Po szybkim prysznicu umyłam zęby i nareszcie znalazłam się w
łóżku. Było chłodno, więc przykryłam się wielką, puchatą kołdrą, którą
zazwyczaj skopywałam na podłogę.
Niestety tym razem cienka, jedwabna koszula nie ochroni mnie
przed zimnem. Trzęsłam się pod kołdrą, patrząc na wyświetlacz budzika, który
wskazywał na 2:00.
Nie mogłam ogarnąć swoich myśli. Krążyły wokół różnych
tematów, jednak nieważne czym próbowałam zająć umysł, on zawsze wracał do
Harrego.
Jakim cudem z małego, nocnego wypadu z przyjaciółką wyszedł
mały, koszmar z chorym psychicznie chłopakiem, który, jak pomału to odkrywałam,
diabelsko mi się podoba.
Właściwie nie powinien. Jest agresywny, chory, dziwaczny…ale
jednak ma w sobie coś, co do mnie przemawia. Nie jest to litość. Jest to dużo
potężniejsze uczucie.
Mechanicznie moja dłoń, powędrowała do ust. Jakieś dwie
godziny temu, te usta dotykały warg Harrego. Uśmiechnęłam się. Przeszył mnie
ciepły dreszczyk, który jednak nie powstrzymał fali drżenia.
-Cholera, jak pizga…-Wyjąkałam przez szczękające zęby.
-Jo?- Odwróciłam się na drugą stronę i zastałam stojącego w
drzwiach Harrego. Usiadłam.
-Tak?
-Ty też nie możesz spać?- Pokręciłam głową.
-Zaraz zamarznę. Nawet gruba warstwa pierza mi nie pomaga.-
Mówiąc to wskazałam na kołdrę. Harry uśmiechnął się i nawet z łóżka mogłam
dostrzec te głupie dołeczki.
-Mogę spać z tobą?- Zapytał szeptem, zbliżając się. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia, czując
że resztki senności mnie opuszczają. Patrzyłam na niego, spostrzegając że
wygląda jak mały chłopiec. Miał na sobie sięgające kolan, pomarańczowe
spodenki, zaś górne części ciała były odsłonięte. Otulił się ramionami, a jego
ciemne loki wiły się wokół twarzy. Pokiwałam głową i przesunęłam się robiąc mu
miejsce. Harry wśliznął się pod kołdrę po czym wydał z siebie ciężkie
westchnięcie. Czułam jak moje wargi poszerzają się w uśmiechu.
-Dobranoc Harry.
-Dobranoc Aniołku.
Leżeliśmy tak w ciszy, wiedząc że mimo uciekającego czasu,
oboje nie śpimy. Zdradzały nas nieregularne oddechy.
-Kiedy byłem młodszy, często śniły mi się koszmary.- Powiedział
Harry. Przekręciłam głowę tak, bym mogła na niego spojrzeć. Patrzył w sufit, a
jego usta wyrzucały kolejne słowa.- Za każdym razem płakałem, chcąc się do
kogoś przytulić, szukając schronienia, czegokolwiek. Chodziłem wtedy do
rodziców, pytając czy mogę się u nich położyć. Zawsze słyszałem, że mam wracać
z powrotem do łóżka.- Przekręciłam całe ciało, skupiając się na jego
opowieści.- Błagałem, żebym mógł chociaż położyć się na podłodze. Wtedy ojciec
zaczynał mnie wyzywać, każąc spierdalać, więc posłusznie wracałem, nie chcąc
dostać lania. Mimo tego, zawsze po każdym koszmarze przychodziłem do nich i za
każdym otrzymywałem tą samą odpowiedź.- Teraz Harry również się przekręcił i
patrzył mi prosto w oczy.- Pewnego razu była u nas w domu wielka impreza. Wszędzie
leżały puste butelki po wódce, niedopałki papierosów, nawet wymiociny. Tej nocy
również miałem koszmar. Jak zwykle poszedłem do sypialni rodziców, lecz
zastałem tam tylko mojego ojca. Z jakąś obcą kobietą…-Zawahał się.- W
jednoznacznej sytuacji. Nie przerwali, nawet wtedy, gdy mnie zauważyli. Mój
ojciec krzyczał jej prosto w twarz same wulgarne rzeczy, wyzywał ją od szmat,
dziwek, a ona podniecona jęczała, jakby podobało jej się to, że jej ubliża.
Nie myślałem o tym wtedy szczególnie źle. Gdy byłem mały,
chciałem być taki silny i potężny jak tata.- Pociągnął nosem, a ja odruchowo
wyciągnęłam dłoń i chwyciłam jego rękę.- Przez długi czas marzyłem tylko o tym.
Chyba zostało mi to do dziś. Takie obłąkane myślenie. Lekarze powiedzieli, że
przez te wszystkie wypadki w moim dzieciństwie mam te wahania nastrojów, napady
agresji, chęć skrzywdzenia wszystkich kobiet.- Zaśmiał się, jednak był to
raczej śmiech nasiąknięty bólem.- Nie zrozum mnie źle, ale nadal chorobliwie
myślę o tym, że powinienem posiąść wszystkie kobiety. Czasem to przejmuję nade
mną kontrolę i po prostu nie wiem, co robię.- Puściłam jego rękę i pogładziłam
go po włosach.
-Nie czujesz wtedy, że robisz źle?- Zapytałam. Harry podniósł
lekko głowę i oparł ją na swoim ramieniu.
-Czuję, że mój tata tego by chciał, że byłby ze mnie dumny.-
Wstrzymałam oddech, zastanawiając się nad słowami.
-Wiesz, że twój ojciec był złym człowiekiem, prawda?-
Chłopak powoli pokiwał głową, bawiąc się nitką od poduszki.
-Chciałbym wiedzieć, co robić. Zazwyczaj czuję w sobie
taką…pustkę. To się zmienia, gdy przeistaczam się w ten cały huragan gniewu.-
Mówiąc to pomachał dłonią i strzepał urwaną nić. Westchnęłam i wyciągnęłam do
niego dłoń. Milczał wpatrzony w nią, lecz po chwili chwycił ją w łagodnym
uścisku. Uśmiechnęłam się. Był teraz taki delikatny. Przypominał mi kruchą porcelanę,
która przy gwałtowniejszym ruchu może się stłuc. Nie mogąc opanować swoich
ruchów przesunęłam się do niego i przytuliłam przerzucając rękę na drugą stronę
jego ciała. Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, a my patrzeliśmy sobie
głęboko w oczy. Mimo wszystko, nie było to nic namiętnego. W tamtym momencie
czuliśmy tylko bliskość i słodką melancholię. Chłopak pogłaskał mój policzek i
zamknął powieki, pozwalając oddać się senności.
-Harry…Nie będę ci mówiła, że to
co robisz jest złe.- Wyszeptałam.- Wiem, że czasem gniew przejmuję nad tobą
kontrolę i nie możesz nic na to poradzić.- Zdmuchnęłam łaskoczący mnie w nos
kosmyk włosów.- Myślę jednak, że musisz zacząć żyć. Jeśli gniew sprawia, że
czujesz że żyjesz, nie duś go w sobie. Zapisz się na boks. Jeśli krzywdzenie
innych sprawia, że czujesz, że żyjesz, wyobraź sobie, że chwasty w naszym
ogródku to ludzie i je powyrywaj.- Zachichotałam.- Wiem, głupi przykład, ale to
wciąż istoty żywe. Poza tym przywrócisz do porządku nasz trawnik.- Zdusiłam
śmiech i pogłaskałam chłopaka po lokach.- Wybacz. Mam nadzieję, że razem
poradzimy sobie z tym problemem. Musisz żyć swoim życiem. Nie przeszłością,
tylko tym, co jest teraz. Rozumiesz?- Czekałam na odpowiedź, gapiąc się w
nieokreślony punkt na suficie. Po chwili ciszy zerknęłam na Harrego, lecz on
oddychał już miarowo, pogrążony w śnie. Ziewnęłam i wtuliłam się w niego
mocniej, wdychając zapach jego włosów. Po kilku minutach, wypełnionych
świszczeniem naszych oddechów , odpłynęłam.
Dwa
tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Był już dokładnie piętnasty lipca.
Głównie spędzałam czas z Harrym, jednak w wolnych chwilach spotykałam się z
Perrie i chłopakami z zespołu. Dzisiejsze spotkanie było szczególne, ponieważ
okazało się, że wystąpią na weselu Kateriny, które odbędzie się za kilka dni.
-Ja pierdole, nadal w to nie wierzę…- Wydyszał Niall zaraz
po dzikim tańcu, który odstawił na stole bilardowym, stojącym w garażu przy
domu Zayna.- Nie mogę oddychać, kurwa.
-Stary, co ty się dziwisz? Lepiej zostaw te wygibasy na
występ, a nie tracisz swoją energię tutaj.- Powiedział Liam, który poklepał go
po plecach. Miał na sobie fioletowy snapback i czarną koszulkę, która opinała się na jego ramionach. Uśmiechnął się i podszedł do Zayna.
-Idziesz zapalić?- Zapytał. Zayn rzucił szybkie spojrzenie
na Perrie, która gawędziła z Louisem Tomlinsonem. Tydzień temu wrócił do domu,
przez co wstrzymaliśmy wizyty u jego babci. Nie chciałam, żeby chłopcy poznali
Harrego. Miałam obawy, że w towarzystwie tylu ludzi, coś mu odwali, nawet jeśli ostatnie tygodnie były naprawdę miłe. Nie było żadnych odchyleń, ataków, agresji. Mimo wcześniejszej niechęci, teraz traktowałam Harrego jak przyjaciela. Mogliśmy się przy sobie wygadać, pośmiać, ponudzić. Idealnie. Zayn skinął
głową i wraz z Liamem wyszli z garażu. Niall uśmiechnął się do mnie,
odsłaniając aparat na zęby. Miał on niebieskie gumki, co idealnie pasowało do
jego błękitnych oczu i blond włosów. Tak, tylko ja zauważam takie szczegóły.
-Co tam Jo?- Wzruszyłam ramionami.
-Jakoś leci. Wiecie już jakie piosenki zagracie na weselu?-
Niall zamyślił się i pokręcił głową.
-Nie mam pojęcia. Bill sporządza listę utworów, ale jeszcze
się nie widzieliśmy.- Bill jest piątym członkiem zespołu. Ma naprawdę
nieziemski głos, jednak bywa trochę roztrzepany i arogancki. Zarywa prawie do
każdej dziewczyny tekstami typu: Jesteś z
Alaski? Bo słyszałem, że tam są takie laski.
Najgorsze jest to, że dziewczyny na to leciały. To znaczy
nie tyle co na jego teksty, a raczej on sam tak na nie działał.
Przyznam się, że sama byłam jedną z tych idiotek, które dały
mu się zwieść. Jednak ciężko nie polecieć na te głębokie, duże niebieskie oczy
i promienny uśmiech. Spotykaliśmy się przez pół roku. Był to czas, kiedy byłam
naprawdę szczęśliwa. Myślałam, że kocham Billa. Po czterech miesiącach naszego
związku straciłam z nim dziewictwo. Później zauważyłam, że coś się zmieniło. Bill zachowywał się bardzo oschle, rzadziej przychodził, nie mówił mi wszystkiego. Nie chciałam go stracić, lecz zauważyłam,
że coraz bardziej się oddalamy. Po każdych jego namowach mówiłam „nie”, a on
odsuwał się ode mnie pogrążony w zadumie. Dlatego się poddałam. Chcąc ratować
naszą „miłość”. Później było tak jak dawniej. Wymykaliśmy się na późne spacery,
oddawaliśmy się romantycznym zajęciom, było pięknie. Czułam, że to jest mój jedyny. Dopóki Niall mi nie powiedział, że Bill mnie
zdradził i to wielokrotnie z tą samą suką. Alice Millhouse. Największa dziunia, którą
wielbi cała męska część szkoły. Nie licząc nielicznych gejów. Chociaż z nimi
nigdy nic nie wiadomo.
Nasze rozstanie było burzliwe, lecz po pół roku od tego
incydentu, przebaczyłam mu, choć stare rany wciąż bolały. Teraz zachowujemy się
jak zwykli znajomi. Nie wspominamy o dawnych czasach, praktycznie nie odzywamy
się do siebie, a on wciąż zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Nieważne.
Podeszłam do Nialla i podniosłam lekką brązową gitarę,
leżącą u jego stóp. Ściągnęłam z nadgarstka czerwoną bandanę i owiązałam ją
sobie wokół głowy.
Usiadłam na taborecie i zaczęłam brzdękolić w instrument.
Blondyn natychmiast poderwał się z siedzenia i wyrwał mi z rąk gitarę.
-Kurwa, Jo, rozpieprzysz mi struny!- Przewróciłam oczami.
-Odkupię ci, daj mi się zabawić w gwiazdę rocka.- Niall
mrugnął do mnie, odkładając swój skarb. Zachichotałam, gdyż wyobraziłam go
sobie w roli Smigola z Władcy Pierścieni syczącego:
„Mój skarb, mój skarb…”.
-Ty się tak nie ciesz.- Odparł Niall, masując sobie kark.-
Żeby zostać gwiazdą rocka, trzeba umieć chociaż trochę śpiewać. I nie,
zawodzenie jak na Strasznym Dworze się
nie liczy.- Zaśmiał się. Pokazałam mu środkowy palec i podeszłam do Perrie,
która wciąż rozmawiała z Lou.
-Ej Edwards!- Zwróciłam się do niej.- Nie flirtuj z Louisem,
on jest tylko mój!- Chłopak przewrócił oczami i objął mnie jednym ramieniem.
-Spokojnie Jo, mnie każdy chce posiąść. Nie mogę żyć tylko
dla ciebie kochanie zrozum.- Uszczypnęłam go w żebro na co on odskoczył ode
mnie krzywiąc usta.
-Ajć, ty niedobra…- Syknął. Objął Perrie i żartobliwie pacnął ją w
nosek.- Skarbie wracam do ciebie. Jo jest głupia.- Zaśmialiśmy się, lecz śmiech
ucichł, gdy do pomieszczenia wkroczyli Liam, Zayn i…Bill. Trzymał stertę
utrzymanych w nieładzie kartek, które były poplamione jakimiś dziwnymi,
niezidentyfikowanymi substancjami. Nie wnikam.
-Siema wszystkim!- Wykrzyknął, na co wymamrotałam ciche
„cześć”. Reszta podeszła do niego wyrywając mu papiery z dłoni. Louis
przechwycił większość z nich i pochylał się nad nimi, wystawiając język w
skupieniu. Jego czoło momentalnie się zmarszczyło.
-Kurwa Bill, nic nie ruszyłeś. Coś ty robił przez cały
weekend.- Chłopak wzruszył ramionami.
-Poleciałem z Cassie do Londynu. Było zajebiście,
szczególnie jak wziąłem ją w łazience w muzeum…- Louis skrzywił się jeszcze
bardziej, o ile było to możliwe, i rzucił mu kartki w twarz. One zaś
pozlatywały w różne miejsca i rozpierzchły wokół nóg.
-Weź, nie chcę tego słuchać. Prosiliśmy. To było ważne, a ty
jak zwykle masz wyjebane na wszystko i nic w cholerę się na starasz.- Bill
otaksował go wrogim spojrzeniem i zaczerwienił się z gniewu.
-Ja kurwa nic nie robię? Nie wystarczy, że śpiewam i nadaję
brzmienie temu zespołowi? Poza tym, gdy dołączałem, nie było mowy o tym, że
będę musiał srać się z jakimiś papierami i podejmować jakieś decyzje, więc
zejdź ze mnie, bo mnie wkurwiasz Louis.- Lou zacisnął pięści i szykował się do
ataku, jednak Liam złapał go za ramię i odsunął do tyłu. Zwrócił się do Billa.
-Spierdalaj stąd, bo inaczej nie ręczę za niego.- Bill
podniósł brwi, a jego usta rozciągnęły się w aroganckim uśmiechu.
-Wywalacie mnie z zespołu?- Liam pokręcił głową.
-Nie, chcę po prostu, żebyś na chwilę stąd wyszedł i się
ogarnął.
-Ty też uważasz, że gówno robię dla zespołu?- Zapytał Bill. Chłopak
zawahał się, jednak po chwili skinął głową. Bill odsunął się od niego i ruszył
w stronę drzwi.
-Wiecie co?- Zawołał.- Odchodzę. Zapamiętajcie ten dzień, bo
to dzień, w którym wasz jebany zespół się rozpadł. Beze mnie nie pociągniecie
daleko. Wspomnicie mnie i będziecie błagać o powrót. A ja wam powiem
„spierdalajcie”.- Wyszedł trzaskając bocznymi drzwiami. Nastała nerwowa cisza,
którą przerwał szept Louisa.
-Przepraszam…- Niall wstał do niego i zmierzwił mu włosy.
-Luzik stary, powiedziałeś to, co wszyscy chcieli
powiedzieć.- Louis schował twarz w dłoniach.
-Powinienem się zamknąć…
-I co?- Wtrąciła się Perrie.- Pozwolić mu się panoszyć?
Dobrze zrobiłeś Lou.
-Jasne.- Przytaknął Zayn.- Nawet jakbyś ty tego nie
powiedział, to zrobiłby to ktoś inny, no nie?- Przytaknęliśmy, a Louis obdarzył
nas wdzięcznym uśmiechem. Klasnęłam w dłonie.
-No to co, trzeba wam ułożyć listę utworów tak?- Zapytałam. Chłopcy
przytaknęli, a ja podeszłam do Perrie, która trzymała w dłoniach usprzątany
właśnie plik kartek.- Ja się tym zajmę.- Powiedziałam.- W sumie też robię
gówno dla zespołu, więc mogę się wykazać.
-Ale ty do niego nie należysz…-Przerwał mi Niall. Rzuciłam
mu nieznoszące sprzeciwu spojrzenie.
-Morda w kubeł i przyjmij pomoc, skoro ci ją proponuję.-
Chłopak zgodnie z moim życzeniem zamknął się i puścił mi oczko.
Po
kilkunastu minutach uzgadniania kilku kwestii rozstaliśmy się i wróciliśmy do
swoich domów. Była czwarta po południu i czułam jak mi burczy w brzuchu.
Wstąpiłam do piekarni pana Castle i poprosiłam kasjerkę o bułkę drożdżową. Po
zapłaceniu zaczęłam szukać miejsca, gdzie mogłabym usiąść i spostrzegłam
siedzących w kącie mamę i Harrego. Dosiadłam się do nich, przy okazji, wkładając
mamie do torby listę piosenek i podpijając z jej filiżanki karmelową kawę,
którą uwielbiała. Ona zaś niegroźnie mnie zbeształa i ugryzła kawałek mojej
bułki.
-Okej, okej!- Powstrzymałam ją, wyrywając moją bułkę z jej
ust.- Wiem ,że działamy w idealnej symbiozie, ale proszę cię, nawet to ma swoje
granice.- Zaśmiałyśmy się, po czym przeniosłam wzrok na Harrego. Delektował się
właśnie ciastkiem francuskim, które smakowało jak niebo. Chłopak najwidoczniej
też tak uważał, bo zamknął powieki i przeżuwał w skupieniu. Szturchnęłam mamę i
ruchem głowy wskazałam na bruneta. Claire przeniosła tam swoje spojrzenie i
zachichotała. W tym momencie Harry otworzył oczy i widząc nasze spojrzenia
zaczerwienił się.
-No co?- Wyjęczał. Mama mrugnęła do niego.
-Spokojnie Harry, my tylko się wygłupiamy. Musiałbyś widzieć
Jo, jak pochłania to ciastko. Wygląda dokładnie jak ty, tylko że ona się
bardziej ekscytuje.
-Mamo…-Wymamrotałam. Teraz to Claire i Harry zanosili się
śmiechem, lecz po chwili dołączyłam do nich.
-Rodzina Hathaway
w komplecie jak widzę!- Wykrzyknął pan Castle podchodząc do naszego stolika.- A
ten młodzieniec to zapewne Harry, zgadza się?- Chłopak skinął niepewnie głową,
nie wiedząc jak się zachować w obecności ekscentrycznego staruszka. Pan Castle
jednak zwrócił swoją uwagę na moją mamę, prosząc ją na słówko. Zostałam z
Harrym dojadając swoje przysmaki. Uśmiechnęliśmy się do siebie, spuszczając
oczy na połyskujący blat stolika. Nasza relacja była coraz lepsza, podobało mi się to. Zupełnie nie bałam się już jego towarzystwa, chociaż nie raz zastanawiałam się, jakim cudem sytuacja między nami tak się poprawiła.
-Chcesz się ze mną zaraz przejść?- Zapytałam go. Od czasu do
czasu pokazywałam mu okolice, nie chcąc by całe dni spędzał w domu. Wyjaśnił
mi, że jest do tego przyzwyczajony, gdyż ostatni rok spędził w szpitalu, jednak
stwierdziłam, że odrobina powietrza mu nie zaszkodzi. Harry skinął głową,
poszerzając uśmiech i obdarzając mnie widokiem dołeczków.
Pożegnaliśmy się z mamą i ruszyliśmy w stronę pól. Pogoda
była idealna. Miałam na sobie krótkie, jeansowe spodenki i bokserkę z napisem Dreams come true.
Słońce muskało skórę moich nóg i ramion, otulając mnie
ciepłem. Harry zerknął na moją koszulkę i uniósł brwi.
-Kolejna koszulka ze specjalnym przekazem?- Roześmiałam się
i przytaknęłam. Ostatnio miałam na sobie bokserkę z napisem: Gays are cute.
Tak wiem, mam dziwne upodobania odzieżowe.
Chłopak podniósł kącik ust i spojrzał mi w oczy.
-Uważasz, że moje marzenie również się spełni?- Uśmiechnęłam
się.
-Jeśli mu pomożesz, to myślę, że tak.
______________________________________________________________________________
Halo, halo to już V !
Przykro mi, że tak rzadko dodaję rozdziały, ale szkoła to totalne zło.
W dodatku mam lekkie problemy zdrowotne, ale staram się, by to malutkie grono czytelników mnie jeszcze nie opuszczało.
WIADOMOŚĆ!
Razem z autorką "Dark Ride"--> @laughwithloueh myślimy nad wspólnym fanfiction.
Oczywiście nie zamierzamy zaprzestać tworzenia swoich starych prac.
Chcemy tylko spróbować.
Więcej informacji przy następnym rozdziale.
Dziękuję za to, że jesteście ze mną.
Love. xx
Nareszcie ! Madzia, nice, nice, czekam na nexta !
OdpowiedzUsuńjdbfsdbnkskfvn Niall >>>>>>>
afsadjsdghsdlgkg! Ty jesteś genialna! Woah, masz taki przyjemny styl pisania <3
OdpowiedzUsuńHazz jej o sobie opowiedział, spali razem, było tak OMG!
Hahaha Bill wyleciał na zbity pysk. Nie wiem, jak Jo mogła z nim być. Przecież to idiota. Chwali się, że przeleciał typiarkę w kiblu, do tego w muzeum lol
Niall, to jest taki promyczek w każdym z opowiadań <3
HAZZ DOŁĄCZY DO ONE DIRECTION, TAAAAAAAAAAAK! Tak powinno być, One Direction bez Hazzy nie może nazywać się One Direction!
Czekam na nexta! xxx
@adrieenemm
mistake-zayn.blogspot.com
Hazz jaki grzeczny podczas spania!! wow!! :):)
OdpowiedzUsuńi wiem to, że on wejdzie, zaśpiewa a oni wezmą go w całości!! fantastycznie!!!! :)
życzę więcej czasu na pisanie! :)
@nala292
Omnomnomno *-*
OdpowiedzUsuńnie opuszcze Cie :)
@doma1d
Świetny rozdział
OdpowiedzUsuń♥ ♥ ♥
@crazy_aw_music
omfg
OdpowiedzUsuńcudowne, kocham
buziaki @luvmyStyles_94 x
In love with you, uwielbiam twój styl pisania!
OdpowiedzUsuńBuziaki xx
Dziewczyno! To opowiadanie, to jeden wielki kawal bardzo dobrej roboty! Masz talent. Podoba mi sie jak piszesz, masz fajny styl :)
OdpowiedzUsuńDziekuje, ze podeslalas mi linka do tego ff xx
Bardzo dobrze, ze Bill odszedl z zespolu. Za bardzo sie panoszyl...
Czyzby marzeniem Harry'ego byla sama Jo? :3 Fajnie by bylo haha :�DD
Czekam na kolejny rozdzial xx
Pozdrawiam, @droowseex
świetny !
OdpowiedzUsuńten Bill to kawał dupka więc dobrze że odszedł :D
czekam na kolejny. xoxo
@foreveralonexx3
Świetny ff, tak się wciągnęłam, że nie mogłam się oderwać od czytania :) czekam na następne rozdziały <3 @Mrs_Hazza94
OdpowiedzUsuńJejku, naprawdę fajna historia i podoba mi się twój styl pisania. Zero błędów! (przynajmniej ja żadnych nie zauważam xD)
OdpowiedzUsuńLecę czytać kolejny x
@Only_Ordinary_I