sobota, 20 września 2014

Rozdział VI

               Odgarnęłam włosy, które przez uciążliwy wiatr, wciąż opadały mi na oczy. Odwróciłam się i zobaczyłam Harrego, który pod wpływem mojego spojrzenia spuścił głowę i posłał ziemi delikatny uśmiech.
-Możemy już usiąść?- Zapytał. Roześmiałam się, a mój perlisty śmiech zawirował pod wpływem nabierającego prędkości wiatru.
-Marudzisz jak dziecko. Nie możemy siedzieć cały czas w domu. Poza tym jak nie będę się ruszać to przytyje.- Chłopak wzruszył ramionami i usiadł na miękkiej trawie. Opadłam ciężko obok niego.
-Możesz ćwiczyć. Tak jak ja.- Odpowiedział.- Chociaż nie potrzebujesz, bo nie jesteś gruba. Jesteś w sam raz.
-Nie powiedziałam, że jestem!- Sapnęłam.- Tylko, że mogę być, a do tego dojść nie może, bo nie wcisnę się w sukienkę na wesele Kateriny.- Harry mruknął coś zdawkowo i zaczął skubać ździebła trawy.
-Właściwie kiedy jest to jest?
-Za trzy dni. Mama załatwiła ci już garnitur, została jeszcze kwestia prezentu i zespołu.- Nagle chłopak ożywił się i nachylił w moją stronę.
-Jakiego zespołu?- Zapytał. Żachnęłam się, przerzucając włosy na drugie ramię.
-Opowiadałam ci kiedyś o nim. To zespół moich przyjaciół, niestety mają problem z jednym z członków, więc muszę im pomóc skompletować utwory na wesele. Dlatego…-Zerknęłam na zegarek oplatający nadgarstek.- powinniśmy się już zbierać. Może to troszeczkę zająć.
-W razie czego służę pomocą.- Zaoferował się. Pomógł mi wstać trzymając odrobinę za długo moją dłoń. Cofnęłam się, czując przenikający prąd. A niech cię.
-Chętnie skorzystam. Ale najpierw muszę coś zjeść. Chłopcy poskąpili mi żarcia.- Harry przystanął niby zdezorientowany, lecz z wyraźnym śmiechem w oczach.
-Jo…Pewnie cię zmartwię, ale wiesz, że od jedzenia się tyje. Nie chcę, żebyś się spasła.- Warknęłam i uderzyłam go w ramię. On szedł jak gdyby nigdy nic, jednak na jego ustach zabłądził cień uśmiechu.
-Jesteś prostakiem.
-A ty jesteś gruba.
-Próbujesz mnie tym zdołować Harry?- Chłopak potargał czekoladowe loki i zmarszczył brwi.
-Obiecałem, że nie będę powodem twojego smutku.- Odparł.- I staram się tej obietnicy dotrzymać, więc nie, nie chcę cię dołować. Żartowałem.- Zastygłam nie wiedząc co odpowiedzieć. Przypomniała mi się ta feralna noc, pocałunek, ta namiętna, agresywna gorliwość. Wbrew mojej woli, zerknęłam na jego usta. Wpatrywałam się w nie przez chwilę, lecz oprzytomniałam czując na sobie jego spojrzenie. Kurwa.
Zaczerwieniłam się i postanowiłam obrócić to w żart.
-Nie jesteś do niczego zobowiązany. Chyba, że chce ci się mnie ponieść, bo nogi odmawiają mi już posłuszeństwa.- Nagle podszedł do mnie i w błyskawicznym tempie przełożył jedną rękę pod moje kolana, a drugą owinął wokół moich pleców. Pisnęłam, gdy znalazłam się w jego ramionach, na co chłopak odchylił głowę i wybuchnął śmiechem.
-Piszczysz jak baba.- Powiedział. Zmarszczyłam czoło i uniosłam kącik ust w zdawkowym uśmiechu.
-Jestem babą. I możesz postawić mnie już na ziemię.
-Przecież chciałaś, żebym cię poniósł. Poza tym prawdziwy gentelman wspiera damy w opresji.
-Harry, mamy XXI wiek. Gentelmani wyginęli.- Chłopak zastanowił się chwilę nad moimi słowami, podrzucając mnie delikatnie.
-W takim razie co teraz robi się z dziewczynami? – Słysząc to pytanie, samoczynnie rozciągnęłam usta w uśmiechu. Zauważyłam, że moje oczy są na wysokości jego warg, co niezbyt pomagało. Hm, co teraz robi się z dziewczynami? Do głowy przychodziły mi same…brzydkie rzeczy, więc wymamrotałam:
-Kładzie na ziemie i wraca do domu. Mówię poważnie.- Harry, jakby wyczuwając moją konsternację bez słowa odstawił mnie i zerknął  przepraszająco.
-Okej?- Zapytał. Wytrzepałam ubranie, próbując się opanować i wysiliłam się na uśmiech.
-Okej.


                -Myślisz, że się nie obrażą, jeśli przeredaguję trochę słowa?- Zapytał mnie Harry. Podniosłam się z krzesła i usiadłam obok niego na łóżku, gdzie przeglądał teksty piosenek. Wzruszyłam ramionami.
-Możesz dopisać coś ołówkiem, zależy jeszcze co chcesz zrobić. Moim zdaniem są niezłe, my mamy tylko ustalić kolejność i dodać przemówienia między utworami.- Chłopak ziewnął szeroko. Była już dwudziesta druga, dopiero pół godziny temu wzięliśmy się za porządki z tymi cholernymi papierami. Mogliśmy zrobić to wcześniej, jednak Perrie zaprosiła mnie do siebie i jakoś nie potrafiłam jej odmówić.
-Jest tu kilka błędów, które mógłbym poprawić.- Powiedział.- Nie zgadza się trochę sylabiczność i pewnie przy tej zwrotce muszą ciągnąć wyraz. Pewnie bardziej efektywnie będzie to brzmiało jak przerobię to w sześciozgłoskowiec, żeby ilość sylab wzrastała. Widzisz? Sześć, siedem, osiem i znów osiem.- Zabrałam mu kartkę i zanuciłam znajomą piosenkę w głowie. Faktycznie, brzmiało dużo lepiej.
-Wow, znasz się na tym?- Zapytałam zdziwiona.
-Lubię pisać. To zawsze odrywało mnie od rzeczywistości.- Nagle przyszła mi do głowy genialna myśl.
-Harry… A umiesz może śpiewać?- Chłopak oparł się o ścianę i narysował w kącie kartki kilka nut.
-Przecież mnie już słyszałaś.- Powiedział. Wzdrygnęłam się po raz kolejny tego dnia, przypominając sobie nieudaną nocną eskapadę z Perrie.
-Pamiętam, ale chciałabym, żebyś to powtórzył.- Poprosiłam. Harry delikatnie uniósł brwi i przejechał językiem po wargach. Nie wyglądało jakby zrobił to specjalnie, jednak zrobiło to na mnie wrażenie. Spuściłam wzrok, starając się ukryć swoje kosmate myśli.
-Co mam zaśpiewać?- Zapytał. Zerknęłam na niego. Wciąż był oparty o ścianę i wyglądał na rozluźnionego. Zauważyłam, że jego oczy były inne. Nie były rozbiegane, rozmarzone, niespokojne. Wydawało mi się, że twórczość działa na Harrego odprężająco. Było w nim mniej buty i pewności siebie, a więcej chłopięcego uroku. Jednak najbardziej zadziwiła mnie bijąca od niego pasja. Ten widok sprawił, że poczułam łaskotanie w dołku. Cholera.
-Zaśpiewaj cokolwiek.- Wymamrotałam.

HARRY’S POV


                -Zaśpiewaj cokolwiek.- Musiałem się zastanowić. Było mnóstwo utworów, które chciałbym jej zaśpiewać, jednak każdy z nich wydawał mi się nieodpowiedni. Jo była zbyt…wyjątkowa. Nie umiałem przekazać jej tego w formie słów. Niestety w formie gestów, uczynków też nie. Skinąłem głową, a dziewczyna rozsiadła się wygodnie, wlepiając we mnie wzrok. Wydawała się zdenerwowana, a przy tym taka nieporadna. Patrząc na nią miałem ochotę zedrzeć ubranie i rzucić się na nią, tak by sprawić, że byłaby szczęśliwa. Rozsądek jednak kazał mi się powstrzymać. Zamiast tego wziąłem głęboki oddech i uwolniłem z moich ust słowa piosenki.

JO’S POV


                -I think I’m gonna lose my mind, something deep inside me, I can’t give up.- Słowa lekko wypłynęły z ust Harrego, zabierając mnie ze sobą w swój mały, emocjonujący rejs. Zamknęłam oczy wsłuchując się w słowa piosenki. Samo jej brzmienie sprawiło, że moje serce przyspieszyło, a krew buzowała. Pochyliłam głowę, starając się wsłuchać w melodyjne słowa.
- I think I’m gonna lose my mind, I’ll roll and I’ll roll ‘till I’m out of luck…- Poczułam jak moje wargi poszerzają się w uśmiechu.  Może i czułam się jak rozochocony dzieciak, no ale kurwa, czułam się jak jedyna kobieta na ziemi. Wyjątkowo. Harry śpiewał dalej, a jego głos wibrował w przestrzeni ciasnego pokoju. Otworzyłam oczy i natychmiast napotkałam spojrzenie chłopaka. Na jego twarz wypełzł łagodny uśmieszek, ukazując ten mały, cholerny dołeczek z lewej strony ust. Pochyliłam głowę, próbując powstrzymać napływający rumieniec. Niestety, nie udało mi się go powstrzymać, gdyż usłyszałam dalszy ciąg utworu:
-‘Cause nobody knows you baby, the way I do and nobody loves you baby, the way I do.                      It’s been so long, it’s been so long, maybe we’re fireproof. ‘Cause nobody saves me baby, the way you do.- Nagle słowa się zatrzymały, a do mnie dotarło, że patrzymy sobie prosto w oczy, a nasze klatki piersiowe unoszą się I opadają niespokojnie. Szybko odwróciłam wzrok i pospiesznie zaczęłam zbierać kartki. Harry wciąż na mnie patrzył, taksując moje ruchy. W końcu przystanęłam i wymamrotałam:

-To było niesamowite. Nie mam pojęcia, co powiedzieć… Ja...- Chrząknęłam zakłopotana, próbując odzyskać głos, który powoli się łamał.- Zdaje mi się, że musisz kogoś poznać.

piątek, 12 września 2014

Rozdział V



           Po szybkim prysznicu umyłam zęby i nareszcie znalazłam się w łóżku. Było chłodno, więc przykryłam się wielką, puchatą kołdrą, którą zazwyczaj skopywałam na podłogę. 
Niestety tym razem cienka, jedwabna koszula nie ochroni mnie przed zimnem. Trzęsłam się pod kołdrą, patrząc na wyświetlacz budzika, który wskazywał na 2:00.
Nie mogłam ogarnąć swoich myśli. Krążyły wokół różnych tematów, jednak nieważne czym próbowałam zająć umysł, on zawsze wracał do Harrego.
Jakim cudem z małego, nocnego wypadu z przyjaciółką wyszedł mały, koszmar z chorym psychicznie chłopakiem, który, jak pomału to odkrywałam, diabelsko mi się podoba.
Właściwie nie powinien. Jest agresywny, chory, dziwaczny…ale jednak ma w sobie coś, co do mnie przemawia. Nie jest to litość. Jest to dużo potężniejsze uczucie.
Mechanicznie moja dłoń, powędrowała do ust. Jakieś dwie godziny temu, te usta dotykały warg Harrego. Uśmiechnęłam się. Przeszył mnie ciepły dreszczyk, który jednak nie powstrzymał fali drżenia.
-Cholera, jak pizga…-Wyjąkałam przez szczękające zęby.
-Jo?- Odwróciłam się na drugą stronę i zastałam stojącego w drzwiach Harrego. Usiadłam.
-Tak?
-Ty też nie możesz spać?- Pokręciłam głową.
-Zaraz zamarznę. Nawet gruba warstwa pierza mi nie pomaga.- Mówiąc to wskazałam na kołdrę. Harry uśmiechnął się i nawet z łóżka mogłam dostrzec te głupie dołeczki.
-Mogę spać z tobą?- Zapytał szeptem, zbliżając się. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia, czując że resztki senności mnie opuszczają. Patrzyłam na niego, spostrzegając że wygląda jak mały chłopiec. Miał na sobie sięgające kolan, pomarańczowe spodenki, zaś górne części ciała były odsłonięte. Otulił się ramionami, a jego ciemne loki wiły się wokół twarzy. Pokiwałam głową i przesunęłam się robiąc mu miejsce. Harry wśliznął się pod kołdrę po czym wydał z siebie ciężkie westchnięcie. Czułam jak moje wargi poszerzają się w uśmiechu.
-Dobranoc Harry.
-Dobranoc Aniołku.
Leżeliśmy tak w ciszy, wiedząc że mimo uciekającego czasu, oboje nie śpimy. Zdradzały nas nieregularne oddechy.
-Kiedy byłem młodszy, często śniły mi się koszmary.- Powiedział Harry. Przekręciłam głowę tak, bym mogła na niego spojrzeć. Patrzył w sufit, a jego usta wyrzucały kolejne słowa.- Za każdym razem płakałem, chcąc się do kogoś przytulić, szukając schronienia, czegokolwiek. Chodziłem wtedy do rodziców, pytając czy mogę się u nich położyć. Zawsze słyszałem, że mam wracać z powrotem do łóżka.- Przekręciłam całe ciało, skupiając się na jego opowieści.- Błagałem, żebym mógł chociaż położyć się na podłodze. Wtedy ojciec zaczynał mnie wyzywać, każąc spierdalać, więc posłusznie wracałem, nie chcąc dostać lania. Mimo tego, zawsze po każdym koszmarze przychodziłem do nich i za każdym otrzymywałem tą samą odpowiedź.- Teraz Harry również się przekręcił i patrzył mi prosto w oczy.- Pewnego razu była u nas w domu wielka impreza. Wszędzie leżały puste butelki po wódce, niedopałki papierosów, nawet wymiociny. Tej nocy również miałem koszmar. Jak zwykle poszedłem do sypialni rodziców, lecz zastałem tam tylko mojego ojca. Z jakąś obcą kobietą…-Zawahał się.- W jednoznacznej sytuacji. Nie przerwali, nawet wtedy, gdy mnie zauważyli. Mój ojciec krzyczał jej prosto w twarz same wulgarne rzeczy, wyzywał ją od szmat, dziwek, a ona podniecona jęczała, jakby podobało jej się to, że jej ubliża.
Nie myślałem o tym wtedy szczególnie źle. Gdy byłem mały, chciałem być taki silny i potężny jak tata.- Pociągnął nosem, a ja odruchowo wyciągnęłam dłoń i chwyciłam jego rękę.- Przez długi czas marzyłem tylko o tym. Chyba zostało mi to do dziś. Takie obłąkane myślenie. Lekarze powiedzieli, że przez te wszystkie wypadki w moim dzieciństwie mam te wahania nastrojów, napady agresji, chęć skrzywdzenia wszystkich kobiet.- Zaśmiał się, jednak był to raczej śmiech nasiąknięty bólem.- Nie zrozum mnie źle, ale nadal chorobliwie myślę o tym, że powinienem posiąść wszystkie kobiety. Czasem to przejmuję nade mną kontrolę i po prostu nie wiem, co robię.- Puściłam jego rękę i pogładziłam go po włosach.
-Nie czujesz wtedy, że robisz źle?- Zapytałam. Harry podniósł lekko głowę i oparł ją na swoim ramieniu.
-Czuję, że mój tata tego by chciał, że byłby ze mnie dumny.- Wstrzymałam oddech, zastanawiając się nad słowami.
-Wiesz, że twój ojciec był złym człowiekiem, prawda?- Chłopak powoli pokiwał głową, bawiąc się nitką od poduszki.
-Chciałbym wiedzieć, co robić. Zazwyczaj czuję w sobie taką…pustkę. To się zmienia, gdy przeistaczam się w ten cały huragan gniewu.- Mówiąc to pomachał dłonią i strzepał urwaną nić. Westchnęłam i wyciągnęłam do niego dłoń. Milczał wpatrzony w nią, lecz po chwili chwycił ją w łagodnym uścisku. Uśmiechnęłam się. Był teraz taki delikatny. Przypominał mi kruchą porcelanę, która przy gwałtowniejszym ruchu może się stłuc. Nie mogąc opanować swoich ruchów przesunęłam się do niego i przytuliłam przerzucając rękę na drugą stronę jego ciała. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, a my patrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Mimo wszystko, nie było to nic namiętnego. W tamtym momencie czuliśmy tylko bliskość i słodką melancholię. Chłopak pogłaskał mój policzek i zamknął powieki, pozwalając oddać się senności.
-Harry…Nie będę ci mówiła, że to co robisz jest złe.- Wyszeptałam.- Wiem, że czasem gniew przejmuję nad tobą kontrolę i nie możesz nic na to poradzić.- Zdmuchnęłam łaskoczący mnie w nos kosmyk włosów.- Myślę jednak, że musisz zacząć żyć. Jeśli gniew sprawia, że czujesz że żyjesz, nie duś go w sobie. Zapisz się na boks. Jeśli krzywdzenie innych sprawia, że czujesz, że żyjesz, wyobraź sobie, że chwasty w naszym ogródku to ludzie i je powyrywaj.- Zachichotałam.- Wiem, głupi przykład, ale to wciąż istoty żywe. Poza tym przywrócisz do porządku nasz trawnik.- Zdusiłam śmiech i pogłaskałam chłopaka po lokach.- Wybacz. Mam nadzieję, że razem poradzimy sobie z tym problemem. Musisz żyć swoim życiem. Nie przeszłością, tylko tym, co jest teraz. Rozumiesz?- Czekałam na odpowiedź, gapiąc się w nieokreślony punkt na suficie. Po chwili ciszy zerknęłam na Harrego, lecz on oddychał już miarowo, pogrążony w śnie. Ziewnęłam i wtuliłam się w niego mocniej, wdychając zapach jego włosów. Po kilku minutach, wypełnionych świszczeniem naszych oddechów , odpłynęłam.

            Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Był już dokładnie piętnasty lipca. Głównie spędzałam czas z Harrym, jednak w wolnych chwilach spotykałam się z Perrie i chłopakami z zespołu. Dzisiejsze spotkanie było szczególne, ponieważ okazało się, że wystąpią na weselu Kateriny, które odbędzie się za kilka dni.
-Ja pierdole, nadal w to nie wierzę…- Wydyszał Niall zaraz po dzikim tańcu, który odstawił na stole bilardowym, stojącym w garażu przy domu Zayna.- Nie mogę oddychać, kurwa.
-Stary, co ty się dziwisz? Lepiej zostaw te wygibasy na występ, a nie tracisz swoją energię tutaj.- Powiedział Liam, który poklepał go po plecach. Miał na sobie fioletowy snapback i czarną koszulkę, która opinała się na jego ramionach. Uśmiechnął się i podszedł do Zayna.
-Idziesz zapalić?- Zapytał. Zayn rzucił szybkie spojrzenie na Perrie, która gawędziła z Louisem Tomlinsonem. Tydzień temu wrócił do domu, przez co wstrzymaliśmy wizyty u jego babci. Nie chciałam, żeby chłopcy poznali Harrego. Miałam obawy, że w towarzystwie tylu ludzi, coś mu odwali, nawet jeśli ostatnie tygodnie były naprawdę miłe. Nie było żadnych odchyleń, ataków, agresji. Mimo wcześniejszej niechęci, teraz traktowałam Harrego jak przyjaciela. Mogliśmy się przy sobie wygadać, pośmiać, ponudzić. Idealnie. Zayn skinął głową i wraz z Liamem wyszli z garażu. Niall uśmiechnął się do mnie, odsłaniając aparat na zęby. Miał on niebieskie gumki, co idealnie pasowało do jego błękitnych oczu i blond włosów. Tak, tylko ja zauważam takie szczegóły.
-Co tam Jo?- Wzruszyłam ramionami.
-Jakoś leci. Wiecie już jakie piosenki zagracie na weselu?- Niall zamyślił się i pokręcił głową.
-Nie mam pojęcia. Bill sporządza listę utworów, ale jeszcze się nie widzieliśmy.- Bill jest piątym członkiem zespołu. Ma naprawdę nieziemski głos, jednak bywa trochę roztrzepany i arogancki. Zarywa prawie do każdej dziewczyny tekstami typu: Jesteś z Alaski? Bo słyszałem, że tam są takie laski.
Najgorsze jest to, że dziewczyny na to leciały. To znaczy nie tyle co na jego teksty, a raczej on sam tak na nie działał.
Przyznam się, że sama byłam jedną z tych idiotek, które dały mu się zwieść. Jednak ciężko nie polecieć na te głębokie, duże niebieskie oczy i promienny uśmiech. Spotykaliśmy się przez pół roku. Był to czas, kiedy byłam naprawdę szczęśliwa. Myślałam, że kocham Billa. Po czterech miesiącach naszego związku straciłam z nim dziewictwo. Później zauważyłam, że coś się zmieniło. Bill zachowywał się bardzo oschle, rzadziej przychodził, nie mówił mi wszystkiego. Nie chciałam go stracić, lecz zauważyłam, że coraz bardziej się oddalamy. Po każdych jego namowach mówiłam „nie”, a on odsuwał się ode mnie pogrążony w zadumie. Dlatego się poddałam. Chcąc ratować naszą „miłość”. Później było tak jak dawniej. Wymykaliśmy się na późne spacery, oddawaliśmy się romantycznym zajęciom, było pięknie. Czułam, że to jest mój jedyny. Dopóki Niall mi nie powiedział, że Bill mnie zdradził i to wielokrotnie z tą samą suką. Alice Millhouse. Największa dziunia, którą wielbi cała męska część szkoły. Nie licząc nielicznych gejów. Chociaż z nimi nigdy nic nie wiadomo.
Nasze rozstanie było burzliwe, lecz po pół roku od tego incydentu, przebaczyłam mu, choć stare rany wciąż bolały. Teraz zachowujemy się jak zwykli znajomi. Nie wspominamy o dawnych czasach, praktycznie nie odzywamy się do siebie, a on wciąż zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nieważne.
Podeszłam do Nialla i podniosłam lekką brązową gitarę, leżącą u jego stóp. Ściągnęłam z nadgarstka czerwoną bandanę i owiązałam ją sobie wokół głowy.
Usiadłam na taborecie i zaczęłam brzdękolić w instrument. Blondyn natychmiast poderwał się z siedzenia i wyrwał mi z rąk gitarę.
-Kurwa, Jo, rozpieprzysz mi struny!- Przewróciłam oczami.
-Odkupię ci, daj mi się zabawić w gwiazdę rocka.- Niall mrugnął do mnie, odkładając swój skarb. Zachichotałam, gdyż wyobraziłam go sobie w roli Smigola z Władcy Pierścieni syczącego: „Mój skarb, mój skarb…”.
-Ty się tak nie ciesz.- Odparł Niall, masując sobie kark.- Żeby zostać gwiazdą rocka, trzeba umieć chociaż trochę śpiewać. I nie, zawodzenie jak na Strasznym Dworze się nie liczy.- Zaśmiał się. Pokazałam mu środkowy palec i podeszłam do Perrie, która wciąż rozmawiała z Lou.
-Ej Edwards!- Zwróciłam się do niej.- Nie flirtuj z Louisem, on jest tylko mój!- Chłopak przewrócił oczami i objął mnie jednym ramieniem.
-Spokojnie Jo, mnie każdy chce posiąść. Nie mogę żyć tylko dla ciebie kochanie zrozum.- Uszczypnęłam go w żebro na co on odskoczył ode mnie krzywiąc usta.
-Ajć, ty niedobra…- Syknął. Objął Perrie i żartobliwie pacnął ją w nosek.- Skarbie wracam do ciebie. Jo jest głupia.- Zaśmialiśmy się, lecz śmiech ucichł, gdy do pomieszczenia wkroczyli Liam, Zayn i…Bill. Trzymał stertę utrzymanych w nieładzie kartek, które były poplamione jakimiś dziwnymi, niezidentyfikowanymi substancjami. Nie wnikam.
-Siema wszystkim!- Wykrzyknął, na co wymamrotałam ciche „cześć”. Reszta podeszła do niego wyrywając mu papiery z dłoni. Louis przechwycił większość z nich i pochylał się nad nimi, wystawiając język w skupieniu. Jego czoło momentalnie się zmarszczyło.
-Kurwa Bill, nic nie ruszyłeś. Coś ty robił przez cały weekend.- Chłopak wzruszył ramionami.
-Poleciałem z Cassie do Londynu. Było zajebiście, szczególnie jak wziąłem ją w łazience w muzeum…- Louis skrzywił się jeszcze bardziej, o ile było to możliwe, i rzucił mu kartki w twarz. One zaś pozlatywały w różne miejsca i rozpierzchły wokół nóg.
-Weź, nie chcę tego słuchać. Prosiliśmy. To było ważne, a ty jak zwykle masz wyjebane na wszystko i nic w cholerę się na starasz.- Bill otaksował go wrogim spojrzeniem i zaczerwienił się z gniewu.
-Ja kurwa nic nie robię? Nie wystarczy, że śpiewam i nadaję brzmienie temu zespołowi? Poza tym, gdy dołączałem, nie było mowy o tym, że będę musiał srać się z jakimiś papierami i podejmować jakieś decyzje, więc zejdź ze mnie, bo mnie wkurwiasz Louis.- Lou zacisnął pięści i szykował się do ataku, jednak Liam złapał go za ramię i odsunął do tyłu. Zwrócił się do Billa.
-Spierdalaj stąd, bo inaczej nie ręczę za niego.- Bill podniósł brwi, a jego usta rozciągnęły się w aroganckim uśmiechu.
-Wywalacie mnie z zespołu?- Liam pokręcił głową.
-Nie, chcę po prostu, żebyś na chwilę stąd wyszedł i się ogarnął.
-Ty też uważasz, że gówno robię dla zespołu?- Zapytał Bill. Chłopak zawahał się, jednak po chwili skinął głową. Bill odsunął się od niego i ruszył w stronę drzwi.
-Wiecie co?- Zawołał.- Odchodzę. Zapamiętajcie ten dzień, bo to dzień, w którym wasz jebany zespół się rozpadł. Beze mnie nie pociągniecie daleko. Wspomnicie mnie i będziecie błagać o powrót. A ja wam powiem „spierdalajcie”.- Wyszedł trzaskając bocznymi drzwiami. Nastała nerwowa cisza, którą przerwał szept Louisa.
-Przepraszam…- Niall wstał do niego i zmierzwił mu włosy.
-Luzik stary, powiedziałeś to, co wszyscy chcieli powiedzieć.- Louis schował twarz w dłoniach.
-Powinienem się zamknąć…
-I co?- Wtrąciła się Perrie.- Pozwolić mu się panoszyć? Dobrze zrobiłeś Lou.
-Jasne.- Przytaknął Zayn.- Nawet jakbyś ty tego nie powiedział, to zrobiłby to ktoś inny, no nie?- Przytaknęliśmy, a Louis obdarzył nas wdzięcznym uśmiechem. Klasnęłam w dłonie.
-No to co, trzeba wam ułożyć listę utworów tak?- Zapytałam. Chłopcy przytaknęli, a ja podeszłam do Perrie, która trzymała w dłoniach usprzątany właśnie plik kartek.- Ja się tym zajmę.- Powiedziałam.- W sumie też robię gówno dla zespołu, więc mogę się wykazać.
-Ale ty do niego nie należysz…-Przerwał mi Niall. Rzuciłam mu nieznoszące sprzeciwu spojrzenie.
-Morda w kubeł i przyjmij pomoc, skoro ci ją proponuję.- Chłopak zgodnie z moim życzeniem  zamknął się i puścił mi oczko.
            Po kilkunastu minutach uzgadniania kilku kwestii rozstaliśmy się i wróciliśmy do swoich domów. Była czwarta po południu i czułam jak mi burczy w brzuchu. Wstąpiłam do piekarni pana Castle i poprosiłam kasjerkę o bułkę drożdżową. Po zapłaceniu zaczęłam szukać miejsca, gdzie mogłabym usiąść i spostrzegłam siedzących w kącie mamę i Harrego. Dosiadłam się do nich, przy okazji, wkładając mamie do torby listę piosenek i podpijając z jej filiżanki karmelową kawę, którą uwielbiała. Ona zaś niegroźnie mnie zbeształa i ugryzła kawałek mojej bułki.
-Okej, okej!- Powstrzymałam ją, wyrywając moją bułkę z jej ust.- Wiem ,że działamy w idealnej symbiozie, ale proszę cię, nawet to ma swoje granice.- Zaśmiałyśmy się, po czym przeniosłam wzrok na Harrego. Delektował się właśnie ciastkiem francuskim, które smakowało jak niebo. Chłopak najwidoczniej też tak uważał, bo zamknął powieki i przeżuwał w skupieniu. Szturchnęłam mamę i ruchem głowy wskazałam na bruneta. Claire przeniosła tam swoje spojrzenie i zachichotała. W tym momencie Harry otworzył oczy i widząc nasze spojrzenia zaczerwienił się.
-No co?- Wyjęczał. Mama mrugnęła do niego.
-Spokojnie Harry, my tylko się wygłupiamy. Musiałbyś widzieć Jo, jak pochłania to ciastko. Wygląda dokładnie jak ty, tylko że ona się bardziej ekscytuje.
-Mamo…-Wymamrotałam. Teraz to Claire i Harry zanosili się śmiechem, lecz po chwili dołączyłam do nich.
-Rodzina Hathaway w komplecie jak widzę!- Wykrzyknął pan Castle podchodząc do naszego stolika.- A ten młodzieniec to zapewne Harry, zgadza się?- Chłopak skinął niepewnie głową, nie wiedząc jak się zachować w obecności ekscentrycznego staruszka. Pan Castle jednak zwrócił swoją uwagę na moją mamę, prosząc ją na słówko. Zostałam z Harrym dojadając swoje przysmaki. Uśmiechnęliśmy się do siebie, spuszczając oczy na połyskujący blat stolika. Nasza relacja była coraz lepsza, podobało mi się to. Zupełnie nie bałam się już jego towarzystwa, chociaż nie raz zastanawiałam się, jakim cudem sytuacja między nami tak się poprawiła.
-Chcesz się ze mną zaraz przejść?- Zapytałam go. Od czasu do czasu pokazywałam mu okolice, nie chcąc by całe dni spędzał w domu. Wyjaśnił mi, że jest do tego przyzwyczajony, gdyż ostatni rok spędził w szpitalu, jednak stwierdziłam, że odrobina powietrza mu nie zaszkodzi. Harry skinął głową, poszerzając uśmiech i obdarzając mnie widokiem dołeczków.
Pożegnaliśmy się z mamą i ruszyliśmy w stronę pól. Pogoda była idealna. Miałam na sobie krótkie, jeansowe spodenki i bokserkę z napisem Dreams come true.
Słońce muskało skórę moich nóg i ramion, otulając mnie ciepłem. Harry zerknął na moją koszulkę i uniósł brwi.
-Kolejna koszulka ze specjalnym przekazem?- Roześmiałam się i przytaknęłam. Ostatnio miałam na sobie bokserkę z napisem: Gays are cute.
Tak wiem, mam dziwne upodobania odzieżowe.
Chłopak podniósł kącik ust i spojrzał mi w oczy.
-Uważasz, że moje marzenie również się spełni?- Uśmiechnęłam się.
-Jeśli mu pomożesz, to myślę, że tak. 

______________________________________________________________________________
Halo, halo to już V ! 
Przykro mi, że tak rzadko dodaję rozdziały, ale szkoła to totalne zło.
W dodatku mam lekkie problemy zdrowotne, ale staram się, by to malutkie grono czytelników mnie jeszcze nie opuszczało.
WIADOMOŚĆ!
Razem z autorką "Dark Ride"--> @laughwithloueh myślimy nad wspólnym fanfiction.
Oczywiście nie zamierzamy zaprzestać tworzenia swoich starych prac.
Chcemy tylko spróbować.
Więcej informacji przy następnym rozdziale.
Dziękuję za to, że jesteście ze mną.
Love. xx

wtorek, 2 września 2014

Rozdział IV

Perrie nie mieszkała daleko, więc nie było problemu z odległością. Wyszłam na chodnik prowadzący do jej mieszkania, kiedy zauważyłam z daleka machającą do mnie przyjaciółkę. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Pachniała jakąś owocową mieszanką.
 -O-ho-ho! Co to za powitanie?- Spojrzała badawczo na moją twarz, odgarniając włosy z twarzy.- O nie. Niech zgadnę. Wiedziałam, kurwa, wiedziałam!- Zmarszczyłam czoło nie rozumiejąc. 
-Co wiedziałaś? 
-Całowałaś się z Harrym!- Uniosłam ręce w ramach protestu.
 -Co?! Nie!- Teraz to Perrie zmarszczyła czoło. 
-W takim razie co jest?- Opowiedziałam jej co się wydarzyło i to co powiedział mi Harry. 
-Chyba źle go oceniłam.- Dodałam na zakończenie. Przyjaciółka objęła mnie i uspokoiła.
 -Nie zdawałaś sobie z tego sprawy. Pamiętaj, że teraz jest w dobrych rękach.
 -No tak, jednak co robi u nas w domu?- Zapytałam z niepokojem. Perrie zastanowiła się przez chwilę.
 -Może ma obserwować jak wygląda normalna rodzina…Myślę, że pod tym względem jesteście razem z Claire idealne. Nie kłócicie się, współpracujecie i spędzacie razem czas. Też chciałabym mieć takie kontakty ze swoją mamą. 
-Logiczne. Jednak co do spędzania razem czasu, to trochę się zmieniło. Teraz cały czas gdzieś wyjeżdża albo zamyka się w swoim pokoju. Opiekę nad Harrym zostawiła mnie. To mnie zastanawia najbardziej.- Dziewczyna wzruszyła ramionami. 
-Może chce ci pokazać, że nie każdy jest taki jak tamten chłopak…-Zawahała się. Ponagliłam ją.
 -Mów, mów, już i tak nic bardziej mnie nie dobije.
 -Widzisz, trochę zamknęłaś się na ludzi od tamtego incydentu. To znaczy nie dziwię ci się, ale spędzasz dużo więcej czasu w domu, nie spotykając się nawet ze mną.- Jej twarz posmutniała, co sprawiło, że nie mogłam zaprzeczyć. Miała rację. Cholera.
 -Przykro mi Perrie.- Uśmiechnęła się. 
-Spokojnie, ja to rozumiem. Mam nadzieję, że zbliżycie się do siebie z Harrym.- Chciałam jej przerwać, lecz mnie powstrzymała.- Przymknij się. Wiem co sądzisz na ten pomysł, ale hej są wakacje! Zaraz po nich on wyjeżdża. Nie musicie od razu uprawiać gorącego seksu.- Zachichotała.- Chociaż życzę wam tego z całego serca.- Sprzedałam jej sójkę w bok. Kontynuowała.- Ale jeśli się zaprzyjaźnicie, to może to zadziałać na korzyść obojga. Może o to chodziło twojej mamie.
 -Może…- Perrie zerknęła na telefon i przegryzła dolną wargę. -Wybacz Jo, ale muszę uciekać.- Przekrzywiłam głowę odpalając papierosa.
 -Coś nie tak?- Przyjaciółka zabrała mi używkę i zaciągnęła się głęboko.
 -Umówiłam się z Zaynem.- Wybuchnęłam śmiechem zapalając kolejnego. 
-Jeśli mowa o gorącym seksie…- Perrie szybko zaprzeczyła, odrobinę za szybko, co spotęgowało mój śmiech. -Okej, nie przeszkadzajcie sobie. Buziaki dla Zayna i bawcie się dobrze. –Otrzymałam szybki pocałunek w policzek, po czym patrzyłam jak przyjaciółka i mój papieros oddalają się w kierunku polanki. Pokręciłam głową bawiąc się dymem i ruszyłam w kierunku domu. Było zimno, chociaż na niebie idealnie było widać gwiazdy. Mogłam ujrzeć Wielki Wóz i błyszczącą nieopodal Gwiazdę Polarną. Uwielbiam noc, mimo że odczuwam lęk przez ciemnością. Wydawało mi się, że gdziekolwiek bym nie spojrzała, tam widzę jakieś mroczne twarze. Dlatego nie dziw, że pisnęłam z przerażenia, gdy przede mną zmaterializowała się czyjaś postać.
 -Kurwa, Harry co ty tutaj robisz?- Chłopak wzruszył ramionami, patrząc na papierosa, który tlił się teraz na chodniku.
 -Ćwiczyłem i stałem akurat przy oknie, gdy zauważyłem, że wychodzisz.- Zbulwersowałam się.
 -Czy ty jesteś poważny? Jest w chuj ciemno, zupełnie nie znasz Holmes Chapel, w dodatku po raz kolejny naruszasz moją prywatność.- Harry odchylił głowę wzdychając ciężko. Jego loki podskoczyły.
 -Znalazłem cię, tak? Więc się kurwa uspokój i nie truj mi dupy. Dokąd wyszłaś?- Zmierzyłam go wrogim spojrzeniem. 
-Nie twój interes.- Chłopak przybliżył się niebezpiecznie ściskając moje ramię. Przez sweter czułam jego ciepłe palce.
 -Z kim się spotkałaś?- Zapytał rozglądając się dookoła.- Spotkałaś się z jakimś chłopakiem?- Zadziornie odgarnęłam jasne włosy i spojrzałam mu w oczy.
-Nawet jeśli, to co?- Na moje słowa Harry zwiększył siłę nacisku, wbijając mi paznokcie w skórę. 
-Gdzie on jest?- Nie wytrzymałam. -Ogarnij się i mnie nie wkurwiaj.- Zbliżył swoją twarz do mojej. -Zapytam jeszcze raz. Gdzie on jest?- Poczułam jego oddech na swoich wargach. Czułam się dziwnie mała, gdy czułam na sobie jego czujne zielone oczy. Pomijając fakt, że byłam niższa, ale chodziło raczej o jakąś przewagę psychiczną. Nie chciałam przegrać tej bitwy i przyznać się, że tak naprawdę widziałam się z Perrie. Zamiast tego wysyczałam mu prosto w twarz: 
-Właśnie poszedł. Zaraz po tym jak bzyknęliśmy się w krzakach.- Oczy Harrego zapłonęły. Popchnął mnie z ogromną siłą, przez co przewróciłam się na chodnik, uderzając głową o chodnik. Poczułam jak chłopak siada na mnie okrakiem, owijając swoje nogi wokół moich bioder. -Podobało ci się?- Milczałam, a Harry nachylił się nade mną patrząc prosto na moje usta.- Był tego wart? Pytam kurwa!- Łzy napłynęły mi do oczu, jednak powstrzymałam je zaciskając powieki. Chłopak nieubłagalnie kontynuował.- Krzyczałaś jego imię, gdy poczułaś, że jesteś bliska końca?- Wiercił się, chwytając moje nadgarstki i przygważdżając je do ziemi tuż nad moją głową.- Dam ci małą lekcję Jo. Nie ważne jak bardzo on będzie dobry. Ja zawsze będę lepszy.- Nagle zbliżył się ze tygrysią prędkością i poczułam jego wargi na swoich. Pocałunek był mocny, kryła się w nim mroczna agresja przeplatana z namiętnością. Jego usta mocno, wręcz z pasją wpijały się w moje, pozbawiając mnie tchu, a jego język zaczął drażnić mój język.  Mimo wszystko nie oddałam pocałunku, czując że niechciane łzy popłynęły. Trzęsłam się od płaczu, czując niemoc. Leżałam posłusznie na ziemi, ignorując uporczywy ból w nadgarstkach. Zdołałam chwycić drżący oddech,a następnie poczułam, że moja klatka piersiowa została odciążona. Przymknęłam oczy, gdy Harry gwałtownie się ode mnie odsunął, puszczając moje nadgarstki. Dotknął swojego policzka, który był mokry od łez. Zmarszczył czoło, jakby próbując dociec skąd się wzięły. Spojrzał na mnie, a jego twarz od razu się zmieniła. Wstał potykając się o własne nogi.
 -Jo…Ja pierdole, ja tego nie chciałem. Jo, przepraszam.- Szepcząc to cofał się coraz dalej, jednak ja wciąż słyszałam. Chlipnęłam i otarłam łzy. 
-Tak naprawdę…-Zaczęłam.- Spotkałam się z Perrie. Nie było żadnego chłopaka.- Harry zatrzymał się.
 -To dlaczego mnie okłamałaś?- Wzruszyłam ramionami.
 -Chyba chciałam cię sprowokować. Jednak nie zdałam sobie sprawy z tego, jak to może się skończyć. 
-Jo...-Próbował mi przerwac, jednak zbyłam go machnięciem ręki.
 -Nie przerywaj mi. Wiem, że miałeś swoje problemy i że nadal je przeżywasz. Chcę ci pomóc, ale nie pomogę, jeśli będziesz mnie atakować.- Spojrzałam mu wyzywająco w oczy, czując jak opuszcza mnie strach.- Nigdy więcej tego nie rób. Nieważne, jak bardzo będziesz wściekły, nie atakuj mnie. Ani nie całuj. Jeśli będziesz chciał mnie pocałować, to po prostu mi to powiedz, lecz mnie nie atakuj. Proszę…ja więcej nie zniosę…- Głos mi się załamał i ukucnęłam chowając twarz dłoniach. Poczułam jak dłoń Harrego odgarnia moje włosy, a jego głos śpiewa mi coś do ucha.
 -You tell me that you’re sad and lost your way
 You tell me that your tears are here to stay
 But I know you’re only hiding
 And I just wanna see ya... - Harry odgarnął moje włosy z twarzy I obdarzył mnie delikatnym uśmiechem. 
-Jo…Chciałbym zobaczyć twój uśmiech. Zrobisz to dla mnie?- Chcąc czy nie chcąc, uśmiechnęłam się delikatnie, starając się przełamać lody. Wiem, że Harry mnie skrzywdził, ale to była w dużej mierze moja wina. Ja rozpoczęłam tę bitwę, a on ją skończył. Mimo tego, wciąż go…lubiłam, a moje ciało reagowało na jego dotyk. Dotknęłam opuchniętych warg, unikając spojrzenia Harrego. Chłopak ścisnął moją dłoń. 
-Dziękuję. Jest jeszcze jedna sprawa. Powiedziałaś, że jeśli będę chciał cię pocałować to mam powiedzieć ci o tym, tak?- Skinęłam niepewnie głową. -W takim razie musisz wiedziec, że chcę cię teraz pocałować Jo.- Wyszeptał. Jak zahipnotyzowana patrzyłam na jego usta, wiedząc że jeśli poczuję jego wargi na swoich to oddam ten pocałunek z taką samą zapalczywością jak on wcześniej. Harry jednak wstał podnosząc mnie ze sobą. Splótł nasze palce i z łagodnym uśmiechem poprowadził mnie przez ciemną ulicę.
 -Chodźmy do domu, mój aniele.
_________________________________________________________________________

Ok wiem, że obiecałam rozdział w sobotę, ale postanowiłam rozchmurzyc nieco nastroje i dodac kolejny rozdział, który będzie już zawierał jakąś mocniejszą akcję. Wiem, że toczy się bardzo szybko, jednak chodzi mi głównie o to, by już "na wiecznośc" przyciągnąc waszą uwagę. 
Muahahahahhah! x
Ten rozdział był też dla mnie pewnego rodzaju wyzwaniem. 
Już dawno temu, za czasów szóstej klasy podstawówki (czyli jakieś 4 lata temu) napisałam pierwszą książkę, jednak nigdy nie zawierała takich scen, jakie większośc czytelników fanfictions hmm lubi.
Później zwolnię i nie będzie to już tak chaotyczne.
Obiecuję. :)
Dziękuję za każdy komentarz, wyświetlenia, słowa wsparcia i otuchy.
Lots of love. xx
P.S
Zapraszam Was na fanfiction należące do @laughwithloueh !
http://dark-ride-fanfiction.blogspot.com/
Dziewczyna odwala naprawdę kawał dobrej roboty, lecz brak jej wiary w siebie.
Za co dostaje ode mnie opierdziel, bo ja jaram się jej pomysłem,
bo jednak oryginalnośc to juz 1/4 sukcesu. xx
+ 2 P.S
Nawet nie wiecie ile razy oglądałam NCIS, żeby dobrze opisac ta brutalną scenerię.
Jak już pisałam, wzięłam się za kompletnie nie ten gatunek literacki, o ile ff do któregoś należą haha. x

Obserwatorzy