sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział III



Pożegnałam się z Perrie i wróciłam do salonu, zastając jeszcze rozwalonego na kanapie Harrego. Chłopak podniósł na mnie oczy i zachichotał.
-Chyba nie zapowiadali burzy na dzisiaj?
-Co?- Odburknęłam.
-Czuję się jakbyś miotała we mnie piorunami. Albo zaklęciami. Oczywiście typu: „Avada Kedavra” albo „Cruciatus”.- Spojrzałam na niego z wyrzutem.
-Co jej powiedziałeś?
-Komu?- Zapytał głupio Harry. Oczywiście wiedział o kogo chodzi.
-Nie zgrywaj kretyna.- Chłopak zaśmiał się zasłaniając dłonią usta.
-Ho, ho, ho. Czyżbym cię zdenerwował?- Prychnęłam.
-Nie, jestem tylko ciekawa.- Harry podniósł się z leżanki i rzucił mi mój telefon, który leżał na stoliku.
-Twoja mama przysłała smsa. Masz zajrzeć do jakiejś sąsiadki.
-Odczytałeś wiadomość skierowaną do mnie?- Warknęłam. Przegiął.
-Tak właściwie…- Zaczął patrząc na swoje paznokcie.- Przejrzałem galerię, muzykę i rozmowy.- Przyjrzał mi się badawczo.- W życiu nie powiedziałbym, że słuchasz Metalliki.- Nie. Dokładnie teraz przegiął. Zignorowałam fakt, że jest chory na dekiel i rzuciłam się na niego z poduszką w dłoni. Wykorzystałam moment zaskoczenia i uderzyłam go prosto w jego bujną czuprynę z głośnym, bojowym okrzykiem. Harry chwycił mnie za nadgarstek, jednym ruchem przewracając na miękką kanapę.
-Ugh.- Jęknęłam. Chłopak otrzepał dłonie i założył je sobie na piersi.
-Skończyłaś?- Pokiwałam głową. Właściwie nadal byłam wściekła, lecz ten mały pokaz siły, przypomniał mi, kto tutaj jest agresorem. Podniosłam się i z zażenowaniem minęłam Harrego, chwytając klucze leżące na stoliku.
-Idziesz ze mną.-Oznajmiłam. Chłopak posłusznie ruszył za mną do korytarza, gdzie w milczeniu wciągnęliśmy na stopy buty. Ja- słodkie, koronkowe baleriny, on- brudne, pokiereszowane trampki. Razem ruszyliśmy do domu pani Tomlinson, starszawej sąsiadki, która mieszkała razem z wnukiem Louisem. Tak się złożyło, że Louis gra razem z Zaynem w zespole One Direction, które cieszy się w okolicach dobrą sławą. Niestety chłopak wyjechał na kilka dni i to na nas spadł obowiązek opieki nad staruszką. Lubiłam ją, więc właściwie nie przeszkadzało mi to. Przeszkadzał mi tylko fakt, że towarzyszył mi Harry, ale nie mogłam go zostawić samego. Zapukałam do frontowych drzwi, małego przytulnego domku. Po chwili rozległ się odgłos tłuczącego się szkła i kilku przekleństw. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Josephine!- Wykrzyknęła pani Tomlinson na mój widok.- Miło, że wpadłaś. Proszę zapraszam. A kim jest twój przyjaciel?- „Mój przyjaciel” podszedł do staruszki z niespodziewaną galanterią ujmując jej dłoń i nakrywając swoją.
-Harry Styles, proszę pani. Ma pani niesamowite mieszkanie.- Dodał, gdy zbliżyliśmy się do salonu, gdzie znajdował się ogromny kominek, kilka mebli i mnóstwo roślin.
-Dziękuję kochanie.- Odparła kobieta kładąc mu rękę na policzku.- Mimo, że mówisz to tylko z uprzejmości. Każdy uważa, że mam tutaj za dużo „badyli”.- Powiedziała wskazując na kwiaty.- Nawet Lou, ale on ma zbyt złote serduszko, żebym mogła go za to uderzyć.- Zachichotała. Harry odpowiedział jej szerokim uśmiechem.
-Lubię agresywne kobiety.- Powiedział. Szybko zdzieliłam go w ramię, nie wierząc w to co właśnie usłyszałam. Na szczęście staruszka wybuchnęła gromkim śmiechem.
-Harry, jesteś przeuroczy. Miło, że Josephine znalazła sobie takiego przyjaciela.
-Tak.- Odrzekł chłopak spoglądając na mnie.- To będzie piękna przyjaźń.- Naburmuszyłam się i pokazałam mu środkowy palec w chwili, gdy pani Tomlinson przecierała chusteczką okulary.
-Pani pozwoli, że ja to zrobię.- Powiedział Harry, ignorując mój gest. Przejął poniszczone szkła i pocierając o swoją bluzę zaczął je czyścić. Po kilku sekundach przyjrzał się im z aprobatą kiwając głową.-Idealnie.- Przysunął się do staruszki odrobinę za blisko niż wymagałaby tego etykieta, wsuwając okulary na jej malutki nosek. Odsunął z jej czoła siwy kosmyk i musnął dłonią jej policzek.
-Jest dobrze?- Wyszeptał. Pani Tomlinson przekrzywiła głowę, patrząc zagadkowo na Harrego. Uśmiechnęła się i ucałowała go w policzek.
-Bardzo dobrze. Nie mam zielonego pojęcia co kombinujesz młodzieńcze, ale odsuń się troszeczkę ode mnie. Mam problemy z oddychaniem.- Chłopak zachichotał.
-Miło widzieć, że ktoś nie może złapać przeze mnie powietrza. Szczególnie taka urodziwa kobieta jak pani.- Staruszka zaśmiała się trącając go w nos.
-Człowiek nie może mówić tylu miłych rzeczy i jednocześnie prawdy.- Przeniosła wzrok na mnie i spoważniała.- Jo, uważaj na tego lowelasa. Czuję, że jeszcze będą z nim kłopoty.
-Jakbym tego nie wiedziała.- Mruknęłam. Wypiliśmy obowiązkową herbatę i po czułym pożegnaniu z panią Tomlinson (Harry nawet przesadził z tą czułością) ruszyliśmy w kierunku domu. Oczywiście nie mogłam się nie odezwać.
-Na czym polega twój problem Harry?- Chłopak zerknął na mnie z ukosa, zakładając na bujne loki kaptur.
-Mam mnóstwo problemów. Nie wiem, o który pytasz.
-O ten z nałogowym flirtowaniem z wszystkimi kobietami, które się napatoczą.- Poczułam kropelkę deszczu na swoim nosie. Nie no, super.
-Nie flirtuję ze wszystkimi kobietami.- Odezwał się Harry. Wybuchnęłam śmiechem.
-W ogóle. Podrywałeś dzisiaj każdą kobietę, z którą rozmawiałeś.- Chłopak obruszył się.
-Nieprawda. Ciebie i Claire nie zaczepiałem. Poza tym na Claire nie działają moje uroki. A ty…- Zaczął poprawiając kaptur, który zsuwał mu się z głowy przez chłodny wiatr.
-A ja co?
-Nie chce ciebie podrywać.
-Dlaczego?- Harry uśmiechnął się, przez co znów mogłam podziwiać jego dołeczki.
-A chcesz być przeze mnie podrywana?- Zaperzyłam się.
-Nie. Absolutnie, nie. Chce wiedzieć tylko dlaczego.- Chłopak nagle przystanął łapiąc mnie za rękę.
-Bo chronię cię przede mną.- Powstrzymałam wybuch śmiechu i wybałuszyłam na niego oczy.
-Jakże to bohaterskie z twojej strony. A co takiego możesz mi zrobić?- Zapytałam wraz z nagłym przypływem brawury.
-Nie co ja mogę zrobić, a co ty możesz zrobić.- Przewróciłam oczami i westchnęłam.
-Dobra jeszcze raz. Co takiego ja mogę zrobić?- Harry ujął kosmyk moich włosów, dołączając go do koczka. Był już całkowicie zniszczony przez deszcz, więc w sumie nie robiło to wielkiej różnicy. Chłopak obdarzył mnie hipnotyzującym spojrzeniem i wyszeptał:
-Możesz się we mnie zakochać.




 -Matko święta jesteście cali przemoczeni. Biegiem rozbierać się, zanim nachlapiecie na dywan!- Krzyki mojej mamy niosły się echem po mieszkaniu. Normalnie zaczęłabym się śmiać, ale jakoś nie było mi do śmiechu.

 -Co takiego ja mogę zrobić?
- Możesz się we mnie zakochać.
  
Słysząc jego odpowiedź wybuchnęłam śmiechem kręcąc głową w niedowierzaniu.
-Nie mówisz chyba poważnie.- Harry spojrzał na mnie krzywiąc się z niesmakiem.
-Jak na chorego umysłowo wariata? Tak, mówiłem całkiem poważnie.- To spotęgowało napięcie, więc wybuchnęłam jeszcze większą salwą śmiechu. Kiedy wreszcie się uspokoiłam, spojrzałam na niego, ocierając twarz z kropel deszczu.
-Nie masz na co liczyć.- Odparłam. Chłopak uniósł wysoko brwi.
-To wyzwanie?- Wzruszyłam ramionami i ruszyłam pędem do domu.
Nawet gdy siedziałam już w swoim pokoju nie mogłam opanować drżenia.
Czy on mówił poważnie? Położyłam się na łóżku i przytuliłam pękatą poduszkę do piersi. Co w nim może mi się podobać?
Zamknęłam oczy i zaczęłam wizualizować. Wyobraziłam sobie postać Harrego, z potarganymi ciemnymi lokami, opadającymi w nieładzie na chmurne, zielone oczy. I ten uśmiech. Tak, ten szeroki uśmiech, ukazujący ładne równiuśkie zęby. I jego policzki. I te  dołeczki, których w duchu zazdroszczę. Lubię jak je pokazuje. Wygląda wtedy na szczęśliwego. Podobają mi się jego tatuaże. Jestem ciekawa, co każdy jeden może oznaczać. Podoba mi się też jego chód. Nie ma w nim nic wymuszonego. Jest taki…luźny. Co jest dziwne jak na człowieka, który wiele przeszedł. Jednak chyba najbardziej intryguje mnie jego aura tajemniczości. Praktycznie niczego o nim nie wiem. Może to sprawia, że jest taki pociągający.
Nagle moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. W uchylonych drzwiach ukazała się głowa mojej mamy.
-Jo, może chciałabyś obejrzeć z Harrym jakiś film?- Wzruszyłam ramionami.
-Sam nie może obejrzeć? Albo z tobą? Cały dzień z nim spędziłam.- Mama zniżyła swój głos do szeptu, odgarniając włosy z twarzy.
-Zaproponowałam mu swoje towarzystwo, ale on zapytał czy nie mógłby obejrzeć go z tobą.- Zaskoczona podniosłam się z łóżka.
-Serio?- Tym razem to Claire wzruszyła ramionami.
-Najwyraźniej cię polubił. To jak?- Uśmiechnęła się do mnie promiennie, zagryzając dolną wargę.
-Już idę.- Mama klasnęła w dłonie.
-Świetnie. Macie tam przygotowany popcorn, w razie czego wołajcie, będę z Kateriną na  zewnątrz.- Katerina to najlepsza przyjaciółka mamy. Często spotykają się na kawę i wymieniają plotkami na naszym tarasie. Teraz siedziały nad jakimiś ślubnymi papierami, ponieważ za jakieś dwa tygodnie Kate wychodzi za mąż. Skinęłam głową i powlokłam się na dół. Harry już siedział na kanapie, przeglądając pudełka z filmami.
-Cieszę się, że przyszłaś Jo.- Powiedział obdarzając mnie uśmiechem. Ugh. Znowu te dołeczki.
-Jasne. Co chcesz obejrzeć?- Chłopak wzruszył ramionami pakując garść popcornu do ust. Szybko przeżuł smakołyk, przy okazji wycierając tłuste palce o kanapę. Skrzywiłam się.
-Nie wiem, niczego nie kojarzę, ani nie oglądałem. Co polecasz?- Zapytał. Zajrzałam mu przez ramię czując lekki zapach dezodorantu. Same słabe komedie, horrory i bajki. Tak, filmy też wypożyczamy.
-Komedie nie są zbyt ciekawe. Horrorów z natury nie lubię, więc wybacz, ale ze mną nigdy tego nie obejrzysz. A bajki wszystkie są fajne, jednak jesteśmy odrobinę za starzy na takie rzeczy.- Harry wybrał pudełko z trzema płytami i obrazkiem lwa na okładce.
-Możemy to obejrzeć?- Zachichotałam.
-Króla lwa?- Chłopak skinął głową i delikatnie wyciągnął pierwszą płytę. Wciąż się śmiejąc włożyłam płytę do DVD, chwyciłam pilota i usiadłam na kanapie. Wokół panowała ciemność i jedynie ekran telewizora oraz światła uliczne sprawiły, że widzieliśmy cokolwiek.
-Seans czas zacząć.- Odparłam i poprawiłam się na siedzeniu, drugą ręką sięgając po popcorn. Dokładnie w tym samym momencie dłoń Harrego wystrzeliła po smakołyk, przez co nasze palce musnęły się. Jak oparzona cofnęłam rękę i schowałam ją pod nogami, wciąż czując przyjemne mrowienie. Potrząsnęłam nią chcąc pozbyć się niechcianego odczucia.
Cholera. Jak w jakimś zjebanym, melodramatycznym filmie.
W ciszy oglądaliśmy film, od czasu do czasu zagłuszając dialogi postaci chrupaniem popcornu. Oczywiście ja obserwowałam kiedy mogę po niego sięgnąć.
Po jakimś czasie zerknęłam na Harrego. Z uwagą śledził fabułę filmu, a na jego twarzy w zależności od sytuacji odzwierciedlały się różne emocje. Zaśmiałam się w duchu. Jak miło.
Po jakimś czasie rozległ się głos chłopaka.
-Ta Nala to niezła laska. Na miejscu Simby bym ją wyrwał.- Uśmiechnęłam się.
-Poczekaj jakieś 40 minut. Simba to nie tylko król dżungli, z tego co wiem, jest też królem podrywu.- Harry potrząsnął głową.
-Ta posada jest już zajęta.
-Niby przez kogo?
-Przeze mnie.
-Ha!- Wróciłam wzrokiem do ekranu powstrzymując śmiech. Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, więc wskazałam palcem na telewizor.
-Oglądaj, bo wyłączę.- Harry posłusznie wrócił do filmu, uprzednio odkładając pustą miskę na stół. Przez jakiś czas ponownie zapanowała między nami cisza, dopóki Harry nie pociągnął nosem, na scenie śmierci Mufasy.
-Czy ty płaczesz?- Zapytałam. Harry spojrzał na mnie skrzywiony.
-Nie, kurwa. Wpadło mi coś do oka.- Chłopak pospiesznie otarł twarz, wciąż badawczo mi się przyglądając.- Nie rozumiem, jak do cholery, możesz nie mieć nawet załzawionych oczu.- Wzruszyłam ramionami.
-Oglądałam to mnóstwo razy, ale nie martw się, płakałam dużo wylewniej niż ty.- Zapewniłam.- Ale miałam wtedy jakieś sześć lat. Za to ja nie rozumiem jakim cudem nie oglądałeś takich rzeczy w dzieciństwie.- Harry otarł dłonią kark i położył ją z powrotem na podciągnięte kolano.
-Kiedy ja miałem sześć lat, to zamykano mnie w zarzyganej łazience, o chlebie i wodzie. Sama sobie odpowiedz na to pytanie.- Zszokowana zakryłam usta, czując ucisk w dołku.
-Harry, ja…przepraszam, nie chciałam, naprawdę nie wiedziałam.- Uciszył mnie machnięciem ręki.
-Zamknij się, oglądam.- Zgodnie z poleceniem ucichłam i próbowałam skupić się na filmie.
Nie wychodziło mi to najlepiej i zamiast tego, wyobrażałam sobie sześcioletniego, zapłakanego Harrego, który malutkimi piąstkami uderza w podrapane drzwi łazienki, wołając o pomoc. Dużo słyszałam o przemocy w rodzinie, ale nigdy nie miałam styczności z ludźmi, którzy przez to przeszli. Mogłam teraz zrozumieć, dlaczego tak się zachowuje. Na usta cisnęło mi się wiele pytań, jednak szybko je powstrzymałam, besztając się w myślach. Trochę empatii Jo.
Kiedy film wreszcie się skończył zapaliliśmy światło i mrużąc oczy ogarnęliśmy salon do porządku.
-To co oglądamy jutro?- Zapytał Harry.
-Nie wiem, co będziesz chciał. Król lew się podobał?
-Nawet bardzo.- Uśmiechnęłam się.
-W takim razie jutro obejrzymy Zakochanego kundla.
-Jeśli Zakochany kundel jest tak zajebisty jak Król lew to chętnie.- Żachnęłam się.
-Obiecuję, że nadrobimy wszystkie bajki, które wpadną nam w ręce. Mamy całe wakacje.- Chłopak ucieszył się i chwycił miskę po popcornie. Szybko wyrwałam mu ją z rąk.
-Spokojnie ja posprzątam.- Powiedziałam. Harry minął mnie i udał się do kuchni. Poszłam za nim i wsadziłam tłuste naczynie pod gorącą wodę. Trochę za gorącą.
-Kurwa!- Wrzasnęłam odskakując od zlewu. Harry błyskawicznie znalazł się obok mnie i chwycił mnie za oparzoną dłoń. Ignorując moje protesty, dokładnie ją obejrzał gładząc przy okazji moją skórę. Miał zimne dłonie, które kojąco wpływały na podrażnioną skórę.
-Harry jest w porządku. To była tylko gorąca woda, nie wrzątek.- Chłopak podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Na pewno?- Przytaknęłam. Harry jeszcze przez chwilę mi się przyglądał, po czym uniósł moją dłoń do ust i delikatnie ucałował. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, czując przeskakujący między nami prąd. Liczyły się tylko jego hipnotyzujące zielone oczy i błąkający się, melancholijny uśmiech. Spuściłam głowę i odpowiedziałam uśmiechem. Szybko odwróciłam się na pięcie, porzucając brudne naczynia, gorącą wodę i…Harrego.
Pobiegłam do pokoju, myśląc nad swoją reakcją. Opanuj się Jo. Znasz chłopaka tylko dwa dni. Nie istnieje miłość od pierwszego wejrzenia. Zaczynając od tego, że pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Zgadzam się, jest pociągający, ale to wszystko. Wysłałam smsa do Perrie.

Jo: Siemka, żyjesz? x

Po chwili uzyskałam odpowiedź.

Perrie: Dla ciebie zawsze. Co jest?

Jo: Masz ochotę wyjść się przejść?

Perrie: Ej, jest po 23:00.

Jo: Przeszkadza ci to?

Perrie: Będę za dziesięć minut. xx





Wyciągnęłam z szafki paczkę papierosów, zapalniczkę i czarny sweterek. Już nie padało, ale wiał zimny wiatr, który z pewnością będzie upierdliwy. Na palcach zeszłam na dół, starając się nie szeleścić pękiem kluczy. Wymknęłam się na zewnątrz, wstrzymując oddech i nasłuchując odgłosów z domu. Idealna cisza. Odeszłam trochę od drzwi, spoglądając na okno mamy. Zgaszone. W sumie jak zwykle. Ta kobieta, gdyby mogła to chodziłaby spać o 19:00.
Odruchowo spojrzałam w okno Harrego. Również zgaszone. Kamień z serca. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w kierunku domu Perrie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witamy III rozdział.
Mam nadzieję, że spełniam Wasze oczekiwania i Was nie zawodzę.
Chciałabym podziękować za wszystkie komentarze, dzięki Wam chodzę teraz z bananem na ryju.
Mega, maxxx Was kocham Misie. xx
Chciałabym też o coś poprosić.
Dopiero zaczynam i przydałoby mi się wsparcie w postaci "rozsławienia" tego ff.
Zależy mi na tym, by moja praca stała się bardziej uznana, nawet jeśli to czysta przyjemność. :)
Zamierzam również założyć zakładkę z nagłówkiem "Polecane blogi".
Jeśli piszecie jakieś fanfiction, to napiszcie w komentarzu, chętnie Was wesprę.
Jeszcze jedna informacja. Jutro wyjeżdżam do internatu, gdzie niestety nie ma wifi,
a do domu wracam z dwa tygodnie. Mimo tego postaram się opublikować nowy rozdział szybciej,
nawet jeśli powinnam się zająć szkołą (czyt. anatomią, fizjologią, rozrodem etc. haha).
Jeszcze raz Wam dziękuję i komentujcie!
Serio, to silnie na mnie działa i daje kopa. Buziaki xx 

piątek, 29 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ II



Zgasiłam światło i schodami udałam się do pokoju dla gości.
Co mi odbiło? Wiem, wypiłam trochę za dużo, język mi się plącze, a podłoga chybocze, ale nie jestem aż tak pijana, żeby miziać się z nowo poznanym, chorym psychicznie facetem.
Prawda?
Ścisnęłam talerzyk z kanapką, który dzierżyłam w dłoni i zapukałam do pokoju Harrego. Nie odpowiadał, więc nacisnęłam klamkę i wkroczyłam do ciemnego pomieszczenia.
Chłopak siedział przy oknie i oświetlał książkę jedynie światłem ze świecy.
Jego długie rzęsy kładły cień na stronnice lektury, on sam zaś zmarszczył czoło w wyraźnym skupieniu. Po chwili podniósł wzrok i gestem zawołał mnie bliżej. Odłożyłam naczynie i zbliżyłam się, siląc się na uprzejmy uśmiech.
-Co czytasz?- Harry potrząsnął zdrętwiałą nogą i skrzywił usta w grymasie.
-Coś co mi dała Claire.- Uniósł książkę, pozwalając mi zerknąć na okładkę. Powstrzymałam śmiech, który uwiązł gdzieś w mojej krtani. Chrząknęłam.
-Gwiazd naszych wina?
-Czytałaś?- Zachichotałam.
-Milion razy. Podoba ci się?- Harry wzruszył ramionami.
-Dopiero zacząłem, ale zapowiada się nieźle.- Uśmiechnęłam się i nie wiedząc co odpowiedzieć stałam, głupio na niego patrząc. Ofuknęłam się w myślach. „Ogarnij się! Gapisz się na niego jak ciele na malowane wrota”.
-Zapalić ci może światło?- Zapytałam pospiesznie. Harry przyjrzał mi się badawczo.
-Świeca jest dobra. W domu zawsze czytałem przy świecy.- Moja ręka zawisła nad lampką, którą zamierzałam włączyć.
-Wiesz to nie problem, jeśli będziesz chciał…- Nagle chłopak wstał. Płomień świecy lekko zadrgał, a książka wylądowała na podłodze, wydając głuchy plask.
-Powiedziałem, że nie chce pomocy od ciebie. Nie potrzebuje nikogo. Rozumiesz?- Przerażona skinęłam głową. Nie mogłam teraz wykonać żadnego gwałtownego ruchu, który mógłby sprowokować go do ataku.

Staliśmy tak bez ruchu,  czekając kto wykona pierwszy krok. Moja klatka piersiowa poruszała się niespokojnie, jakby serce waliło w ściany i próbowało się stamtąd wydostać. Bez paniki
Może mama usłyszała hałas i przybiegnie.
-Na co kurwa czekasz?- Usłyszałam. Spuściłam wzrok, starając się uniknąć jego spojrzenia. Zaatakuje mnie? Wyżyje się na mnie? Zagryzłam policzek, czując rozlewający się metaliczny smak na czubku języka. Harry podszedł bliżej, rzucając co krok przekleństwem. Nagle stanął.
-Głucha jesteś? Wypierdalaj stąd.- Wzdrygnęłam się, czując jak mój brzuch przekręcił się o 180 stopni. Czym prędzej odwróciłam się, w biegu łapiąc przerażające spojrzenie Harrego.
Jak mogłam myśleć o tym, że jest pociągający? Jak mogłam chcieć go pocałować?
Zatrzasnęłam drzwi od swojego pokoju, głośno zasuwając zamek. Hałasem mogłam obudzić mamę, ale właściwie nie przeszkadzało mi to. Powinna teraz tam pójść i ogarnąć tego chłopaka. Z impetem rzuciłam się na łóżko, przełykając gorzkie łzy. Co jeśli skończy się to tak jak ostatnim razem? Albo jeszcze gorzej? Co jeśli oberwie Claire?
Zapatrzyłam się w niebo jakby utkane z chmur, które co rusz zasłaniały pulchny księżyc.
            Nie mam pojęcia co mnie obudziło. Może hałas dobiegający z dołu albo kłujący ból karku. Nieważne. Dźwignęłam się z niewygodnej pozycji i poszłam do łazienki. Związałam włosy w niezgrabny koczek, przygotowałam sobie ubrania i skoczyłam pod prysznic.
Starałam się spłukać z siebie zapach potu i dezodorantu Harrego, który jakimś cudem zalęgnął na moim ciele. Ubrałam czarną spódniczkę i crop top z napisem Oops!, który swobodnie ukazywał mój brzuszek. Wciągnęłam na nogi moje puchate, różowe kapcie i zeszłam na dół. Od razu poczułam pyszną woń jajecznicy. Podeszłam do mamy, która właśnie zalewała herbatę i ucałowałam ją w policzek. Ku mojemu zdziwieniu, Harrego jeszcze nie było.
-Uhm…- Zaczęłam, chwytając nadgryzionego croissanta.- Gdzie Harry?- Mama spojrzała na mnie znad okularów, obwodzonych kocimi oprawkami.
-Kiedy do niego zaglądałam spał. Możesz pójść go obudzić.- Widząc wyraz mojej twarzy szybko dodała:
-Spokojnie opowiadałam mu już o tobie. Powinniście się poznać, to naprawdę uroczy chłopak, tylko ma problemy.- Oj tak. Zgadzam się. Duże problemy. Niechętnie powlokłam się do góry, postanawiając nie mówić mamie o nocnym spotkaniu. Nie chciałam jej denerwować, mimo że teraz musiałam wkroczyć na zakazane terytorium.
Zapukałam kilka razy, dla pewności wstrzymując oddech i nasłuchując. Delikatnie pchnęłam drzwi i wkroczyłam do środka. Harry leżał z nogami na poduszkach, otulony białą pościelą.
-Harry?- Mimo strachu podeszłam bliżej potrząsając łagodnie jego ramieniem. Pogłaskałam jego przyodzianą tatuażami skórę, czując opanowujące mnie dreszcze. Zauważyłam zmiętą kartkę papieru, którą ściskał kurczowo w dłoni. Powoli wyciągnęłam rękę w jej kierunku, lecz zatrzymały mnie szeroko otwarte oczy chłopaka. Odskoczyłam od łóżka i wydukałam kilka słów przeprosin. Harry wciąż na mnie patrzył zakładając ręce za głowę. Zaprosiłam go na dół na śniadanie i zbiegłam na dół.
-Wszystko w porządku?- Usłyszałam mamę. Pokiwałam głową, przeganiając chęć wybuchnięcia histerycznym śmiechem.
-W jak najlepszym. Harry zaraz zejdzie.- Otrzymałam szczery uśmiech.
-Dobrze. Możesz usiąść już do stołu, przyniosę herbatę.- Chwyciłam pełnoziarnistą bułkę i posmarowałam ją grubą ilością masła. Następnie posypałam przysmak szczypiorkiem i dodałam kapkę soli. Dokładnie tak jak lubię.
-O Harry, dzień dobry. Siadaj kochanie do stołu, za moment przyjdę.- Wygruchała mama na widok chłopaka.
Podniosłam wzrok i uprzejmie skinęłam mu głową. Nie odpowiedział. I kij ci w oko.
Usiadł naprzeciwko mnie. Zakłopotany omiótł rozproszonym spojrzeniem stół i wbił wzrok w moją kanapkę. Odwróciłam wzrok, modląc się by nic nie spadło mi na spódnicę. Żułam w milczeniu, gapiąc się na kryształowy jadalniany żyrandol, jakby niespodziewanie mnie zainteresował. Po chwili dałam sobie za wygraną i zerknęłam na chłopaka. Jadł właśnie identyczną kanapkę jak moja i patrzył w dokładnie to samo miejsce co ja.
-Okeeej…- Odetchnęłam cicho. Nagle dołączyła do nas mama.
-I jak kochanie, smakuje?- Harry niepewnie skinął głową, chwytając filiżankę podaną przez Claire.
-Potrzebujesz może czegoś?- Powiedziałem, że nie chce pomocy od ciebie. Nie potrzebuje nikogo. Rozumiesz? Mimowolnie skuliłam się czekając na wybuch. Zamiast tego usłyszałam spokojną odpowiedź, doprawioną słonecznym uśmiechem.
-Dziękuję.- Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, ale też pewną ulgą. Żadnego napadu. Żadnych kłótni. Jedliśmy w milczeniu, które przerywane było co chwile brzęknięciem szklanek czy widelców.
-Jo, muszę dzisiaj pojechać do Liverpoolu. Masz jakieś plany?- Nerwowo przełknęłam kanapkę kierując swoją uwagę na mamę.
-W sumie miała wpaść Perrie, ale zawsze mogę odwołać. Coś się stało?- Mama gwałtownie potrząsnęła głową, sprawiając że kilka kosmyków wysunęło się z jej warkocza.
-Papierkowe sprawy. Niestety wyjazd jest konieczny, ale nie powinno mi to długo zająć.- Nagle zawahała się jakby rozważając nad pewną myślą. Chrząknęła.- Mam do ciebie prośbę. Mogłabyś zostać dzisiaj z Harrym?- Zastygłam, rozchylając wargi w niedowierzaniu.- Oczywiście Perrie może do ciebie przyjść, założę się, że Harry chętnie ją pozna. Prawda?- Zwróciła się do chłopaka, który uprzejmie skinął głową, posyłając mi szczery uśmiech.
Nie, nie, nie! Nie zgadzam się, nie chce z nim zostać, to będzie katastrofa…
-Jasne.- Strzeliłam wymuszonym uśmiechem w kierunku Harrego. I dokładnie w tym momencie walnęłam się mentalnie w twarz.

            -Hmm…to co chcesz robić?- Zagadnęłam chłopaka, gdy zostaliśmy już sami. Spojrzał na mnie wzruszając ramionami.
-Zaraz przyjdzie twoja koleżanka Perrie, tak?
-Tak, powinna tutaj przyjść za lada moment.
-W takim razie ja się ulokuję u góry i trochę poczytam. Nie chce wam przeszkadzać.- Szybko, zbyt szybko, zaprzeczyłam jego słowom.
-Ależ nie będziesz nam zawadzał, zostań.- Harry najwyraźniej wyczuł kłamstwo, gdyż na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
-Chyba lepiej będę się czuł w pokoju. Jednakże dziękuję za zaproszenie.- Wycofał się z kuchni, lecz po chwili wrócił, zakładając ręce na piersi i nerwowo kołysząc się na nogach.
-Gdzie znajdę jakieś książki?- Zdziwiona zakrztusiłam się jogurtem i schyliłam się łapiąc hausty powietrza.
-Przeczytałeś już Gwiazd naszych wina?- Chłopak przytaknął, a ja ponownie kaszlnęłam zadając sobie miliardy dziwnych pytań.
-I co?- Zapytałam.- Podobało ci się?- Harry zignorował to pytanie.
-To gdzie znajdę te książki?- Wzruszyłam ramionami.
-Właściwie u nas nie ma zbyt wielu lektur. Korzystamy z biblioteki, jak będziesz chciał to mama ci pokaże gdzie to. Mamy dużo bajek i baśni, ale pewnie nie będzie cię to interesowało. -Ku mojemu zdziwieniu twarz Harrego rozpromieniła się.
-Macie takie rzeczy?- Uśmiechnęłam się.
-No jasne, ale same pospolite opowieści takie jak Kopciuszek, Jaś i Małgosia, Księżniczka na ziarnku grochu…- Harry skrzywił się i zakłopotany założył rękę za kark.
-Nie czytałem.
-No coś ty?- Wykrzyknęłam zdziwiona.- Jakim cudem?- Chłopak wyraźnie zirytowany zmierzwił swoje brązowe loki.
-Gdzie je znajdę?- Pospiesznie objaśniłam mu drogę, zmierzając w kierunku drzwi wejściowych. Właśnie dostałam smsa od Perrie.
P: Stoję pod drzwiami x
Chłopak szybko uciekł na górę, a ja popędziłam przywitać przyjaciółkę.
-No siemka Jo!- Perrie uwięziła mnie w niedźwiedzim uścisku, o który większość ludzi w życiu, by jej nie posądziła. Była drobną, szczupłą blondynką, a jej osobowość sprawiała, że ludzie wokół niej czuli się wyjątkowo. Nie sposób było jej nie lubić. Uśmiechnęła się, mierząc mnie intensywnym spojrzeniem.- Gdzie ten chłopak, który u was zamieszkał?
-Ach, Harry…- Zaczęłam.- Ulokował się na górze, czyta.- Dziewczyna podskoczyła zdziwiona.
-Czyta? To ktoś idealny dla ciebie Jo.- Zaśmiałam się odrobinę za głośno.
-Proszę cię. On jest stuknięty.- Perrie również zachichotała.
-Może twoja miłość go wyleczy…- Sprzedałam jej mocnego kuksańca i zaprosiłam do salonu, gdzie mogłyśmy posadzić tyłki na miękkiej kanapie.
-Jasne. O ile wcześniej mnie nie zabije.
-Weź przestań. Przystojny jest? Już to widzę. Słodka pomocna dziewczyna i niebezpieczny, chory psychicznie chłopak,  posłusznie podążający za nią wyboistą ścieżką miłości, która jest jedyną drogą do jego wybawienia.- Włączyłam telewizor.
-Słabe.
-Daj spokój Jo. Pytam poważnie.- Wyszczerzyłam się.
-Spokojnie Perrie, możesz go sobie wziąć. Ani trochę mi się nie podoba.- Przyjaciółka ochoczo odwzajemniła mój uśmiech.
-Zobaczymy. Jeszcze go nie widziałam. Chociaż i tak nie jestem zainteresowana.- Zaśmiałam się.
-A właśnie. Jak tam z Zaynem?- Perrie ukradła mi pilota i włączyła Mtv.
-Gra i huczy. Dosłownie. Ich zespół rozkręca się, właściwie trochę za bardzo. Nie ma dla mnie praktycznie czasu.
-To może dołącz do zespołu. Masz niebiański głos, na pewno cię przyjmą.- Dziewczyna potargała sobie włosy i powiedziała niskim głosem.
-Nie da rady, mała. To boysband, tylko faceci.- Poprawiłam poduszkę, która boleśnie wżynała mi się w plecy.
-Może zmień płeć?
-Zaproponowałam im to, ale Zayn powiedział, że nie chce być gejem.- Roześmiałam się.
-No chyba, że…- Nagle rozległ się dźwięk kroków na schodach i do salonu wszedł podekscytowany Harry. Trzymał w dłoni książkę z porcelanową lalką na okładce. Ach, Księżniczka na ziarnku grochu.
-Hej Jo.- Zawołał.- Przeczytałem wszystkie baśnie, które były na tej półce, macie coś jeszcze?- Jego policzki były zaróżowione, a włosy z tyłu sterczały w różnych kierunkach. Zerknął na Perrie i mrugnął do niej.
-Cześć. Jestem Harry.- Wyciągnął dłoń chcąc uścisnąć jej rękę. Przyjaciółka ochoczo przedstawiła się i zaprosiła chłopaka na kanapę. Tym razem nie odmówił i usiadł pomiędzy nas.
-No więc jak ci się mieszka w Holmes Chapel?- Zagadała go Perrie. Harry uśmiechnął się zawadiacko, błyskając białymi zębami.
-W porządku. Nie miałem okazji jeszcze się rozejrzeć, ale myślę, że w najbliższym czasie to zrobię. Wiesz…-Chłopak przesunął się bliżej niej, automatycznie oddalając się ode mnie.- Mogłabyś mi pokazać co nieco.- Pogładził wewnętrzną stronę jej uda.- O ile to nie problem.- Nie wierzę. Zszokowana wbiłam się głębiej w swoje siedzenie obserwując reakcję przyjaciółki. Zauważyłam, że, o rany, zrobiło to na niej wrażenie. Wbiła wzrok w swoje paznokcie kontynuując rozmowę.
-Jest coś konkretnego co chciałbyś zobaczyć?- Jeszcze raz: o rany. Czułam się jak intruz. Pomijając fakt, że byłam w swoim domu. I to, że Perrie ma chłopaka, a swawolnie flirtuje sobie z Harrym. Chłopak nachylił się ku niej, szepcąc jej coś do ucha. Dziewczyna mimowolnie rozszerzyła oczy i odsunęła się od niego wysilając się na uśmiech. Nagle zwróciła się do mnie, szybko wstając.
-Przepraszam Jo, ale muszę lecieć. Zapomniałam…czegoś. Przepraszam.- Jąkała się pospiesznie zbierając swoje rzeczy i kierując się do wyjścia. Poszłam za nią i położyłam rękę na jej ramieniu.
-Perrie.- Syknęłam.- Co to do cholery było?- Przyjaciółka uparcie milczała. Po chwili jednak wzięła głęboki oddech i spojrzała mi prosto w oczy.
-Harry jest naprawdę…wow.- Zmarszczyłam brwi.
-Co rozumiesz przez słowo „wow”?
-Matko, Jo! Jakim cudem on jeszcze nie zaciągnął cię do łóżka. Gdyby nie twoja obecność, to…- Nie skończyła, ponieważ przerwał jej mój nagły atak śmiechu.
-Mówimy o chłopaku, który ma zaburzenia afektywne i w jednej sekundzie zachowuje się jak dzikus, a w drugiej jak rozkoszny szczeniaczek. Jednak w życiu nie powiedziałabym, żeby Harry był pociągający.- Zastanowiłam się.- To znaczy jest przystojny, nie mogę zaprzeczyć, ale zdążyłam poznać już jego naturę. On jest chory, a jego zachowania nieprzemyślane.- Perrie wyszczerzyła do mnie zęby i poklepała mnie przyjacielsko po plecach.
-Wiesz co kochanie? Jeśli zrobiłby z tobą chociaż ułamek tego, co zaproponował mi na ucho, to byś myślała zupełnie inaczej.- Zmrużyłam oczy. Jakim cudem w ciągu niecałej minuty omamił moją przyjaciółkę?
-Więc dlaczego mu się nie poddałaś?- Perrie nacisnęła klamkę i ucałowała mnie w policzek.
-Bo ja mam chłopaka i nie chce go stracić, bo go kocham. A ty masz super-ekstra napalonego faceta u siebie w mieszkaniu i nie masz nic do stracenia.

czwartek, 28 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ I

      -Nie ma mowy!
-Ależ kochanie, musisz to uszanować, na tym polega moja praca…-I tak od samego rana. Ciągłe kłótnie, które miotają naszym domem, naruszyły zwykły ład i porządek.
Niestety, nie bezpodstawnie.
-Uważasz, że to dla mnie łatwe?- Wysyczałam teatralnym szeptem, zakładając ręce na piersi. Patrzyłam jak twarz mojej mamy się zmienia, wydawała się teraz znacznie starsza i zmęczona. Poszła do kuchni, zostawiając mnie na schludnym tarasie, na którym stała ogromna liczba doniczek i rzeźb. Usiadłam na puchatym fotelu, wypuszczając ze świstem powietrze. Już raz zgodziłam się na jej idiotyczny pomysł. Wtedy wydawało mi się, że to nic takiego, poza tym działałyśmy dla dobra kogoś innego, kogoś kto cierpi i ma problemy. Niestety, nie skończyło się to zbyt dobrze.
Nagle usłyszałam rytmiczne kroki i poczułam słodki zapach malinowej herbaty. Z wdzięcznością odebrałam od mamy parujący napój i pozwoliłam jej usiąść na oparciu mebla.
-Jo, ten chłopak potrzebuje pomocy.- Wzruszyłam ramionami.
-Nie może zostać w szpitalu?- Kobieta spojrzała na mnie, starając się wywołać na swojej twarzy, chociaż zarys uśmiechu, jednak wychodziło jej to raczej nieudolnie.
-Spędził w nim dostatecznie dużo czasu. Nic już tam nie mogę zdziałać, zresztą wolałabym mieć go przy sobie. On przeszedł przez naprawdę ciężkie bagno, widział okropne rzeczy, które do tej pory sprawiają, że nie mogę spać po nocach.
-Jakiego rodzaju rzeczy?- Zapytałam niewinnie, obdarzając mamę niewinnym uśmieszkiem. Ona zaś wymierzyła mi sójkę w bok i zachichotała.
-Nie, Josephine, nie jesteś nawet w połowie tak sprytna jak myślisz. Tajemnica lekarska.- Jęknęłam głośno. Mama spojrzała na mnie wyczekująco, bawiąc się nerwowo skórką przy paznokciu.
-Jak długo ma tutaj być?- Wymamrotałam. Kobieta klasnęła w dłonie i dosłownie rzuciła mi się na szyję.
-Hej, hej! To wcale nie znaczy, że się zgodziłam.- Odparłam ze śmiechem, patrząc jak mojej matce rozbłysły oczy.
-Myślę, że dwa miesiące będą wystarczające…
-Co?- Wykrzyknęłam.-Przecież to całe wakacje. Nigdzie nie pojedziemy.- Wiedziałam, że marudzę. Wiedziałam też, że i tak czy siak będziemy miały nowego lokatora. Jak moja mama się na coś uprze, to średnio można ją od tego odciągnąć.
-Myślę, że stać cię na takie poświęcenie.- Powiedziała z powagą. Miała rację.
Dlatego w wyniku dalszej konwersacji uzgodniłyśmy, że od jutra w jednym z pokoi gościnnych zamieszka jakiś chłopak, który jest pacjentem mojej mamy od niecałego roku. Moja mama jest lekarzem w szpitalu psychiatrycznym i pomaga ludziom, którzy cierpią na różnego rodzaju schorzenia psychiczne. Kilka miesięcy temu miałyśmy innego lokatora, który wpadł w bardzo głęboką depresje. Wydawało się, że mu się poprawia, jednak pewnego wieczoru zobaczyłam ślady krwi na umywalce. Spodziewając się najgorszego wpadłam do pokoju dla gości. Znalazłam nastolatka, który kucał pod biurkiem i kiwał się w przód i w tył, zaś zobaczywszy mnie rzucał nożami, cyrklami, nożyczkami i innymi narzędziami, które zachomikował,
jak później się okazało, w wydrążonej w biurku skrytce.
Na pomoc przybiegł sąsiad, który siedział z mamą w salonie, sącząc „wieczornego drinka”.
Zabrano go z powrotem do szpitala i podano antydepresanty. Z tego co wiem, nadal tam leży, pod stałą opieką dyżurnych.
Nie odebrałam tego wydarzenia zbyt dobrze, ponieważ jeden z noży wbił mi się w bark, pozostawiwszy brzydką bliznę, która codziennie przywołuje to okropne wydarzenie.
Tym razem jednak ma być inaczej.
Mama wyciągnęła ze swojej teczki, kartkę ksero, która była upakowana w przezroczystą folię.
Kiwnęła do mnie zachęcająco, podając mi dokument.

Imiona: Harry, Edward
Nazwisko: Styles
Data urodzenia: 01.02.1994r.
Kolor oczu: zielony
Schorzenie: zaburzenia afektywne
Siedziba: szpital pod wezwaniem św. Anny



Chciałam odwrócić papier, jednak mama uznawszy, że zapoznałam się z jego treścią, wyrwała mi go, uniemożliwiając spenetrowanie zawartości. Uniosłam ręce do góry, w geście rezygnacji i wybuchłam śmiechem. Kobieta pokręciła głową, mierząc mnie dezaprobatycznym wzrokiem. Pobiegłam po schodach na górę i schowałam się w swoim pokoju. Wyciągnęłam z szafy małą czarną sukienkę, przygotowując ją na jutrzejszą imprezę u znajomych. W Holmes Chapel nie dzieje się zbyt dużo, dlatego uznałam, że raz do roku mogę się odpowiednio odstawić. Jakby pięćdziesięciolecie piekarni i pięćdziesięciolecie pożycia małżeńskiego znajomych, nie było dostateczną okazją.
Po wieczornej toalecie chwyciłam niedokończony kryminał i gdzieś tam, zgłębiając gorzkie tajemnice Joego Alexa, oddałam się objęciom Morfeusza.



            -Ten drink jest zdecydowanie za mocny. Ile procent z tego to wódka, a ile to cola?- Zapytałam powstrzymując się przed skrzywieniem ust. Pan Castle zaśmiał się głębokim basem, sprawiając, że jego dwa podbródki niebezpiecznie zadrżały.
-Od kiedy takie sprawy cię ruszają Jo?- Zapytał nonszalancko. Jak na osiemdziesięciolatka trzymał się całkiem nieźle. W każdym razie na tyle sprawnie, że potrafił robić cuda przy piecu. Ja nigdy tego nie ogarniałam i podziwiałam go za to, że po tylu latach, jego wypieki są niezmienne. Ta piekarnia jest tutaj od kiedy pamiętam. W ciągu moich siedemnastu lat życia, nie było dnia, by nic tutaj nie pichcił. I jak się tutaj nie admirować?
-Bardzo ładnie ci w tej sukience. Szkoda, że tak rzadko pokazujesz swoje ciało.- Pacnęłam go śmiejąc się z jego żartu. Oczywiście nie mówił poważnie, po prostu zdawał sobie sprawę z tego, że nie czułam się zbyt pewnie z odkrytymi ramionami.
Sukienka była prosta, niezbyt długa, z kilkoma wycięciami i ramiączkami, które niestety nie zakrywały mojej blizny. Miałam nieustanne wrażenie, że każdy się na mnie gapi. Poprawka. Nie na mnie, lecz na moją skazę, którą bezskutecznie próbowałam zakryć długimi, brązowymi włosami.
Wypiłam jeszcze kilka drinków, delektując się rozmowami z okolicznymi przyjaciółmi.
Czas zleciał niesamowicie szybko. Nawet nie zauważyłam, że na zewnątrz już się ściemniło, mimo ciepłej, letniej pogody.
Uznawszy, że czas się zbierać, odnalazłam kilku znajomych i wymieniłam z nimi słowa pożegnania i obowiązkowe całusy.
Wybiegłam z piekarni i targana chłodnym wiaterkiem, udałam się do domu.
Zauważyłam, że światło w sypialni mamy jest zapalone, co znaczy, że przyjechała już z naszym gościem. Pospiesznie poprawiłam sukienkę i pchnęłam ciężkie, drewniane drzwi, wkraczając do środka. Chwiejąc się zsunęłam buty, po czym na palcach podreptałam do swojego pokoju. Z impetem rzuciłam torbę, która wylądowała na stercie poduszek mieszczących się na łóżku. Z szafki nocnej wyciągnęłam paczkę papierosów, zapalniczkę i listek miętowej gumy. Udałam się na balkon, który znajdował się naprzeciwko mojego pokoju i przymykając drzwi odpaliłam papierosa.
Przykucnęłam, niespokojnie poruszając gołymi palcami u stóp. W co ja się wpakowałam?
Jakiś zupełnie obcy koleś, starszy ode mnie o jakieś dwa lata przesiaduje sobie w moim domu, bawiąc się w szczęśliwą rodzinkę. Koszmar.
Pospiesznie zgasiłam peta i podniosłam się z klęczek. Nagle wydałam z siebie niemy okrzyk. Naprzeciwko mnie stał wysoki brunet, ubrany jedynie w dresowe spodnie, które luźno wisiały na jego biodrach. Prawdopodobnie na widok mojej miny wyszczerzył zęby w uśmiechu i podszedł bliżej. Cofnęłam się o kilka kroków gorączkowo szukając najszybszej drogi ucieczki.
-Cześć.- Usłyszałam.- Ty jesteś Jo? Córka Claire?- Pokiwałam słabo głową. Starałam się uspokoić dziko bijące serce, lecz ono nie słuchało. Nagle chłopak znalazł się przy mnie, ściskając moją dłoń w silnym uścisku.
-Jestem Harry. Miło mi.- Wyszarpałam rękę, przez co niebezpiecznie się zachwiałam. Po chwili złapałam utraconą równowagę i wróciłam do sztywnego pionu. Spojrzałam prosto w roześmianą twarz chłopaka i zaczęłam jąkać się próbując wydukać jakieś sensowne zdanie.
-Wiem kim jesteś. A teraz wybacz, ale jestem zmęczona i jutro będzie pora na wszelkie rozmowy.- Harry pochylił się nade mną i głęboko się zaciągnął.
-Twoja sukienka pachnie papierosami. I czymś mocniejszym. Piłaś?- Niepewnie pokręciłam głową. Starałam się przybrać hardy wyraz twarzy, jednak wyglądałam raczej jak wystraszona sowa.
-Nie musisz się mnie bać Jo.- Wyszeptał wprost do mojego ucha, wpuszczając tam ciepłe powietrze, przez które opornie zadrżałam.- Ja nie chcę zrobić ci krzywdy. Chociaż ty najwyraźniej chcesz. Przez tę sukienkę przyprawiasz mnie o atak serca.- Gwałtownie się odsunęłam, na co Harry wybuchnął śmiechem i zaczął nudzić jakąś melodię.
-Jesteś nienormalny.-Wysyczałam. Chłopak jeszcze głośniej zarechotał, z trudem chwytając powietrze.- Co w tym zabawnego?- Zapytałam ze złością. Nagle wesoła twarz Harrego zrobiła się całkowicie poważna.
-Właściwie to nie ma w tym nic śmiesznego. Masz rację. Jestem nienormalny. To właśnie sprawia ból. Sprawia, że ludzie dziwaczeją. Słyszałaś, że najwięcej uśmiechają się ci, którzy skrywają najwięcej smutku?- Nie czekając na moją odpowiedź kontynuował, strzelając
słowami jak z karabinu.- To trochę głupie. Przez to nikt mnie nie rozumie. Kiedyś tak nie było.- Westchnął po czym odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy. Wypuściłam głośno powietrze chcąc przerwać ponurą ciszę. Nagle poczułam rękę, która spoczęła na moim ramieniu. Pisnęłam i odskoczyłam do tyłu. Harry patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
-Dlaczego panikujesz? Z powodu mojego dotyku?- Milczałam. Chciałam się stamtąd jak najszybciej wydostać. Poza tym bałam się, że każdy gwałtowny ruch może sprowokować go do ataku. Otaksowałam go wzrokiem, spoglądając na bujne, lekko wilgotne loki, chłodne, zielone oczy, umięśnioną klatkę piersiową i ciekawy tatuaż z wizerunkiem motyla.
Harry jakby czując moje spojrzenie spiął brzuch, sprawiając że motyl poruszył się niespokojnie. Uśmiechnęłam się delikatnie i podniosłam wzrok. Chłopak również mi się przyglądał. Wykrzywił kącik ust i zdmuchnął z czoła niesfornego loka.
-Nie masz żadnych pytań?- Drgnęłam zaskoczona.
-Dlaczego miałabym mieć?- Harry zawadiacko objął mnie, zatrzymując dłoń na mojej talii.
-Ja co chwilę zadaję ci jakieś pytania. Teraz twoja kolej.- Zastanowiłam się. Ciężko było mi się skupić, nie mogłam wymyślić żadnej sensownej wypowiedzi. Cholerne drinki. Dlatego palnęłam najbardziej bezsensowne pytanie, na jakie mogłam wpaść.
-Jak się czujesz?- Harry rozszerzył usta w uśmiechu, jakimś cudem sprawiając, że zmiękły mi kolana.
-Jest trochę chłodno, ale widok pięknej dziewczyny rozpala mnie od środka.- Mimo woli wybuchnęłam śmiechem.
-Mimo swojej nienormalności potrafisz być zabawny.- Chłopak wzruszył ramionami.
-Taka praca. Teraz ja zadam ci pytanie. Musisz tylko obiecać, że na nie odpowiesz.- Zastanowiłam się. O co mógł mnie zapytać? Praktycznie mnie nie zna, więc nie ma podstaw, by zagadnąć mnie o coś, co mogłoby mnie dotknąć.
-Jasne. Strzelaj.- Harry odwrócił mnie ku sobie tak, że nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów, a jego usta były na poziomie mojego czoła. O mamo, jakie on miał piękne zielone oczy. Zsunął swój wzrok na moje ramię i zmrużył oczy, sprawiając że między jego brwiami zrobiły się takie trzy śmieszne kreski. Moje ramię. Blizny. Poczułam, że łagodne ogłupienie minęło. Odsunęłam się gwałtownie i podbiegłam do drzwi.
-Poczekaj Jo! A co z moim pytaniem?
-Niczego nie oczekuj. I tak nie odpowiem.- Chłopak w ciągu sekundy znalazł się obok i chwycił mnie za ramię, przez co poczułam silny ucisk jego palców. Bolało.
-Obiecałaś.
-Odwołuję.
-Tak się nie robi.- W przypływie odwagi przybliżyłam swoją twarz do jego i wysyczałam:
-Powstrzymaj mnie.-  Nagle wyczułam jakąś zmianę. W powietrzu zawisło niespodziewane napięcie, które sprawiło, że nasze płuca domagały się większej ilości tlenu. Byliśmy tak blisko, że mogłam wyraźnie zobaczyć jak jego źrenice zmieniają rozmiar. Teraz jego oczy były wręcz czarne. W półmroku wyglądały jak malutkie węgielki, które dzięki małej iskrze zaczną płonąć. Harry rozchylił usta w szerokim uśmiechu, sprawiając że na jego policzkach zabłądziły słodkie dołeczki. Jednak sam chłopak nie należał do słodkich. Powiedziałabym raczej, że do gorących i niebezpiecznych. Nie mam pojęcia co mi wtedy odbiło, bo poczułam silne pragnienie, by jego wargi dotknęły moich. Zamknęłam oczy, gdy poczułam ciepły powiew oddechu na swoim karku.
-Jo…-Wyszeptał. Chwyciłam drżący oddech czekając. Boleśnie pragnęłam tego pocałunku. Zastygłam jednak bez ruchu, gdy jego usta przeniosły się w okolice mojego ucha.
-Jo… Nie bądź zła, ale zmuszę cię do odpowiedzi. Mogę zrobić to siłą, ale i tak mi się uda.
A więc…słuchaj mnie teraz uważnie.
To dla mnie ważne…
Sprawa ciężkiej wagi.
Jo…
Czy zrobisz mi kanapkę?

PROLOG

 Podobno anioły nie upadają.
To twierdzenie przeczy wszelkim znanym opowieściom, legendom, baśniom.
Jednak ja w nie wierzyłam, bo on tak powiedział.
Do dziś pamiętam jego zielone oczy, wpatrujące się w błękitne niebo.
Było w nich tyle bólu, cierpienia.
Obiecałam mu, że razem przezwyciężymy chorobę.
Niestety, jego nie ma już przy mnie.
Nie dotrzymałam przysięgi.
Zawiodłam go.
Teraz może być w każdym miejscu na świecie, a ja zamierzam go odnaleźć.
Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.
Nauczę go żyć.

Obserwatorzy