Pożegnałam się z Perrie i wróciłam do salonu, zastając jeszcze
rozwalonego na kanapie Harrego. Chłopak podniósł na mnie oczy i zachichotał.
-Chyba nie zapowiadali burzy na dzisiaj?
-Co?- Odburknęłam.
-Czuję się jakbyś miotała we mnie piorunami. Albo
zaklęciami. Oczywiście typu: „Avada Kedavra” albo „Cruciatus”.- Spojrzałam na
niego z wyrzutem.
-Co jej powiedziałeś?
-Komu?- Zapytał głupio Harry. Oczywiście wiedział o kogo
chodzi.
-Nie zgrywaj kretyna.- Chłopak zaśmiał się zasłaniając
dłonią usta.
-Ho, ho, ho. Czyżbym cię zdenerwował?- Prychnęłam.
-Nie, jestem tylko ciekawa.- Harry podniósł się z leżanki i
rzucił mi mój telefon, który leżał na stoliku.
-Twoja mama przysłała smsa. Masz zajrzeć do jakiejś
sąsiadki.
-Odczytałeś wiadomość skierowaną do mnie?- Warknęłam.
Przegiął.
-Tak właściwie…- Zaczął patrząc na swoje paznokcie.-
Przejrzałem galerię, muzykę i rozmowy.- Przyjrzał mi się badawczo.- W życiu nie
powiedziałbym, że słuchasz Metalliki.- Nie. Dokładnie teraz przegiął.
Zignorowałam fakt, że jest chory na dekiel i rzuciłam się na niego z poduszką w
dłoni. Wykorzystałam moment zaskoczenia i uderzyłam go prosto w jego bujną
czuprynę z głośnym, bojowym okrzykiem. Harry chwycił mnie za nadgarstek, jednym
ruchem przewracając na miękką kanapę.
-Ugh.- Jęknęłam. Chłopak otrzepał dłonie i założył je sobie
na piersi.
-Skończyłaś?- Pokiwałam głową. Właściwie nadal byłam
wściekła, lecz ten mały pokaz siły, przypomniał mi, kto tutaj jest agresorem.
Podniosłam się i z zażenowaniem minęłam Harrego, chwytając klucze leżące na
stoliku.
-Idziesz ze mną.-Oznajmiłam. Chłopak posłusznie ruszył za
mną do korytarza, gdzie w milczeniu wciągnęliśmy na stopy buty. Ja- słodkie,
koronkowe baleriny, on- brudne, pokiereszowane trampki. Razem ruszyliśmy do
domu pani Tomlinson, starszawej sąsiadki, która mieszkała razem z wnukiem
Louisem. Tak się złożyło, że Louis gra razem z Zaynem w zespole One Direction, które cieszy się w
okolicach dobrą sławą. Niestety chłopak wyjechał na kilka dni i to na nas spadł
obowiązek opieki nad staruszką. Lubiłam ją, więc właściwie nie przeszkadzało mi
to. Przeszkadzał mi tylko fakt, że towarzyszył mi Harry, ale nie mogłam go
zostawić samego. Zapukałam do frontowych drzwi, małego przytulnego domku. Po
chwili rozległ się odgłos tłuczącego się szkła i kilku przekleństw.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Josephine!- Wykrzyknęła pani Tomlinson na mój widok.- Miło,
że wpadłaś. Proszę zapraszam. A kim jest twój przyjaciel?- „Mój przyjaciel”
podszedł do staruszki z niespodziewaną galanterią ujmując jej dłoń i nakrywając
swoją.
-Harry Styles, proszę pani. Ma pani niesamowite mieszkanie.-
Dodał, gdy zbliżyliśmy się do salonu, gdzie znajdował się ogromny kominek,
kilka mebli i mnóstwo roślin.
-Dziękuję kochanie.- Odparła kobieta kładąc mu rękę na
policzku.- Mimo, że mówisz to tylko z uprzejmości. Każdy uważa, że mam tutaj za
dużo „badyli”.- Powiedziała wskazując na kwiaty.- Nawet Lou, ale on ma zbyt
złote serduszko, żebym mogła go za to uderzyć.- Zachichotała. Harry
odpowiedział jej szerokim uśmiechem.
-Lubię agresywne kobiety.- Powiedział. Szybko zdzieliłam go
w ramię, nie wierząc w to co właśnie usłyszałam. Na szczęście staruszka
wybuchnęła gromkim śmiechem.
-Harry, jesteś przeuroczy. Miło, że Josephine znalazła sobie
takiego przyjaciela.
-Tak.- Odrzekł chłopak spoglądając na mnie.- To będzie
piękna przyjaźń.- Naburmuszyłam się i pokazałam mu środkowy palec w chwili, gdy
pani Tomlinson przecierała chusteczką okulary.
-Pani pozwoli, że ja to zrobię.- Powiedział Harry, ignorując
mój gest. Przejął poniszczone szkła i pocierając o swoją bluzę zaczął je czyścić.
Po kilku sekundach przyjrzał się im z aprobatą kiwając głową.-Idealnie.-
Przysunął się do staruszki odrobinę za blisko niż wymagałaby tego etykieta,
wsuwając okulary na jej malutki nosek. Odsunął z jej czoła siwy kosmyk i musnął
dłonią jej policzek.
-Jest dobrze?- Wyszeptał. Pani Tomlinson przekrzywiła głowę,
patrząc zagadkowo na Harrego. Uśmiechnęła się i ucałowała go w policzek.
-Bardzo dobrze. Nie mam zielonego pojęcia co kombinujesz
młodzieńcze, ale odsuń się troszeczkę ode mnie. Mam problemy z oddychaniem.-
Chłopak zachichotał.
-Miło widzieć, że ktoś nie może złapać przeze mnie
powietrza. Szczególnie taka urodziwa kobieta jak pani.- Staruszka zaśmiała się
trącając go w nos.
-Człowiek nie może mówić tylu miłych rzeczy i jednocześnie
prawdy.- Przeniosła wzrok na mnie i spoważniała.- Jo, uważaj na tego lowelasa.
Czuję, że jeszcze będą z nim kłopoty.
-Jakbym tego nie wiedziała.- Mruknęłam. Wypiliśmy
obowiązkową herbatę i po czułym pożegnaniu z panią Tomlinson (Harry nawet
przesadził z tą czułością) ruszyliśmy w kierunku domu. Oczywiście nie mogłam
się nie odezwać.
-Na czym polega twój problem Harry?- Chłopak zerknął na mnie
z ukosa, zakładając na bujne loki kaptur.
-Mam mnóstwo problemów. Nie wiem, o który pytasz.
-O ten z nałogowym flirtowaniem z wszystkimi kobietami,
które się napatoczą.- Poczułam kropelkę deszczu na swoim nosie. Nie no, super.
-Nie flirtuję ze wszystkimi kobietami.- Odezwał się Harry.
Wybuchnęłam śmiechem.
-W ogóle. Podrywałeś dzisiaj każdą kobietę, z którą
rozmawiałeś.- Chłopak obruszył się.
-Nieprawda. Ciebie i Claire nie zaczepiałem. Poza tym na
Claire nie działają moje uroki. A ty…- Zaczął poprawiając kaptur, który zsuwał
mu się z głowy przez chłodny wiatr.
-A ja co?
-Nie chce ciebie podrywać.
-Dlaczego?- Harry uśmiechnął się, przez co znów mogłam
podziwiać jego dołeczki.
-A chcesz być przeze mnie podrywana?- Zaperzyłam się.
-Nie. Absolutnie, nie. Chce wiedzieć tylko dlaczego.-
Chłopak nagle przystanął łapiąc mnie za rękę.
-Bo chronię cię przede mną.- Powstrzymałam wybuch śmiechu i
wybałuszyłam na niego oczy.
-Jakże to bohaterskie z twojej strony. A co takiego możesz
mi zrobić?- Zapytałam wraz z nagłym przypływem brawury.
-Nie co ja mogę zrobić, a co ty możesz zrobić.- Przewróciłam
oczami i westchnęłam.
-Dobra jeszcze raz. Co takiego ja mogę zrobić?- Harry ujął
kosmyk moich włosów, dołączając go do koczka. Był już całkowicie zniszczony
przez deszcz, więc w sumie nie robiło to wielkiej różnicy. Chłopak obdarzył
mnie hipnotyzującym spojrzeniem i wyszeptał:
-Możesz się we mnie zakochać.
-Matko święta
jesteście cali przemoczeni. Biegiem rozbierać się, zanim nachlapiecie na
dywan!- Krzyki mojej mamy niosły się echem po mieszkaniu. Normalnie zaczęłabym
się śmiać, ale jakoś nie było mi do śmiechu.
-Co takiego ja mogę
zrobić?
- Możesz się we mnie zakochać.
Słysząc jego odpowiedź wybuchnęłam śmiechem kręcąc głową w
niedowierzaniu.
-Nie mówisz chyba poważnie.- Harry spojrzał na mnie krzywiąc
się z niesmakiem.
-Jak na chorego umysłowo wariata? Tak, mówiłem całkiem
poważnie.- To spotęgowało napięcie, więc wybuchnęłam jeszcze większą salwą
śmiechu. Kiedy wreszcie się uspokoiłam, spojrzałam na niego, ocierając twarz z
kropel deszczu.
-Nie masz na co liczyć.- Odparłam. Chłopak uniósł wysoko brwi.
-To wyzwanie?- Wzruszyłam ramionami i ruszyłam pędem do
domu.
Nawet gdy siedziałam już w swoim
pokoju nie mogłam opanować drżenia.
Czy on mówił poważnie? Położyłam się na łóżku i przytuliłam
pękatą poduszkę do piersi. Co w nim może mi się podobać?
Zamknęłam oczy i zaczęłam wizualizować. Wyobraziłam sobie
postać Harrego, z potarganymi ciemnymi lokami, opadającymi w nieładzie na
chmurne, zielone oczy. I ten uśmiech. Tak, ten szeroki uśmiech, ukazujący ładne
równiuśkie zęby. I jego policzki. I te
dołeczki, których w duchu zazdroszczę. Lubię jak je pokazuje. Wygląda
wtedy na szczęśliwego. Podobają mi się jego tatuaże. Jestem ciekawa, co każdy
jeden może oznaczać. Podoba mi się też jego chód. Nie ma w nim nic wymuszonego.
Jest taki…luźny. Co jest dziwne jak na człowieka, który wiele przeszedł. Jednak
chyba najbardziej intryguje mnie jego aura tajemniczości. Praktycznie niczego o
nim nie wiem. Może to sprawia, że jest taki pociągający.
Nagle moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi. W
uchylonych drzwiach ukazała się głowa mojej mamy.
-Jo, może chciałabyś obejrzeć z Harrym jakiś film?-
Wzruszyłam ramionami.
-Sam nie może obejrzeć? Albo z tobą? Cały dzień z nim
spędziłam.- Mama zniżyła swój głos do szeptu, odgarniając włosy z twarzy.
-Zaproponowałam mu swoje towarzystwo, ale on zapytał czy nie
mógłby obejrzeć go z tobą.- Zaskoczona podniosłam się z łóżka.
-Serio?- Tym razem to Claire wzruszyła ramionami.
-Najwyraźniej cię polubił. To jak?- Uśmiechnęła się do mnie
promiennie, zagryzając dolną wargę.
-Już idę.- Mama klasnęła w dłonie.
-Świetnie. Macie tam przygotowany popcorn, w razie czego
wołajcie, będę z Kateriną na zewnątrz.-
Katerina to najlepsza przyjaciółka mamy. Często spotykają się na kawę i
wymieniają plotkami na naszym tarasie. Teraz siedziały nad jakimiś ślubnymi
papierami, ponieważ za jakieś dwa tygodnie Kate wychodzi za mąż. Skinęłam głową i powlokłam się na dół.
Harry już siedział na kanapie, przeglądając pudełka z filmami.
-Cieszę się, że przyszłaś Jo.- Powiedział obdarzając mnie
uśmiechem. Ugh. Znowu te dołeczki.
-Jasne. Co chcesz obejrzeć?- Chłopak wzruszył ramionami
pakując garść popcornu do ust. Szybko przeżuł smakołyk, przy okazji wycierając
tłuste palce o kanapę. Skrzywiłam się.
-Nie wiem, niczego nie kojarzę, ani nie oglądałem. Co
polecasz?- Zapytał. Zajrzałam mu przez ramię czując lekki zapach dezodorantu.
Same słabe komedie, horrory i bajki. Tak, filmy też wypożyczamy.
-Komedie nie są zbyt ciekawe. Horrorów z natury nie lubię,
więc wybacz, ale ze mną nigdy tego nie obejrzysz. A bajki wszystkie są fajne,
jednak jesteśmy odrobinę za starzy na takie rzeczy.- Harry wybrał pudełko z
trzema płytami i obrazkiem lwa na okładce.
-Możemy to obejrzeć?- Zachichotałam.
-Króla lwa?-
Chłopak skinął głową i delikatnie wyciągnął pierwszą płytę. Wciąż się śmiejąc
włożyłam płytę do DVD, chwyciłam pilota i usiadłam na kanapie. Wokół panowała
ciemność i jedynie ekran telewizora oraz światła uliczne sprawiły, że
widzieliśmy cokolwiek.
-Seans czas zacząć.- Odparłam i poprawiłam się na siedzeniu,
drugą ręką sięgając po popcorn. Dokładnie w tym samym momencie dłoń Harrego
wystrzeliła po smakołyk, przez co nasze palce musnęły się. Jak oparzona
cofnęłam rękę i schowałam ją pod nogami, wciąż czując przyjemne mrowienie.
Potrząsnęłam nią chcąc pozbyć się niechcianego odczucia.
Cholera. Jak w jakimś zjebanym, melodramatycznym filmie.
W ciszy oglądaliśmy film, od czasu do czasu zagłuszając
dialogi postaci chrupaniem popcornu. Oczywiście ja obserwowałam kiedy mogę po
niego sięgnąć.
Po jakimś czasie zerknęłam na Harrego. Z uwagą śledził
fabułę filmu, a na jego twarzy w zależności od sytuacji odzwierciedlały się
różne emocje. Zaśmiałam się w duchu. Jak miło.
Po jakimś czasie rozległ się głos chłopaka.
-Ta Nala to niezła laska. Na miejscu Simby bym ją wyrwał.-
Uśmiechnęłam się.
-Poczekaj jakieś 40 minut. Simba to nie tylko król dżungli,
z tego co wiem, jest też królem podrywu.- Harry potrząsnął głową.
-Ta posada jest już zajęta.
-Niby przez kogo?
-Przeze mnie.
-Ha!- Wróciłam wzrokiem do ekranu powstrzymując śmiech.
Czułam na sobie spojrzenie chłopaka, więc wskazałam palcem na telewizor.
-Oglądaj, bo wyłączę.- Harry posłusznie wrócił do filmu,
uprzednio odkładając pustą miskę na stół. Przez jakiś czas ponownie zapanowała
między nami cisza, dopóki Harry nie pociągnął nosem, na scenie śmierci Mufasy.
-Czy ty płaczesz?- Zapytałam. Harry spojrzał na mnie
skrzywiony.
-Nie, kurwa. Wpadło mi coś do oka.- Chłopak pospiesznie
otarł twarz, wciąż badawczo mi się przyglądając.- Nie rozumiem, jak do cholery,
możesz nie mieć nawet załzawionych oczu.- Wzruszyłam ramionami.
-Oglądałam to mnóstwo razy, ale nie martw się, płakałam dużo
wylewniej niż ty.- Zapewniłam.- Ale miałam wtedy jakieś sześć lat. Za to ja nie
rozumiem jakim cudem nie oglądałeś takich rzeczy w dzieciństwie.- Harry otarł
dłonią kark i położył ją z powrotem na podciągnięte kolano.
-Kiedy ja miałem sześć lat, to zamykano mnie w zarzyganej
łazience, o chlebie i wodzie. Sama sobie odpowiedz na to pytanie.- Zszokowana
zakryłam usta, czując ucisk w dołku.
-Harry, ja…przepraszam, nie chciałam, naprawdę nie
wiedziałam.- Uciszył mnie machnięciem ręki.
-Zamknij się, oglądam.- Zgodnie z poleceniem ucichłam i
próbowałam skupić się na filmie.
Nie wychodziło mi to najlepiej i zamiast tego, wyobrażałam
sobie sześcioletniego, zapłakanego Harrego, który malutkimi piąstkami uderza w
podrapane drzwi łazienki, wołając o pomoc. Dużo słyszałam o przemocy w
rodzinie, ale nigdy nie miałam styczności z ludźmi, którzy przez to przeszli. Mogłam
teraz zrozumieć, dlaczego tak się zachowuje. Na usta cisnęło mi się wiele
pytań, jednak szybko je powstrzymałam, besztając się w myślach. Trochę empatii
Jo.
Kiedy film wreszcie się skończył zapaliliśmy światło i
mrużąc oczy ogarnęliśmy salon do porządku.
-To co oglądamy jutro?- Zapytał Harry.
-Nie wiem, co będziesz chciał. Król lew się podobał?
-Nawet bardzo.- Uśmiechnęłam się.
-W takim razie jutro obejrzymy Zakochanego kundla.
-Jeśli Zakochany
kundel jest tak zajebisty jak Król
lew to chętnie.- Żachnęłam się.
-Obiecuję, że nadrobimy wszystkie bajki, które wpadną nam w
ręce. Mamy całe wakacje.- Chłopak ucieszył się i chwycił miskę po popcornie.
Szybko wyrwałam mu ją z rąk.
-Spokojnie ja posprzątam.- Powiedziałam. Harry minął mnie i
udał się do kuchni. Poszłam za nim i wsadziłam tłuste naczynie pod gorącą wodę.
Trochę za gorącą.
-Kurwa!- Wrzasnęłam odskakując od zlewu. Harry błyskawicznie
znalazł się obok mnie i chwycił mnie za oparzoną dłoń. Ignorując moje protesty,
dokładnie ją obejrzał gładząc przy okazji moją skórę. Miał zimne dłonie, które
kojąco wpływały na podrażnioną skórę.
-Harry jest w porządku. To była tylko gorąca woda, nie
wrzątek.- Chłopak podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
-Na pewno?- Przytaknęłam. Harry jeszcze przez chwilę mi się
przyglądał, po czym uniósł moją dłoń do ust i delikatnie ucałował. Gwałtownie
wciągnęłam powietrze, czując przeskakujący między nami prąd. Liczyły się tylko
jego hipnotyzujące zielone oczy i błąkający się, melancholijny uśmiech.
Spuściłam głowę i odpowiedziałam uśmiechem. Szybko odwróciłam się na pięcie,
porzucając brudne naczynia, gorącą wodę i…Harrego.
Pobiegłam do pokoju, myśląc nad swoją reakcją. Opanuj się
Jo. Znasz chłopaka tylko dwa dni. Nie istnieje miłość od pierwszego wejrzenia.
Zaczynając od tego, że pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Zgadzam się,
jest pociągający, ale to wszystko. Wysłałam smsa do Perrie.
Jo: Siemka, żyjesz? x
Po chwili uzyskałam odpowiedź.
Perrie: Dla ciebie zawsze. Co jest?
Jo: Masz ochotę wyjść się przejść?
Perrie: Ej, jest po 23:00.
Jo: Przeszkadza ci to?
Perrie: Będę za dziesięć minut. xx
Wyciągnęłam z szafki paczkę papierosów, zapalniczkę i czarny
sweterek. Już nie padało, ale wiał zimny wiatr, który z pewnością będzie
upierdliwy. Na palcach zeszłam na dół, starając się nie szeleścić pękiem
kluczy. Wymknęłam się na zewnątrz, wstrzymując oddech i nasłuchując odgłosów z
domu. Idealna cisza. Odeszłam trochę od drzwi, spoglądając na okno mamy.
Zgaszone. W sumie jak zwykle. Ta kobieta, gdyby mogła to chodziłaby spać o
19:00.
Odruchowo spojrzałam w okno Harrego. Również zgaszone.
Kamień z serca. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w kierunku domu Perrie.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witamy III rozdział. ♥
Mam nadzieję, że spełniam Wasze oczekiwania i Was nie zawodzę.
Chciałabym podziękować za wszystkie komentarze, dzięki Wam chodzę teraz z bananem na ryju.
Mega, maxxx Was kocham Misie. xx
Chciałabym też o coś poprosić.
Dopiero zaczynam i przydałoby mi się wsparcie w postaci "rozsławienia" tego ff.
Zależy mi na tym, by moja praca stała się bardziej uznana, nawet jeśli to czysta przyjemność. :)
Zamierzam również założyć zakładkę z nagłówkiem "Polecane blogi".
Jeśli piszecie jakieś fanfiction, to napiszcie w komentarzu, chętnie Was wesprę.
Jeszcze jedna informacja. Jutro wyjeżdżam do internatu, gdzie niestety nie ma wifi,
a do domu wracam z dwa tygodnie. Mimo tego postaram się opublikować nowy rozdział szybciej,
nawet jeśli powinnam się zająć szkołą (czyt. anatomią, fizjologią, rozrodem etc. haha).
Jeszcze raz Wam dziękuję i komentujcie!
Serio, to silnie na mnie działa i daje kopa. Buziaki xx
Mam nadzieję, że spełniam Wasze oczekiwania i Was nie zawodzę.
Chciałabym podziękować za wszystkie komentarze, dzięki Wam chodzę teraz z bananem na ryju.
Mega, maxxx Was kocham Misie. xx
Chciałabym też o coś poprosić.
Dopiero zaczynam i przydałoby mi się wsparcie w postaci "rozsławienia" tego ff.
Zależy mi na tym, by moja praca stała się bardziej uznana, nawet jeśli to czysta przyjemność. :)
Zamierzam również założyć zakładkę z nagłówkiem "Polecane blogi".
Jeśli piszecie jakieś fanfiction, to napiszcie w komentarzu, chętnie Was wesprę.
Jeszcze jedna informacja. Jutro wyjeżdżam do internatu, gdzie niestety nie ma wifi,
a do domu wracam z dwa tygodnie. Mimo tego postaram się opublikować nowy rozdział szybciej,
nawet jeśli powinnam się zająć szkołą (czyt. anatomią, fizjologią, rozrodem etc. haha).
Jeszcze raz Wam dziękuję i komentujcie!
Serio, to silnie na mnie działa i daje kopa. Buziaki xx
Pierwsza!
OdpowiedzUsuńcudowny rozdział, jejciu kocham Twoje ff donodbohwoksssqa
to jak się 'zderzyli' palcami >>>>>>>>>>
jak ją pocałował w rękę >>>>>>>>>>>
awww, chcesz mnie zabić
dziękuję za ten rozdział slońce i czekam na następny
buziaki @luvmyStyles_94 :) x
Aww cudowny ♥
OdpowiedzUsuńReakcja Hazzy na Króla Lwa i na poparzenie Jo >>>>>
Czekam na następny rozdział xx
@AlwaysIsHope1
Ckliwy Harry >>>>>
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego, będę obserwować !
Jezuu nie moge sie doczekac kolejnego ! :*
OdpowiedzUsuńNo więc powiem, że podobał mi się i będę czekała na następny ^.^
OdpowiedzUsuń@Szerrys
tak strasznie mi wstyd, ale jako LS jak tylko wspomniałaś o Louisie, już załączyło mi się rozwinięcie historii z chłopakiem z sąsiedztwa ;)
OdpowiedzUsuńale twój plan też ciekawie się toczy :)
@nala292
p.s życie bez wifi??? współczuję xx
Naprawdę z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej mi się podoba.
OdpowiedzUsuńHarry coraz bardziej mnie intryguje ^^
@Only_Ordinary_I