teraz przegiął. Zignorowałam fakt, że jest chory na dekiel i rzuciłam się na niego z poduszką w dłoni. Wykorzystałam moment zaskoczenia i uderzyłam go prosto w jego bujną czuprynę z głośnym, bojowym okrzykiem. Harry chwycił mnie za nadgarstek, jednym ruchem przewracając na miękką kanapę.
-Ugh.- Jęknęłam. Chłopak otrzepał dłonie i założył je sobie na piersi.
-Skończyłaś?- Pokiwałam głową. Właściwie nadal byłam wściekła, lecz ten mały pokaz siły, przypomniał mi, kto tutaj jest agresorem. Podniosłam się i z zażenowaniem minęłam Harrego, chwytając klucze leżące na stoliku.
-Idziesz ze mną.-Oznajmiłam. Chłopak posłusznie ruszył za mną do korytarza, gdzie w milczeniu wciągnęliśmy na stopy buty. Ja- słodkie, koronkowe baleriny, on- brudne, pokiereszowane trampki. Razem ruszyliśmy do domu pani Tomlinson, starszawej sąsiadki, która mieszkała razem z wnukiem Louisem. Tak się złożyło, że Louis gra razem z Zaynem w zespole One Direction, które cieszy się w okolicach dobrą sławą. Niestety chłopak wyjechał na kilka dni i to na nas spadł obowiązek opieki nad staruszką. Lubiłam ją, więc właściwie nie przeszkadzało mi to. Przeszkadzał mi tylko fakt, że towarzyszył mi Harry, ale nie mogłam go zostawić samego. Zapukałam do frontowych drzwi, małego przytulnego domku. Po chwili rozległ się odgłos tłuczącego się szkła i kilku przekleństw. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Josephine!- Wykrzyknęła pani Tomlinson na mój widok.- Miło, że wpadłaś. Proszę zapraszam. A kim jest twój przyjaciel?- „Mój przyjaciel” podszedł do staruszki z niespodziewaną galanterią ujmując jej dłoń i nakrywając swoją.
-Harry Styles, proszę pani. Ma pani niesamowite mieszkanie.- Dodał, gdy zbliżyliśmy się do salonu, gdzie znajdował się ogromny kominek, kilka mebli i mnóstwo roślin.
-Dziękuję kochanie.- Odparła kobieta kładąc mu rękę na policzku.- Mimo, że mówisz to tylko z uprzejmości. Każdy uważa, że mam tutaj za dużo „badyli”.- Powiedziała wskazując na kwiaty.- Nawet Lou, ale on ma zbyt złote serduszko, żebym mogła go za to uderzyć.- Zachichotała. Harry odpowiedział jej szerokim uśmiechem.
-Lubię agresywne kobiety.- Powiedział. Szybko zdzieliłam go w ramię, nie wierząc w to co właśnie usłyszałam. Na szczęście staruszka wybuchnęła gromkim śmiechem.
-Harry, jesteś przeuroczy. Miło, że Josephine znalazła sobie takiego przyjaciela.
-Tak.- Odrzekł chłopak spoglądając na mnie.- To będzie piękna przyjaźń.- Naburmuszyłam się i pokazałam mu środkowy palec w chwili, gdy pani Tomlinson przecierała chusteczką okulary.
-Pani pozwoli, że ja to zrobię.- Powiedział Harry, ignorując mój gest. Przejął poniszczone szkła i pocierając o swoją bluzę zaczął je czyścić. Po kilku sekundach przyjrzał się im z aprobatą kiwając głową.-Idealnie.- Przysunął się do staruszki odrobinę za blisko niż wymagałaby tego etykieta, wsuwając okulary na jej malutki nosek. Odsunął z jej czoła siwy kosmyk i musnął dłonią jej policzek.
-Jest dobrze?- Wyszeptał. Pani Tomlinson przekrzywiła głowę, patrząc zagadkowo na Harrego. Uśmiechnęła się i ucałowała go w policzek.
-Bardzo dobrze. Nie mam zielonego pojęcia co kombinujesz młodzieńcze, ale odsuń się troszeczkę ode mnie. Mam problemy z oddychaniem.- Chłopak zachichotał.
-Miło widzieć, że ktoś nie może złapać przeze mnie powietrza. Szczególnie taka urodziwa kobieta jak pani.- Staruszka zaśmiała się trącając go w nos.
-Człowiek nie może mówić tylu miłych rzeczy i jednocześnie prawdy.- Przeniosła wzrok na mnie i spoważniała.- Jo, uważaj na tego lowelasa. Czuję, że jeszcze będą z nim kłopoty.
-Jakbym tego nie wiedziała.- Mruknęłam. Wypiliśmy obowiązkową herbatę i po czułym pożegnaniu z panią Tomlinson (Harry nawet przesadził z tą czułością) ruszyliśmy w kierunku domu. Oczywiście nie mogłam się nie odezwać.
-Na czym polega twój problem Harry?- Chłopak zerknął na mnie z ukosa, zakładając na bujne loki kaptur.
-Mam mnóstwo problemów. Nie wiem, o który pytasz.
-O ten z nałogowym flirtowaniem z wszystkimi kobietami, które się napatoczą.- Poczułam kropelkę deszczu na swoim nosie. Nie no, super.
-Nie flirtuję ze wszystkimi kobietami.- Odezwał się Harry. Wybuchnęłam śmiechem.
-W ogóle. Podrywałeś dzisiaj każdą kobietę, z którą rozmawiałeś.- Chłopak obruszył się.
-Nieprawda. Ciebie i Claire nie zaczepiałem. Poza tym na Claire nie działają moje uroki. A ty…- Zaczął poprawiając kaptur, który zsuwał mu się z głowy przez chłodny wiatr.
-A ja co?
-Nie chce ciebie podrywać.
-Dlaczego?- Harry uśmiechnął się, przez co znów mogłam podziwiać jego dołeczki.
-A chcesz być przeze mnie podrywana?- Zaperzyłam się.
-Nie. Absolutnie, nie. Chce wiedzieć tylko dlaczego.- Chłopak nagle przystanął łapiąc mnie za rękę.
-Bo chronię cię przede mną.- Powstrzymałam wybuch śmiechu i wybałuszyłam na niego oczy.
-Jakże to bohaterskie z twojej strony. A co takiego możesz mi zrobić?- Zapytałam wraz z nagłym przypływem brawury.
-Nie co ja mogę zrobić, a co ty możesz zrobić.- Przewróciłam oczami i westchnęłam.
-Dobra jeszcze raz. Co takiego ja mogę zrobić?- Harry ujął kosmyk moich włosów, dołączając go do koczka. Był już całkowicie zniszczony przez deszcz, więc w sumie nie robiło to wielkiej różnicy. Chłopak obdarzył mnie hipnotyzującym spojrzeniem i wyszeptał:
-Możesz się we mnie zakochać.




 -Matko święta jesteście cali przemoczeni. Biegiem rozbierać się, zanim nachlapiecie na dywan!- Krzyki mojej mamy niosły się echem po mieszkaniu. Normalnie zaczęłabym się śmiać, ale jakoś nie było mi do śmiechu.

 -Co takiego ja mogę zrobić?
- Możesz się we mnie zakochać.
  
Słysząc jego odpowiedź wybuchnęłam śmiechem kręcąc głową w niedowierzaniu.
-Nie mówisz chyba poważnie.- Harry spojrzał na mnie krzywiąc się z niesmakiem.
-Jak na chorego umysłowo wariata? Tak, mówiłem całkiem poważnie.- To spotęgowało napięcie, więc wybuchnęłam jeszcze większą salwą śmiechu. Kiedy wreszcie się uspokoiłam, spojrzałam na niego, ocierając twarz z kropel deszczu.
-Nie masz na co liczyć.- Odparłam. Chłopak uniósł wysoko brwi.
-To wyzwanie?- Wzruszyłam ramionami i ruszyłam pędem do domu.
Nawet gdy siedziałam już w swoim pokoju nie mogłam opanować drżenia.
Czy on mówił poważnie? Położyłam się na łóżku i przytuliłam pękatą poduszkę do piersi. Co w nim może mi się podobać?
Zamknęłam oczy i zaczęłam wizualizować. Wyobraziłam sobie postać Harrego, z potarganymi ciemnymi lokami, opadającymi w nieładzie na chmurne, zielone oczy. I ten uśmiech. Tak, ten szeroki uśmiech, ukazujący ładne równiuśkie zęby. I jego policzki. I te  dołeczki, których w duchu zazdroszczę. Lubię jak je pokazuje. Wygląda wtedy na szczęśliwego. Podobają mi się jego tatuaże. Jestem ciekawa, co każdy jeden może oznaczać. Podoba mi się też jego chód. Nie ma w nim nic wymuszonego. Jest taki…luźny. Co jest dziwne jak na człowieka, który wiele przeszedł. Jednak chyba najbardziej intryguje mnie jego aura tajemniczości. Praktycznie niczego o nim nie wiem. Może to sprawia, że jest taki pociągający.
Nagle moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. W uchylonych drzwiach ukazała się głowa mojej mamy.
-Jo, może chciałabyś obejrzeć z Harrym jakiś film?- Wzruszyłam ramionami.
-Sam nie może obejrzeć? Albo z tobą? Cały dzień z nim spędziłam.- Mama zniżyła swój głos do szeptu, odgarniając włosy z twarzy.
-Zaproponowałam mu swoje towarzystwo, ale on zapytał czy nie mógłby obejrzeć go z tobą.- Zaskoczona podniosłam się z łóżka.
-Serio?- Tym razem to Claire wzruszyła ramionami.
-Najwyraźniej cię polubił. To jak?- Uśmiechnęła się do mnie promiennie, zagryzając dolną wargę.
-Już idę.- Mama klasnęła w dłonie.
-Świetnie. Macie tam przygotowany popcorn, w razie czego wołajcie, będę z Kateriną na  zewnątrz.- Katerina to najlepsza przyjaciółka mamy. Często spotykają się na kawę i wymieniają plotkami na naszym tarasie. Teraz siedziały nad jakimiś ślubnymi papierami, ponieważ za jakieś dwa tygodnie Kate wychodzi za mąż. Skinęłam głową i powlokłam się na dół. Harry już siedział na kanapie, przeglądając pudełka z filmami.
-Cieszę się, że przyszłaś Jo.- Powiedział obdarzając mnie uśmiechem. Ugh. Znowu te dołeczki.
-Jasne. Co chcesz obejrzeć?- Chłopak wzruszył ramionami pakując garść popcornu do ust. Szybko przeżuł smakołyk, przy okazji wycierając tłuste palce o kanapę. Skrzywiłam się.
-Nie wiem, niczego nie kojarzę, ani nie oglądałem. Co polecasz?- Zapytał. Zajrzałam mu przez ramię czując lekki zapach dezodorantu. Same słabe komedie, horrory i bajki. Tak, filmy też wypożyczamy.
-Komedie nie są zbyt ciekawe. Horrorów z natury nie lubię, więc wybacz, ale ze mną nigdy tego nie obejrzysz. A bajki wszystkie są fajne, jednak jesteśmy odrobinę za starzy na takie rzeczy.- Harry wybrał pudełko z trzema płytami i obrazkiem lwa na okładce.
-Możemy to obejrzeć?- Zachichotałam.
-Króla lwa?- Chłopak skinął głową i delikatnie wyciągnął pierwszą płytę. Wciąż się śmiejąc włożyłam płytę do DVD, chwyciłam pilota i usiadłam na kanapie. Wokół panowała ciemność i jedynie ekran telewizora oraz światła uliczne sprawiły, że widzieliśmy cokolwiek.
-Seans czas zacząć.- Odparłam i poprawiłam się na siedzeniu, drugą ręką sięgając po popcorn. Dokładnie w tym samym momencie dłoń Harrego wystrzeliła po smakołyk, przez co nasze palce musnęły się. Jak oparzona cofnęłam rękę i schowałam ją pod nogami, wciąż czując przyjemne mrowienie. Potrząsnęłam nią chcąc pozbyć się niechcianego odczucia.
Cholera. Jak w jakimś zjebanym, melodramatycznym filmie.
W ciszy oglądaliśmy film, od czasu do czasu zagłuszając dialogi postaci chrupaniem popcornu. Oczywiście ja obserwowałam kiedy mogę po niego sięgnąć.
Po jakimś czasie zerknęłam na Harrego. Z uwagą śledził fabułę filmu, a na jego twarzy w zależności od sytuacji odzwierciedlały się różne emocje. Zaśmiałam się w duchu. Jak miło.
Po jakimś czasie rozległ się głos chłopaka.
-Ta Nala to niezła laska. Na miejscu Simby bym ją wyrwał.- Uśmiechnęłam się.
-Poczekaj jakieś 40 minut. Simba to nie tylko król dżungli, z tego co wiem, jest też królem podrywu.- Harry potrząsnął głową.
-Ta posada jest już zajęta.
-Niby przez kogo?
-Przeze mnie.
-Ha!- Wróciłam wzrokiem do ekranu powstrzymując śmiech. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, więc wskazałam palcem na telewizor.
-Oglądaj, bo wyłączę.- Harry posłusznie wrócił do filmu, uprzednio odkładając pustą miskę na stół. Przez jakiś czas ponownie zapanowała między nami cisza, dopóki Harry nie pociągnął nosem, na scenie śmierci Mufasy.
-Czy ty płaczesz?- Zapytałam. Harry spojrzał na mnie skrzywiony.
-Nie, kurwa. Wpadło mi coś do oka.- Chłopak pospiesznie otarł twarz, wciąż badawczo mi się przyglądając.- Nie rozumiem, jak do cholery, możesz nie mieć nawet załzawionych oczu.- Wzruszyłam ramionami.
-Oglądałam to mnóstwo razy, ale nie martw się, płakałam dużo wylewniej niż ty.- Zapewniłam.- Ale miałam wtedy jakieś sześć lat. Za to ja nie rozumiem jakim cudem nie oglądałeś takich rzeczy w dzieciństwie.- Harry otarł dłonią kark i położył ją z powrotem na podciągnięte kolano.
-Kiedy ja miałem sześć lat, to zamykano mnie w zarzyganej łazience, o chlebie i wodzie. Sama sobie odpowiedz na to pytanie.- Zszokowana zakryłam usta, czując ucisk w dołku.
-Harry, ja…przepraszam, nie chciałam, naprawdę nie wiedziałam.- Uciszył mnie machnięciem ręki.
-Zamknij się, oglądam.- Zgodnie z poleceniem ucichłam i próbowałam skupić się na filmie.
Nie wychodziło mi to najlepiej i zamiast tego, wyobrażałam sobie sześcioletniego, zapłakanego Harrego, który malutkimi piąstkami uderza w podrapane drzwi łazienki, wołając o pomoc. Dużo słyszałam o przemocy w rodzinie, ale nigdy nie miałam styczności z ludźmi, którzy przez to przeszli. Mogłam teraz zrozumieć, dlaczego tak się zachowuje. Na usta cisnęło mi się wiele pytań, jednak szybko je powstrzymałam, besztając się w myślach. Trochę empatii Jo.
Kiedy film wreszcie się skończył zapaliliśmy światło i mrużąc oczy ogarnęliśmy salon do porządku.
-To co oglądamy jutro?- Zapytał Harry.
-Nie wiem, co będziesz chciał. Król lew się podobał?
-Nawet bardzo.- Uśmiechnęłam się.
-W takim razie jutro obejrzymy Zakochanego kundla.
-Jeśli Zakochany kundel jest tak zajebisty jak Król lew to chętnie.- Żachnęłam się.
-Obiecuję, że nadrobimy wszystkie bajki, które wpadną nam w ręce. Mamy całe wakacje.- Chłopak ucieszył się i chwycił miskę po popcornie. Szybko wyrwałam mu ją z rąk.
-Spokojnie ja posprzątam.- Powiedziałam. Harry minął mnie i udał się do kuchni. Poszłam za nim i wsadziłam tłuste naczynie pod gorącą wodę. Trochę za gorącą.
-Kurwa!- Wrzasnęłam odskakując od zlewu. Harry błyskawicznie znalazł się obok mnie i chwycił mnie za oparzoną dłoń. Ignorując moje protesty, dokładnie ją obejrzał gładząc przy okazji moją skórę. Miał zimne dłonie, które kojąco wpływały na podrażnioną skórę.
-Harry jest w porządku. To była tylko gorąca woda, nie wrzątek.- Chłopak podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Na pewno?- Przytaknęłam. Harry jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym uniósł moją dłoń do ust i delikatnie ucałował. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, czując przeskakujący między nami prąd. Liczyły się tylko jego hipnotyzujące zielone oczy i błąkający się, melancholijny uśmiech. Spuściłam głowę i odpowiedziałam uśmiechem. Szybko odwróciłam się na pięcie, porzucając brudne naczynia, gorącą wodę i…Harrego.
Pobiegłam do pokoju, myśląc nad swoją reakcją. Opanuj się Jo. Znasz chłopaka tylko dwa dni. Nie istnieje miłość od pierwszego wejrzenia. Zaczynając od tego, że pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Zgadzam się, jest pociągający, ale to wszystko. Wysłałam smsa do Perrie.

Jo: Siemka, żyjesz? x

Po chwili uzyskałam odpowiedź.

Perrie: Dla ciebie zawsze. Co jest?

Jo: Masz ochotę wyjść się przejść?

Perrie: Ej, jest po 23:00.

Jo: Przeszkadza ci to?

Perrie: Będę za dziesięć minut. xx





Wyciągnęłam z szafki paczkę papierosów, zapalniczkę i czarny sweterek. Już nie padało, ale wiał zimny wiatr, który z pewnością będzie upierdliwy. Na palcach zeszłam na dół, starając się nie szeleścić pękiem kluczy. Wymknęłam się na zewnątrz, wstrzymując oddech i nasłuchując odgłosów z domu. Idealna cisza. Odeszłam trochę od drzwi, spoglądając na okno mamy. Zgaszone. W sumie jak zwykle. Ta kobieta, gdyby mogła to chodziłaby spać o 19:00.
Odruchowo spojrzałam w okno Harrego. Również zgaszone. Kamień z serca. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w kierunku domu Perrie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witamy III rozdział.
Mam nadzieję, że spełniam Wasze oczekiwania i Was nie zawodzę.
Chciałabym podziękować za wszystkie komentarze, dzięki Wam chodzę teraz z bananem na ryju.
Mega, maxxx Was kocham Misie. xx
Chciałabym też o coś poprosić.
Dopiero zaczynam i przydałoby mi się wsparcie w postaci "rozsławienia" tego ff.
Zależy mi na tym, by moja praca stała się bardziej uznana, nawet jeśli to czysta przyjemność. :)
Zamierzam również założyć zakładkę z nagłówkiem "Polecane blogi".
Jeśli piszecie jakieś fanfiction, to napiszcie w komentarzu, chętnie Was wesprę.
Jeszcze jedna informacja. Jutro wyjeżdżam do internatu, gdzie niestety nie ma wifi,
a do domu wracam z dwa tygodnie. Mimo tego postaram się opublikować nowy rozdział szybciej,
nawet jeśli powinnam się zająć szkołą (czyt. anatomią, fizjologią, rozrodem etc. haha).
Jeszcze raz Wam dziękuję i komentujcie!
Serio, to silnie na mnie działa i daje kopa. Buziaki xx 

piątek, 29 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ II



Zgasiłam światło i schodami udałam się do pokoju dla gości.
Co mi odbiło? Wiem, wypiłam trochę za dużo, język mi się plącze, a podłoga chybocze, ale nie jestem aż tak pijana, żeby miziać się z nowo poznanym, chorym psychicznie facetem.
Prawda?
Ścisnęłam talerzyk z kanapką, który dzierżyłam w dłoni i zapukałam do pokoju Harrego. Nie odpowiadał, więc nacisnęłam klamkę i wkroczyłam do ciemnego pomieszczenia.
Chłopak siedział przy oknie i oświetlał książkę jedynie światłem ze świecy.
Jego długie rzęsy kładły cień na stronnice lektury, on sam zaś zmarszczył czoło w wyraźnym skupieniu. Po chwili podniósł wzrok i gestem zawołał mnie bliżej. Odłożyłam naczynie i zbliżyłam się, siląc się na uprzejmy uśmiech.
-Co czytasz?- Harry potrząsnął zdrętwiałą nogą i skrzywił usta w grymasie.
-Coś co mi dała Claire.- Uniósł książkę, pozwalając mi zerknąć na okładkę. Powstrzymałam śmiech, który uwiązł gdzieś w mojej krtani. Chrząknęłam.
-Gwiazd naszych wina?
-Czytałaś?- Zachichotałam.
-Milion razy. Podoba ci się?- Harry wzruszył ramionami.
-Dopiero zacząłem, ale zapowiada się nieźle.- Uśmiechnęłam się i nie wiedząc co odpowiedzieć stałam, głupio na niego patrząc. Ofuknęłam się w myślach. „Ogarnij się! Gapisz się na niego jak ciele na malowane wrota”.
-Zapalić ci może światło?- Zapytałam pospiesznie. Harry przyjrzał mi się badawczo.
-Świeca jest dobra. W domu zawsze czytałem przy świecy.- Moja ręka zawisła nad lampką, którą zamierzałam włączyć.
-Wiesz to nie problem, jeśli będziesz chciał…- Nagle chłopak wstał. Płomień świecy lekko zadrgał, a książka wylądowała na podłodze, wydając głuchy plask.
-Powiedziałem, że nie chce pomocy od ciebie. Nie potrzebuje nikogo. Rozumiesz?- Przerażona skinęłam głową. Nie mogłam teraz wykonać żadnego gwałtownego ruchu, który mógłby sprowokować go do ataku.

Staliśmy tak bez ruchu,  czekając kto wykona pierwszy krok. Moja klatka piersiowa poruszała się niespokojnie, jakby serce waliło w ściany i próbowało się stamtąd wydostać. Bez paniki
Może mama usłyszała hałas i przybiegnie.
-Na co kurwa czekasz?- Usłyszałam. Spuściłam wzrok, starając się uniknąć jego spojrzenia. Zaatakuje mnie? Wyżyje się na mnie? Zagryzłam policzek, czując rozlewający się metaliczny smak na czubku języka. Harry podszedł bliżej, rzucając co krok przekleństwem. Nagle stanął.
-Głucha jesteś? Wypierdalaj stąd.- Wzdrygnęłam się, czując jak mój brzuch przekręcił się o 180 stopni. Czym prędzej odwróciłam się, w biegu łapiąc przerażające spojrzenie Harrego.
Jak mogłam myśleć o tym, że jest pociągający? Jak mogłam chcieć go pocałować?
Zatrzasnęłam drzwi od swojego pokoju, głośno zasuwając zamek. Hałasem mogłam obudzić mamę, ale właściwie nie przeszkadzało mi to. Powinna teraz tam pójść i ogarnąć tego chłopaka. Z impetem rzuciłam się na łóżko, przełykając gorzkie łzy. Co jeśli skończy się to tak jak ostatnim razem? Albo jeszcze gorzej? Co jeśli oberwie Claire?
Zapatrzyłam się w niebo jakby utkane z chmur, które co rusz zasłaniały pulchny księżyc.
            Nie mam pojęcia co mnie obudziło. Może hałas dobiegający z dołu albo kłujący ból karku. Nieważne. Dźwignęłam się z niewygodnej pozycji i poszłam do łazienki. Związałam włosy w niezgrabny koczek, przygotowałam sobie ubrania i skoczyłam pod prysznic.
Starałam się spłukać z siebie zapach potu i dezodorantu Harrego, który jakimś cudem zalęgnął na moim ciele. Ubrałam czarną spódniczkę i crop top z napisem Oops!, który swobodnie ukazywał mój brzuszek. Wciągnęłam na nogi moje puchate, różowe kapcie i zeszłam na dół. Od razu poczułam pyszną woń jajecznicy. Podeszłam do mamy, która właśnie zalewała herbatę i ucałowałam ją w policzek. Ku mojemu zdziwieniu, Harrego jeszcze nie było.
-Uhm…- Zaczęłam, chwytając nadgryzionego croissanta.- Gdzie Harry?- Mama spojrzała na mnie znad okularów, obwodzonych kocimi oprawkami.
-Kiedy do niego zaglądałam spał. Możesz pójść go obudzić.- Widząc wyraz mojej twarzy szybko dodała:
-Spokojnie opowiadałam mu już o tobie. Powinniście się poznać, to naprawdę uroczy chłopak, tylko ma problemy.- Oj tak. Zgadzam się. Duże problemy. Niechętnie powlokłam się do góry, postanawiając nie mówić mamie o nocnym spotkaniu. Nie chciałam jej denerwować, mimo że teraz musiałam wkroczyć na zakazane terytorium.
Zapukałam kilka razy, dla pewności wstrzymując oddech i nasłuchując. Delikatnie pchnęłam drzwi i wkroczyłam do środka. Harry leżał z nogami na poduszkach, otulony białą pościelą.
-Harry?- Mimo strachu podeszłam bliżej potrząsając łagodnie jego ramieniem. Pogłaskałam jego przyodzianą tatuażami skórę, czując opanowujące mnie dreszcze. Zauważyłam zmiętą kartkę papieru, którą ściskał kurczowo w dłoni. Powoli wyciągnęłam rękę w jej kierunku, lecz zatrzymały mnie szeroko otwarte oczy chłopaka. Odskoczyłam od łóżka i wydukałam kilka słów przeprosin. Harry wciąż na mnie patrzył zakładając ręce za głowę. Zaprosiłam go na dół na śniadanie i zbiegłam na dół.
-Wszystko w porządku?- Usłyszałam mamę. Pokiwałam głową, przeganiając chęć wybuchnięcia histerycznym śmiechem.
-W jak najlepszym. Harry zaraz zejdzie.- Otrzymałam szczery uśmiech.
-Dobrze. Możesz usiąść już do stołu, przyniosę herbatę.- Chwyciłam pełnoziarnistą bułkę i posmarowałam ją grubą ilością masła. Następnie posypałam przysmak szczypiorkiem i dodałam kapkę soli. Dokładnie tak jak lubię.
-O Harry, dzień dobry. Siadaj kochanie do stołu, za moment przyjdę.- Wygruchała mama na widok chłopaka.
Podniosłam wzrok i uprzejmie skinęłam mu głową. Nie odpowiedział. I kij ci w oko.
Usiadł naprzeciwko mnie. Zakłopotany omiótł rozproszonym spojrzeniem stół i wbił wzrok w moją kanapkę. Odwróciłam wzrok, modląc się by nic nie spadło mi na spódnicę. Żułam w milczeniu, gapiąc się na kryształowy jadalniany żyrandol, jakby niespodziewanie mnie zainteresował. Po chwili dałam sobie za wygraną i zerknęłam na chłopaka. Jadł właśnie identyczną kanapkę jak moja i patrzył w dokładnie to samo miejsce co ja.
-Okeeej…- Odetchnęłam cicho. Nagle dołączyła do nas mama.
-I jak kochanie, smakuje?- Harry niepewnie skinął głową, chwytając filiżankę podaną przez Claire.
-Potrzebujesz może czegoś?- Powiedziałem, że nie chce pomocy od ciebie. Nie potrzebuje nikogo. Rozumiesz? Mimowolnie skuliłam się czekając na wybuch. Zamiast tego usłyszałam spokojną odpowiedź, doprawioną słonecznym uśmiechem.
-Dziękuję.- Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, ale też pewną ulgą. Żadnego napadu. Żadnych kłótni. Jedliśmy w milczeniu, które przerywane było co chwile brzęknięciem szklanek czy widelców.
-Jo, muszę dzisiaj pojechać do Liverpoolu. Masz jakieś plany?- Nerwowo przełknęłam kanapkę kierując swoją uwagę na mamę.
-W sumie miała wpaść Perrie, ale zawsze mogę odwołać. Coś się stało?- Mama gwałtownie potrząsnęła głową, sprawiając że kilka kosmyków wysunęło się z jej warkocza.
-Papierkowe sprawy. Niestety wyjazd jest konieczny, ale nie powinno mi to długo zająć.- Nagle zawahała się jakby rozważając nad pewną myślą. Chrząknęła.- Mam do ciebie prośbę. Mogłabyś zostać dzisiaj z Harrym?- Zastygłam, rozchylając wargi w niedowierzaniu.- Oczywiście Perrie może do ciebie przyjść, założę się, że Harry chętnie ją pozna. Prawda?- Zwróciła się do chłopaka, który uprzejmie skinął głową, posyłając mi szczery uśmiech.
Nie, nie, nie! Nie zgadzam się, nie chce z nim zostać, to będzie katastrofa…
-Jasne.- Strzeliłam wymuszonym uśmiechem w kierunku Harrego. I dokładnie w tym momencie walnęłam się mentalnie w twarz.

            -Hmm…to co chcesz robić?- Zagadnęłam chłopaka, gdy zostaliśmy już sami. Spojrzał na mnie wzruszając ramionami.
-Zaraz przyjdzie twoja koleżanka Perrie, tak?
-Tak, powinna tutaj przyjść za lada moment.
-W takim razie ja się ulokuję u góry i trochę poczytam. Nie chce wam przeszkadzać.- Szybko, zbyt szybko, zaprzeczyłam jego słowom.
-Ależ nie będziesz nam zawadzał, zostań.- Harry najwyraźniej wyczuł kłamstwo, gdyż na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
-Chyba lepiej będę się czuł w pokoju. Jednakże dziękuję za zaproszenie.- Wycofał się z kuchni, lecz po chwili wrócił, zakładając ręce na piersi i nerwowo kołysząc się na nogach.
-Gdzie znajdę jakieś książki?- Zdziwiona zakrztusiłam się jogurtem i schyliłam się łapiąc hausty powietrza.
-Przeczytałeś już Gwiazd naszych wina?- Chłopak przytaknął, a ja ponownie kaszlnęłam zadając sobie miliardy dziwnych pytań.
-I co?- Zapytałam.- Podobało ci się?- Harry zignorował to pytanie.
-To gdzie znajdę te książki?- Wzruszyłam ramionami.
-Właściwie u nas nie ma zbyt wielu lektur. Korzystamy z biblioteki, jak będziesz chciał to mama ci pokaże gdzie to. Mamy dużo bajek i baśni, ale pewnie nie będzie cię to interesowało. -Ku mojemu zdziwieniu twarz Harrego rozpromieniła się.
-Macie takie rzeczy?- Uśmiechnęłam się.
-No jasne, ale same pospolite opowieści takie jak Kopciuszek, Jaś i Małgosia, Księżniczka na ziarnku grochu…- Harry skrzywił się i zakłopotany założył rękę za kark.
-Nie czytałem.
-No coś ty?- Wykrzyknęłam zdziwiona.- Jakim cudem?- Chłopak wyraźnie zirytowany zmierzwił swoje brązowe loki.
-Gdzie je znajdę?- Pospiesznie objaśniłam mu drogę, zmierzając w kierunku drzwi wejściowych. Właśnie dostałam smsa od Perrie.
P: Stoję pod drzwiami x
Chłopak szybko uciekł na górę, a ja popędziłam przywitać przyjaciółkę.
-No siemka Jo!- Perrie uwięziła mnie w niedźwiedzim uścisku, o który większość ludzi w życiu, by jej nie posądziła. Była drobną, szczupłą blondynką, a jej osobowość sprawiała, że ludzie wokół niej czuli się wyjątkowo. Nie sposób było jej nie lubić. Uśmiechnęła się, mierząc mnie intensywnym spojrzeniem.- Gdzie ten chłopak, który u was zamieszkał?
-Ach, Harry…- Zaczęłam.- Ulokował się na górze, czyta.- Dziewczyna podskoczyła zdziwiona.
-Czyta? To ktoś idealny dla ciebie Jo.- Zaśmiałam się odrobinę za głośno.
-Proszę cię. On jest stuknięty.- Perrie również zachichotała.
-Może twoja miłość go wyleczy…- Sprzedałam jej mocnego kuksańca i zaprosiłam do salonu, gdzie mogłyśmy posadzić tyłki na miękkiej kanapie.
-Jasne. O ile wcześniej mnie nie zabije.
-Weź przestań. Przystojny jest? Już to widzę. Słodka pomocna dziewczyna i niebezpieczny, chory psychicznie chłopak,  posłusznie podążający za nią wyboistą ścieżką miłości, która jest jedyną drogą do jego wybawienia.- Włączyłam telewizor.
-Słabe.
-Daj spokój Jo. Pytam poważnie.- Wyszczerzyłam się.
-Spokojnie Perrie, możesz go sobie wziąć. Ani trochę mi się nie podoba.- Przyjaciółka ochoczo odwzajemniła mój uśmiech.
-Zobaczymy. Jeszcze go nie widziałam. Chociaż i tak nie jestem zainteresowana.- Zaśmiałam się.
-A właśnie. Jak tam z Zaynem?- Perrie ukradła mi pilota i włączyła Mtv.
-Gra i huczy. Dosłownie. Ich zespół rozkręca się, właściwie trochę za bardzo. Nie ma dla mnie praktycznie czasu.
-To może dołącz do zespołu. Masz niebiański głos, na pewno cię przyjmą.- Dziewczyna potargała sobie włosy i powiedziała niskim głosem.
-Nie da rady, mała. To boysband, tylko faceci.- Poprawiłam poduszkę, która boleśnie wżynała mi się w plecy.
-Może zmień płeć?
-Zaproponowałam im to, ale Zayn powiedział, że nie chce być gejem.- Roześmiałam się.
-No chyba, że…- Nagle rozległ się dźwięk kroków na schodach i do salonu wszedł podekscytowany Harry. Trzymał w dłoni książkę z porcelanową lalką na okładce. Ach, Księżniczka na ziarnku grochu.
-Hej Jo.- Zawołał.- Przeczytałem wszystkie baśnie, które były na tej półce, macie coś jeszcze?- Jego policzki były zaróżowione, a włosy z tyłu sterczały w różnych kierunkach. Zerknął na Perrie i mrugnął do niej.
-Cześć. Jestem Harry.- Wyciągnął dłoń chcąc uścisnąć jej rękę. Przyjaciółka ochoczo przedstawiła się i zaprosiła chłopaka na kanapę. Tym razem nie odmówił i usiadł pomiędzy nas.
-No więc jak ci się mieszka w Holmes Chapel?- Zagadała go Perrie. Harry uśmiechnął się zawadiacko, błyskając białymi zębami.
-W porządku. Nie miałem okazji jeszcze się rozejrzeć, ale myślę, że w najbliższym czasie to zrobię. Wiesz…-Chłopak przesunął się bliżej niej, automatycznie oddalając się ode mnie.- Mogłabyś mi pokazać co nieco.- Pogładził wewnętrzną stronę jej uda.- O ile to nie problem.- Nie wierzę. Zszokowana wbiłam się głębiej w swoje siedzenie obserwując reakcję przyjaciółki. Zauważyłam, że, o rany, zrobiło to na niej wrażenie. Wbiła wzrok w swoje paznokcie kontynuując rozmowę.
-Jest coś konkretnego co chciałbyś zobaczyć?- Jeszcze raz: o rany. Czułam się jak intruz. Pomijając fakt, że byłam w swoim domu. I to, że Perrie ma chłopaka, a swawolnie flirtuje sobie z Harrym. Chłopak nachylił się ku niej, szepcąc jej coś do ucha. Dziewczyna mimowolnie rozszerzyła oczy i odsunęła się od niego wysilając się na uśmiech. Nagle zwróciła się do mnie, szybko wstając.
-Przepraszam Jo, ale muszę lecieć. Zapomniałam…czegoś. Przepraszam.- Jąkała się pospiesznie zbierając swoje rzeczy i kierując się do wyjścia. Poszłam za nią i położyłam rękę na jej ramieniu.
-Perrie.- Syknęłam.- Co to do cholery było?- Przyjaciółka uparcie milczała. Po chwili jednak wzięła głęboki oddech i spojrzała mi prosto w oczy.
-Harry jest naprawdę…wow.- Zmarszczyłam brwi.
-Co rozumiesz przez słowo „wow”?
-Matko, Jo! Jakim cudem on jeszcze nie zaciągnął cię do łóżka. Gdyby nie twoja obecność, to…- Nie skończyła, ponieważ przerwał jej mój nagły atak śmiechu.
-Mówimy o chłopaku, który ma zaburzenia afektywne i w jednej sekundzie zachowuje się jak dzikus, a w drugiej jak rozkoszny szczeniaczek. Jednak w życiu nie powiedziałabym, żeby Harry był pociągający.- Zastanowiłam się.- To znaczy jest przystojny, nie mogę zaprzeczyć, ale zdążyłam poznać już jego naturę. On jest chory, a jego zachowania nieprzemyślane.- Perrie wyszczerzyła do mnie zęby i poklepała mnie przyjacielsko po plecach.
-Wiesz co kochanie? Jeśli zrobiłby z tobą chociaż ułamek tego, co zaproponował mi na ucho, to byś myślała zupełnie inaczej.- Zmrużyłam oczy. Jakim cudem w ciągu niecałej minuty omamił moją przyjaciółkę?
-Więc dlaczego mu się nie poddałaś?- Perrie nacisnęła klamkę i ucałowała mnie w policzek.
-Bo ja mam chłopaka i nie chce go stracić, bo go kocham. A ty masz super-ekstra napalonego faceta u siebie w mieszkaniu i nie masz nic do stracenia.

Obserwatorzy