-Nie ma
mowy!
-Ależ kochanie, musisz to uszanować, na tym polega moja
praca…-I tak od samego rana. Ciągłe kłótnie, które miotają naszym domem,
naruszyły zwykły ład i porządek.
Niestety, nie bezpodstawnie.
-Uważasz, że to dla mnie łatwe?- Wysyczałam teatralnym
szeptem, zakładając ręce na piersi. Patrzyłam jak twarz mojej mamy się zmienia,
wydawała się teraz znacznie starsza i zmęczona. Poszła do kuchni, zostawiając
mnie na schludnym tarasie, na którym stała ogromna liczba doniczek i rzeźb.
Usiadłam na puchatym fotelu, wypuszczając ze świstem powietrze. Już raz
zgodziłam się na jej idiotyczny pomysł. Wtedy wydawało mi się, że to nic
takiego, poza tym działałyśmy dla dobra kogoś innego, kogoś kto cierpi i ma
problemy. Niestety, nie skończyło się to zbyt dobrze.
Nagle usłyszałam rytmiczne kroki i poczułam słodki zapach
malinowej herbaty. Z wdzięcznością odebrałam od mamy parujący napój i
pozwoliłam jej usiąść na oparciu mebla.
-Jo, ten chłopak potrzebuje pomocy.- Wzruszyłam ramionami.
-Nie może zostać w szpitalu?- Kobieta spojrzała na mnie,
starając się wywołać na swojej twarzy, chociaż zarys uśmiechu, jednak
wychodziło jej to raczej nieudolnie.
-Spędził w nim dostatecznie dużo czasu. Nic już tam nie mogę
zdziałać, zresztą wolałabym mieć go przy sobie. On przeszedł przez naprawdę
ciężkie bagno, widział okropne rzeczy, które do tej pory sprawiają, że nie mogę
spać po nocach.
-Jakiego rodzaju rzeczy?- Zapytałam niewinnie, obdarzając
mamę niewinnym uśmieszkiem. Ona zaś wymierzyła mi sójkę w bok i zachichotała.
-Nie, Josephine,
nie jesteś nawet w połowie tak sprytna jak myślisz. Tajemnica lekarska.-
Jęknęłam głośno. Mama spojrzała na mnie wyczekująco, bawiąc się nerwowo skórką
przy paznokciu.
-Jak długo ma tutaj być?- Wymamrotałam. Kobieta klasnęła w
dłonie i dosłownie rzuciła mi się na szyję.
-Hej, hej! To wcale nie znaczy, że się zgodziłam.- Odparłam
ze śmiechem, patrząc jak mojej matce rozbłysły oczy.
-Myślę, że dwa miesiące będą wystarczające…
-Co?- Wykrzyknęłam.-Przecież to całe wakacje. Nigdzie nie
pojedziemy.- Wiedziałam, że marudzę. Wiedziałam też, że i tak czy siak będziemy
miały nowego lokatora. Jak moja mama się na coś uprze, to średnio można ją od
tego odciągnąć.
-Myślę, że stać cię na takie poświęcenie.- Powiedziała z
powagą. Miała rację.
Dlatego w wyniku dalszej konwersacji uzgodniłyśmy, że od
jutra w jednym z pokoi gościnnych zamieszka jakiś chłopak, który jest pacjentem
mojej mamy od niecałego roku. Moja mama jest lekarzem w szpitalu
psychiatrycznym i pomaga ludziom, którzy cierpią na różnego rodzaju schorzenia
psychiczne. Kilka miesięcy temu miałyśmy innego lokatora, który wpadł w bardzo
głęboką depresje. Wydawało się, że mu się poprawia, jednak pewnego wieczoru
zobaczyłam ślady krwi na umywalce. Spodziewając się najgorszego wpadłam do
pokoju dla gości. Znalazłam nastolatka, który kucał pod biurkiem i kiwał się w
przód i w tył, zaś zobaczywszy mnie rzucał nożami, cyrklami, nożyczkami i
innymi narzędziami, które zachomikował,
jak później się okazało, w wydrążonej w
biurku skrytce.
Na pomoc przybiegł sąsiad, który siedział z mamą w salonie,
sącząc „wieczornego drinka”.
Zabrano go z powrotem do szpitala i podano antydepresanty. Z
tego co wiem, nadal tam leży, pod stałą opieką dyżurnych.
Nie odebrałam tego wydarzenia zbyt dobrze, ponieważ jeden z
noży wbił mi się w bark, pozostawiwszy brzydką bliznę, która codziennie
przywołuje to okropne wydarzenie.
Tym razem jednak ma być inaczej.
Mama wyciągnęła ze swojej teczki, kartkę ksero, która była
upakowana w przezroczystą folię.
Kiwnęła do mnie zachęcająco, podając mi dokument.
Imiona: Harry, Edward
Nazwisko: Styles
Data urodzenia: 01.02.1994r.
Kolor oczu: zielony
Schorzenie: zaburzenia afektywne
Siedziba: szpital pod wezwaniem św. Anny
Chciałam odwrócić papier, jednak mama uznawszy, że
zapoznałam się z jego treścią, wyrwała mi go, uniemożliwiając spenetrowanie
zawartości. Uniosłam ręce do góry, w geście rezygnacji i wybuchłam śmiechem.
Kobieta pokręciła głową, mierząc mnie dezaprobatycznym wzrokiem. Pobiegłam po
schodach na górę i schowałam się w swoim pokoju. Wyciągnęłam z szafy małą
czarną sukienkę, przygotowując ją na jutrzejszą imprezę u znajomych. W Holmes Chapel nie dzieje się zbyt
dużo, dlatego uznałam, że raz do roku mogę się odpowiednio odstawić. Jakby
pięćdziesięciolecie piekarni i pięćdziesięciolecie pożycia małżeńskiego znajomych,
nie było dostateczną okazją.
Po wieczornej toalecie chwyciłam niedokończony kryminał i
gdzieś tam, zgłębiając gorzkie tajemnice Joego Alexa, oddałam się objęciom Morfeusza.
-Ten drink
jest zdecydowanie za mocny. Ile procent z tego to wódka, a ile to cola?-
Zapytałam powstrzymując się przed skrzywieniem ust. Pan Castle zaśmiał się
głębokim basem, sprawiając, że jego dwa podbródki niebezpiecznie zadrżały.
-Od kiedy takie sprawy cię ruszają Jo?- Zapytał
nonszalancko. Jak na osiemdziesięciolatka trzymał się całkiem nieźle. W każdym
razie na tyle sprawnie, że potrafił robić cuda przy piecu. Ja nigdy tego nie
ogarniałam i podziwiałam go za to, że po tylu latach, jego wypieki są
niezmienne. Ta piekarnia jest tutaj od kiedy pamiętam. W ciągu moich
siedemnastu lat życia, nie było dnia, by nic tutaj nie pichcił. I jak się tutaj
nie admirować?
-Bardzo ładnie ci w tej sukience. Szkoda, że tak rzadko
pokazujesz swoje ciało.- Pacnęłam go śmiejąc się z jego żartu. Oczywiście nie
mówił poważnie, po prostu zdawał sobie sprawę z tego, że nie czułam się zbyt
pewnie z odkrytymi ramionami.
Sukienka była prosta, niezbyt długa, z kilkoma wycięciami i
ramiączkami, które niestety nie zakrywały mojej blizny. Miałam nieustanne
wrażenie, że każdy się na mnie gapi. Poprawka. Nie na mnie, lecz na moją skazę,
którą bezskutecznie próbowałam zakryć długimi, brązowymi włosami.
Wypiłam jeszcze kilka drinków, delektując się rozmowami z
okolicznymi przyjaciółmi.
Czas zleciał niesamowicie szybko. Nawet nie zauważyłam, że
na zewnątrz już się ściemniło, mimo ciepłej, letniej pogody.
Uznawszy, że czas się zbierać, odnalazłam kilku znajomych i
wymieniłam z nimi słowa pożegnania i obowiązkowe całusy.
Wybiegłam z piekarni i targana chłodnym wiaterkiem, udałam
się do domu.
Zauważyłam, że światło w sypialni mamy jest zapalone, co
znaczy, że przyjechała już z naszym gościem. Pospiesznie poprawiłam sukienkę i
pchnęłam ciężkie, drewniane drzwi, wkraczając do środka. Chwiejąc się zsunęłam
buty, po czym na palcach podreptałam do swojego pokoju. Z impetem rzuciłam
torbę, która wylądowała na stercie poduszek mieszczących się na łóżku. Z szafki
nocnej wyciągnęłam paczkę papierosów, zapalniczkę i listek miętowej gumy. Udałam
się na balkon, który znajdował się naprzeciwko mojego pokoju i przymykając
drzwi odpaliłam papierosa.
Przykucnęłam, niespokojnie poruszając gołymi palcami u stóp.
W co ja się wpakowałam?
Jakiś zupełnie obcy koleś, starszy ode mnie o jakieś dwa
lata przesiaduje sobie w moim domu, bawiąc się w szczęśliwą rodzinkę. Koszmar.
Pospiesznie zgasiłam peta i podniosłam się z klęczek. Nagle
wydałam z siebie niemy okrzyk. Naprzeciwko mnie stał wysoki brunet, ubrany
jedynie w dresowe spodnie, które luźno wisiały na jego biodrach. Prawdopodobnie
na widok mojej miny wyszczerzył zęby w uśmiechu i podszedł bliżej. Cofnęłam się
o kilka kroków gorączkowo szukając najszybszej drogi ucieczki.
-Cześć.- Usłyszałam.- Ty jesteś Jo? Córka Claire?- Pokiwałam
słabo głową. Starałam się uspokoić dziko bijące serce, lecz ono nie słuchało. Nagle
chłopak znalazł się przy mnie, ściskając moją dłoń w silnym uścisku.
-Jestem Harry. Miło mi.- Wyszarpałam rękę, przez co
niebezpiecznie się zachwiałam. Po chwili złapałam utraconą równowagę i wróciłam
do sztywnego pionu. Spojrzałam prosto w roześmianą twarz chłopaka i zaczęłam
jąkać się próbując wydukać jakieś sensowne zdanie.
-Wiem kim jesteś. A teraz wybacz, ale jestem zmęczona i
jutro będzie pora na wszelkie rozmowy.- Harry pochylił się nade mną i głęboko
się zaciągnął.
-Twoja sukienka pachnie papierosami. I czymś mocniejszym.
Piłaś?- Niepewnie pokręciłam głową. Starałam się przybrać hardy wyraz twarzy,
jednak wyglądałam raczej jak wystraszona sowa.
-Nie musisz się mnie bać Jo.- Wyszeptał wprost do mojego
ucha, wpuszczając tam ciepłe powietrze, przez które opornie zadrżałam.- Ja nie
chcę zrobić ci krzywdy. Chociaż ty najwyraźniej chcesz. Przez tę sukienkę
przyprawiasz mnie o atak serca.- Gwałtownie się odsunęłam, na co Harry
wybuchnął śmiechem i zaczął nudzić jakąś melodię.
-Jesteś nienormalny.-Wysyczałam. Chłopak jeszcze głośniej zarechotał,
z trudem chwytając powietrze.- Co w tym zabawnego?- Zapytałam ze złością. Nagle
wesoła twarz Harrego zrobiła się całkowicie poważna.
-Właściwie to nie ma w tym nic śmiesznego. Masz rację.
Jestem nienormalny. To właśnie sprawia ból. Sprawia, że ludzie dziwaczeją.
Słyszałaś, że najwięcej uśmiechają się ci, którzy skrywają najwięcej smutku?-
Nie czekając na moją odpowiedź kontynuował, strzelając
słowami jak z karabinu.- To trochę głupie. Przez to nikt
mnie nie rozumie. Kiedyś tak nie było.- Westchnął po czym odchylił głowę do
tyłu, zamykając oczy. Wypuściłam głośno powietrze chcąc przerwać ponurą ciszę.
Nagle poczułam rękę, która spoczęła na moim ramieniu. Pisnęłam i odskoczyłam do
tyłu. Harry patrzył na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
-Dlaczego panikujesz? Z powodu mojego dotyku?- Milczałam. Chciałam
się stamtąd jak najszybciej wydostać. Poza tym bałam się, że każdy gwałtowny
ruch może sprowokować go do ataku. Otaksowałam go wzrokiem, spoglądając na
bujne, lekko wilgotne loki, chłodne, zielone oczy, umięśnioną klatkę piersiową
i ciekawy tatuaż z wizerunkiem motyla.
Harry jakby czując moje spojrzenie spiął brzuch, sprawiając
że motyl poruszył się niespokojnie. Uśmiechnęłam się delikatnie i podniosłam
wzrok. Chłopak również mi się przyglądał. Wykrzywił kącik ust i zdmuchnął z
czoła niesfornego loka.
-Nie masz żadnych pytań?- Drgnęłam zaskoczona.
-Dlaczego miałabym mieć?- Harry zawadiacko objął mnie,
zatrzymując dłoń na mojej talii.
-Ja co chwilę zadaję ci jakieś pytania. Teraz twoja kolej.-
Zastanowiłam się. Ciężko było mi się skupić, nie mogłam wymyślić żadnej
sensownej wypowiedzi. Cholerne drinki. Dlatego palnęłam najbardziej bezsensowne
pytanie, na jakie mogłam wpaść.
-Jak się czujesz?- Harry rozszerzył usta w uśmiechu, jakimś
cudem sprawiając, że zmiękły mi kolana.
-Jest trochę chłodno, ale widok pięknej dziewczyny rozpala
mnie od środka.- Mimo woli wybuchnęłam śmiechem.
-Mimo swojej nienormalności potrafisz być zabawny.- Chłopak
wzruszył ramionami.
-Taka praca. Teraz ja zadam ci pytanie. Musisz tylko
obiecać, że na nie odpowiesz.- Zastanowiłam się. O co mógł mnie zapytać?
Praktycznie mnie nie zna, więc nie ma podstaw, by zagadnąć mnie o coś, co
mogłoby mnie dotknąć.
-Jasne. Strzelaj.- Harry odwrócił mnie ku sobie tak, że
nasze twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów, a jego usta były na
poziomie mojego czoła. O mamo, jakie on miał piękne zielone oczy. Zsunął swój
wzrok na moje ramię i zmrużył oczy, sprawiając że między jego brwiami zrobiły
się takie trzy śmieszne kreski. Moje ramię. Blizny. Poczułam, że łagodne
ogłupienie minęło. Odsunęłam się gwałtownie i podbiegłam do drzwi.
-Poczekaj Jo! A co z moim pytaniem?
-Niczego nie oczekuj. I tak nie odpowiem.- Chłopak w ciągu
sekundy znalazł się obok i chwycił mnie za ramię, przez co poczułam silny ucisk
jego palców. Bolało.
-Obiecałaś.
-Odwołuję.
-Tak się nie robi.- W przypływie odwagi przybliżyłam swoją
twarz do jego i wysyczałam:
-Powstrzymaj mnie.- Nagle wyczułam jakąś zmianę. W powietrzu
zawisło niespodziewane napięcie, które sprawiło, że nasze płuca domagały się
większej ilości tlenu. Byliśmy tak blisko, że mogłam wyraźnie zobaczyć jak jego
źrenice zmieniają rozmiar. Teraz jego oczy były wręcz czarne. W półmroku wyglądały jak
malutkie węgielki, które dzięki małej iskrze zaczną płonąć. Harry rozchylił
usta w szerokim uśmiechu, sprawiając że na jego policzkach zabłądziły słodkie
dołeczki. Jednak sam chłopak nie należał do słodkich. Powiedziałabym raczej, że
do gorących i niebezpiecznych. Nie mam pojęcia co mi wtedy
odbiło, bo poczułam silne pragnienie, by jego wargi dotknęły moich. Zamknęłam
oczy, gdy poczułam ciepły powiew oddechu na swoim karku.
-Jo…-Wyszeptał. Chwyciłam drżący oddech czekając. Boleśnie
pragnęłam tego pocałunku. Zastygłam jednak bez ruchu, gdy jego usta przeniosły
się w okolice mojego ucha.
-Jo… Nie bądź zła, ale zmuszę cię do odpowiedzi. Mogę zrobić
to siłą, ale i tak mi się uda.
A więc…słuchaj mnie teraz uważnie.
To dla mnie ważne…
Sprawa ciężkiej wagi.
Jo…
Czy zrobisz mi kanapkę?
Dziękuję ci za to, że nie stoisz w miejscu, tak jak w większości fanfictions.
OdpowiedzUsuńŚwietnie ci idzie, czekam na next. <3
omamo hahah xd
OdpowiedzUsuńJa tak mysle jakie pytanoe..a tu Czy zrobisz mi kanapke hhasxd
Wspanialy blog,dodaje do zakladek :)
Przeczytałam i chcę więcej !
OdpowiedzUsuńczekam na next : )
OdpowiedzUsuń" To dla mnie ważne…
OdpowiedzUsuńSprawa ciężkiej wagi.
Jo…
Czy zrobisz mi kanapkę?" o mój Boże! Harry wygrał :D Rozdział bardzo mi się podoba *__* Lecę czytać dalej xx
@AlwaysIsHope1
Cześć :D
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawie
Będę czytała
Maddie
no genialne !! :) siedzę i się śmieję :):)
OdpowiedzUsuńdobra po prostu czytam dalej ;)
@nala292
Jejku, czuję, że mi się spodoba. Jak tylko znajdę chwilę czasu przeczytam wszystko x
OdpowiedzUsuń@Only_Ordinary_I